środa, 25 grudnia 2013

Chapter Eleven + Wesołych Świąt ;*

,, Szczęście się nie kończy, ono ulega zmianom ‘’
Słuchając muzyki, czytając książki, oglądając filmy niejednokrotnie słyszymy: być sobą, bądź sobą. Wszyscy zapewniają, ze nie dadzą się zmienić. Ja w to nie wierze. Nie tylko wydarzenia w naszym życiu nas zmieniają, ale zwłaszcza ludzie nas otaczający. Zmieniamy się, bo nie chcemy się wyróżniać. Chcemy przynależeć do jakiejś grupy, więc trzeba się dostosować. Zmienić się- bądź udawać odmienionego- jest łatwiej niż bronić własnych racji. Niejednokrotnie spotykamy się z sytuacją, gdy nowo poznana osoba jest sympatyczna, naturalna. Tylko przez ile taka pozostanie? To zależy od tego, jak bardzo będzie chciała taka pozostać. Ja jestem uparta i postaram się jak najdłużej pozostać sobą.
- Nie ma mowy, nie zgadzam się- skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej w celu sprzeciwu. – Nie zrobicie ze mnie żadnej lalki Barbie!
- Uspokój się to tylko próba. Założysz kilka kostiumów, przetestujemy kilka fryzur i makijażów i wybierzemy najlepszy.- wyjaśniła chyba już po raz setny Samantha. Podziwiałam jej spokój, ja bym tak nie umiała. Zostałam zaprowadzona przez Maddie- moją stylistkę- do garderoby. Pewnie większość dziewczyn piszczałaby w tym momencie z zachwytu, ale na mnie to nie robiło wrażenia. Jak bym nie mogła zostać przy swoim obecnym stylu ubierania się. Maddie kręciła się od półki do półki, ściągała z wieszaków coraz to inne rzeczy, a ja stałam i przyglądałam się jej poczynaniom. Posadziła mnie na okręcanym fotelu naprzeciw lustra i zawołała fryzjerkę. Lustro zakryła brązowym materiałem, abym nie podglądała. Podeszła do mnie Lizzy- fryzjerka- i związała moje włosy w koka, a następnie dokładnie założyła mi jakąś perukę.
- Okej, teraz otwórz szeroko oczy i się nie bój. – wykonałam jej polecenie, a dziewczyna zajęła się nakładaniem mi soczewek.

- Gotowe- oznajmiła rozpromieniona. Zdjęła materiał z lustra, a ja się przeraziłam. Nosiłam blond perukę z grzywką na prosto, a do tego miałam niebieskie oczy. Brakuje mi jeszcze różowych ubrań i wyglądałabym jak lalka. Zaczęłam się śmiać ze swojego wyglądu. Nigdy nie uważałam się za ładną, ale teraz to była przesada. Jak jakaś dziewczyna-plastik, taka z której w przeszłości się zawsze wyśmiewałam. Życie mnie jeszcze niejednokrotnie zaskoczy. Zgodnie z umową wyszłam, aby pokazać się Sam i Paulowi. Nie spodziewałam się, że oprócz nich spotkam jeszcze kogoś innego. Na sofach porozkładali się chłopcy, wyraźnie znużeni.
- Nareszcie. Chłopaki, co wy na to?- jak na zawołanie wzrok wszystkich obecnych powędrował na mnie. Ich miny wyrażały jedno: zdziwienie. Ich reakcja była bezcenna, a najbardziej podobała mi się mina Liama. Zayn
wybuchnął niepohamowanym śmiechem, podszedł do mnie i położył swoją dłoń na moim ramieniu.
- Zazwyczaj lubię blondynki, ale nie tym razem księżniczko- oznajmił szyderczo, a ja jako odpowiedź uśmiechnęłam się sztucznie. Maddie znów mnie zawołała, aby wypróbować drugą wersję. Określiła ją jako bardziej szaloną. Gdy przyjrzałam się kreacji wiszącej na wieszaku, żałowałam, że śmiałam się z blondi. To było coś milion razy gorszego. Nawet nie umiem tego nazwać! Przebrałam się w ten fikuśny strój i ponownie usiadłam przy zakrytym lustrze. Przygotowanie tej fryzury trwało o wieeele dłużej, a do tego jeszcze makijaż. Zostało mi jeszcze ubranie tych ohydnych butów, a najgorsze w tym, że one są na obcasie! O nie… Chwiejnym krokiem skierowałam się w stronę Sali, gdzie zapewne wszyscy na mnie czekali. Tym razem wszyscy się śmiali- ja najgłośniej-  oprócz Nialla, która na mój widok zaczął dławic się żelkami, a jego oczy krążyły w chaotyczny, a przy tym mega śmieszny sposób.

- Zaczekaj chwile! Muszę ci zrobić w tym zdjęcie- mówił przez śmiech Malik. Zaczął wyjmować swój telefon komórkowy, ale gdy napotkał srogie spojrzenie Simona, szybko zrezygnował. Jak ten idiota mnie wkurwia! Mieszkam z nim od kilku dni, a już mam ochotę to zakończyć. Kolejny już raz weszłam do garderoby. Myślałam, że to co mam na sobie, było okropne, ale widząc kolejne, wiedziałam, że się myliłam. A myślałam, że gorzej już być nie może. Czarna obcisła sukienka mini, z kilkoma skórzanymi paskami ledwo co sięgała mi do połowy uda. Przypominała trochę swoim wyglądem strój striptizerki. Nie czułam się w nim komfortowo. Makijaż składał się z mocno podkreślonych oczu i szminki. To dało się znieść. Ubrałam buty, którymi były czarne szpilki z kolcami na obcasie. Lizzy dokładnie wyprostowała mi włosy. I znów- reakcja chłopaków była bezcenna. Siedzieli i wpatrywali się we mnie szeroko otwartymi oczami i mieli rozdziawione usta. Sam zaśmiała się pod nosem na ten widok, a mi  Do stanu ,, normalności’’ jako pierwszy powrócił Zayn.

- Wyglądasz jak tania dziwka- oznajmił beznamiętnie Zayn. Choć sama tak uważałam, to z ust kogoś innego- zabolało. Mulat posłał mi zwycięskie spojrzenie. Zapewne dojrzał w moich oczach zawahanie.
- Daj spokój Zayn. – stanął w mojej obronie Harry- Nie przeszkadzałoby mi, gdybyś częściej się tak ubierała- skończył swoje słowa i puścił mi oczko. Mimo, iż nadal jestem rozżalona tym, że mnie nie poznaje, to jego obrona sprawiła mi radość.
- Malik w swoim fachu nieprawdaż?- spytałam ze złośliwym uśmieszkiem- No nie wstydź się, Pochwal się swoimi znajomościami i widzą na ten temat- nakłaniałam chłopaka, a podśmiewywała po nosem. Mulat zacisnął zęby, ale już się nie odezwał. Mądra decyzja.
- Może spróbuj jeszcze coś innego?- odezwała się swoim ciepłym głosem Sam, a ja ponownie weszłam do garderoby. Ostatnią stylizacją była łososiowa, zwiewna sukienka na ramiączkach. Skrzywiłam się na widok tego koloru, jak i głębokiego dekoltu. Zwinnym ruchem założyłam ją na siebie i usiadłam przed znów zakrytym lustrem. Fryzjerka odpięła mi moje zielone pasemka, a następnie ułożyła włosy. Później czekałam jeszcze, aż makijażystka dokończy swoje dzieło. Składało się ono z lekko pomalowanych oczu i jasnego błyszczyka. Oczywiście na twarzy miałam trochę pudru, ale to była mało istotne. Wyglądałam jak kiedyś. Delikatna dziewczyna, która pomimo zła jakie ją spotkało, cieszyła się z życia. A dlaczego? Bo miała przyjaciela, która sprawiał, ze na sam jego widok cieszyła się jak głupia. Myślała, ze tak będzie zawsze. Szkoda, ze tak bardzo się myliła. Widocznie nie byłam warta
zapamiętania- pomyślałam. Wstałam i na nogi założyłam kremowe baleriny.
- Chyba mamy zwycięzcę- powiedział Payne, na co Simon i Sam mu przytaknęli.
- Victoria- zwrócił się do mnie Cowell, na którego powinnam mówić chyba ,,tato’’, co nie? Mniejsza. – Sam załatwiła ci jutro występ na koncercie dobroczynnym.
***
Chłopaki wyjechali na święta do domu. Każdy do swojej rodziny. Nawet Malik, który nie obchodzi świąt poleciał spędzić czas z bliskimi. A co ze mną? Zapowiadają się najlepsze święta, jakie mogłabym sobie wymarzyć! Spędzę je z ojcem. Simon zaproponował mi to, ponieważ ja spędziłabym je samotnie i on spędziłby je samotnie. Właśnie wchodzę do garderoby i przebieram się z swój strój, który wcześniej został wybrany przez Samanthe i Maddie. Był to strój Mikołajki. Dzisiaj pozwolili mi zachować jeszcze swój styl po raz ostatni miałam swoje zielone pasemka. Nadeszła kolej na mój występ. Uzgodniliśmy, że zaśpiewam piosenkę na pisaną przeze mnie, z czego ogromnie się cieszę. Pieniądze z tego koncertu zostaną przeznaczone na dofinansowanie świąt dla dzieci z domu dziecka, dlatego jeszcze bardziej się cieszę. Wiecie co jest
jeszcze fajne w tym koncercie? To, że Carter jako wolontariuszka przy nim pomaga. Jako, że nadeszła moja kolej, weszłam na scena i wyjęłam ze statywu mikrofon. Trzymałam go pewnie w swoich dłoniach, a kiedy usłyszałam pierwsze dźwięki, zaczęłam się w jej rytm delikatnie kołysać. Zaczęłam śpiewać. (tłumaczenie)    ( WŁĄCZ TO )
I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas
Is you
I don't want a lot for Christmas
There is just one thing I need
And I don't care about the presents
Underneath the Christmas tree
I don't need to hang my stocking
There upon the fireplace
Santa Claus won't make me happy
With a toy on Christmas Day
I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
All I want for Christmas is you
You baby
Oh I won't ask for much this Christmas
I won't even wish for snow
And I'm just gonna keep on waiting
Underneath the mistletoe
I won't make a list and send it
To the North Pole for Saint Nick
I won't even stay awake to
Hear those magic reindeer click
'Cause I just want you here tonight
Holding on to me so tight
What more can I do?
Baby all I want for Christmas is you
You, baby
Oh all the lights are shining
So brightly everywhere
And the sound of children's
Laughter fills the air
And everyone is singing
I hear those sleigh bells ringing
Santa won't you bring me the one I really need?
Won't you please bring my baby to me?
Oh I don't want a lot for Christmas
This is all I'm asking for
I just want to see my baby
Standing right outside my door
Oh I just want you for my own
More than you could ever know
Make my wish come true
Baby all I want for Christmas is
You baby
All I want for Christmas is you baby
All I want for Christmas is you baby

All I want for Christmas is you baby
***************************************************
WESOŁYCH ŚWIĄT
A więc kochani! Życzę wam wszystkiego co najlepsze, zdrowia, szczęścia i miłości. Aby spełniły się wam wszystkie wsze marzenia, nie tylko te, o których mówimy, ale też te, które mamy na samym dnie serca! I oczywiście ,,trzeźwego'' Sylwestra- mam nadzieję, że załapaliście aluzje ;D
Dziękuję za wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem, których było aż 27!! To najlepszy prezent na święta ;) I chcę od razu wyjaśnić, że nawet jakby nie był 20 komentarzy to bym dodała rozdział ;p 
Do tego rozdziału dużo zdjęć, bo chciałam wam pokazać jak wyglądała przemiana Vic.
Do następnego kochani <3 // Mała Wariatka ;*


wtorek, 10 grudnia 2013

Chapter Teen

,, W życiu nie ma rozwiązań. Jest tylko działanie sił. Te siły trzeba umieć stworzyć, a rozwiązanie przyjdzie samo ‘’
Czy wy też macie czasami tak, że nie rozumiecie tych wszystkich rzeczy, które dzieją się wokół was? Macie wrażenie, ze wasze życie przypomina którąś z tych przewidywalnych komedii? Albo brazylijskiej telenoweli? Czasami mam ochotę krzyknąć na cały głos: TY! DOBRZE SIĘ BAWISZ TAM NA GÓRZE?!? Dobrze, że się powstrzymuje, bo pewnie jakby ktoś to zobaczył od razu wylądowałabym w dobrze strzeżonym budynku dla ludzi innych, zagubionych < czyt. psychiatryku>. No bo kto normalny podpisuje kontrakt płytowy z własnym ojcem, który nie wie o twoim istnieniu, a na dodatek każe ci mieszkać z dawnym przyjacielem i jego przyjaciółmi? No właśnie… Ale ja nie należę  do normalnych. Jestem inna. Inne nie znaczy gorsze. Inne znaczy wyjątkowe. 
- Mamy nadzieje, że spodoba ci się pokój- uśmiechnął się Liam i postawił moją walizkę w pomieszczeniu, w którym obecnie się znajdujemy. Moim nowym pokoju, niestety. Rozejrzałam się po wnętrzu. Szarawe ściany, przeplatane białymi pasami i duże okno wpuszczające dużo światła. Po lewej stronie pokoju stoi ogromne łózko wykonane z jasnego drewna, na którym poukładane są poduszki w kolorach pastelowych. Obok łóżka mała, biała szafka nocna a na suficie żyrandol. Było ładnie, ale jak dla mnie zbyt… no nie wiem. Zbyt słodko? Tak to chyba dobre określenie. Na ścianie naprzeciwko łózka wiszą puste ramki na zdjęcia, a tuż pod nimi cytat: ,, Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć ‘’. Przeczytałam i spojrzałam zdziwiona na Payna opierającego się o framugę drzwi i przyglądającemu się dokładnie każdemu, nawet  najmniejszemu, mojemu ruchowi.
- Perrie. – zaśmiał się- no wiesz, nie widzieliśmy z chłopakami jak ma wyglądać ten pokój, więc poprosiliśmy o pomoc dziewczynę Malika i jakiś tak wyszło.
Zeszliśmy na dół, gdzie Simon tłumaczył pozostałym, coś odnośnie ich jutrzejszego wywiadu.
- Jutro o 12:30 po ciebie przyjadę- tym razem zwrócił się do mnie- musimy z Sam popracować nad twoim nowym wizerunkiem.- powiedział i zaczął ubierać swoją kurtkę.
- A i jeszcze jedno. Harry- groźnym tonem zwrócił się do chłopaka- nie chcę powtórek z rozrywki. Nie chcę, aby i tym razem było tak jak z Chloe. Dobranoc.- i  wyszedł.
***
Przez prawie całą noc nie spałam. Rozmyślałam. O co chodziło z tą rozrywką i kim była Chloe? Im więcej pytań, tym mniej odpowiedzi. Jest szósta rano. Co mam robić? Nie miałam ochoty na sen, więc wstałam i nałożyłam na siebie szare spodnie dresowe, czarną bluzę z kapturem, a do tego czarno-szare air-maxy. Trochę to głupie biegać, gdy zbliża się zima, ale nie pada, a ja muszę jakoś odciągnąć się od myślenia. Związałam włosy w niedbałego koka i zbiegłam na dół po schodach. Mimo, że ciężko mi się przyzwyczaić do tego mieszkania, to znalazłam drzwi wyjściowe. Sukces! Zamknęłam je za sobą swoim kluczem. Jak jechałam wczoraj taksówką zauważyłam niedaleko park, więc tam też się udałam. Po drodze w uszy wsadziłam słuchawki i puściłam moja playlistę. Nie wiem ile tak czasu spędziłam. Może godzinę, może pięć. Przydałoby się wracać, bo na 12:30 jestem umówiona. Z taką myślą biegłam w stronę wyjścia, aż zderzyłam się z kimś i lekko odskoczyłam w tył. Spojrzałam przed siebie, ale nikogo nie widziałam, dziwne. Spuściłam wzrok i dostrzegłam drobną blondynkę leżącą na ziemi. Pośpiesznie podałam jej rękę, która pewnie chwyciła i wstała.
- Przepraszam- powiedziałyśmy jednocześnie.
- Jestem Alex- przedstawiła się dziewczyna 
- Victoria. Wybacz, ale się spieszę. Do zobaczenia – uśmiechnęłam się i dalej biegłam. Mój zegarek wskazywał 11:35, więc mam mało czasu.
- Na razie- krzyknęła za mną.
Szybko prze kluczyłam drzwi i dosłownie wbiegłam do siebie do pokoju. Przepocone ubrania wrzuciłam do kosza na pranie, a sama weszłam pod prysznic. Pozwoliłam, by woda rozluźniła moje mięśnie i zmyła ze mnie cały pot. Czułam się dobrze. Można powiedzieć, że czułam się tak jakby… no nie wiem. Szczęśliwa? Coś w tym stylu. Nałożyłam na siebie szlafrok i weszłam do mojej sypialni w poszukiwaniu ciuchów na dziś. Nałożyłam na siebie czystą bieliznę, wyjęłam z walizki- której jeszcze nie zdążyłam rozpakować- czarne rurki w kwiaty, a do tego trochę za duży czarny sweter. Znowu weszłam do łazienki i w ekspresowym tempie wysuszyłam włosy i zostawiłam rozpuszczone, aby żyły własnym życiem. Pomalowałam się. Byłam gotowa do wyjścia. Trochę się bałam zejść na dół. Tak wiem to trochę dziwne- dziewczyna, która nie bała się przylecieć kompletnie sama do obcego miasta, kraju, na obcy kontynent. Nie bała się wziąć udział w programie, który ogląda kilka milionów osób, a boi się zejść na dół, gdzie może przebywać jej dawny przyjaciel. Jak tak o tym myślę, to dziwna jestem. Głęboki wdech i nacisnęłam klamkę. Zeszłam na dół i weszłam do kuchni, gdzie Niall robiąc naleśniki podśpiewywał sobie pod nosem.
- Dzień dobry- krzyknął uradowany w moją stronę i postawił na stole porcję naleśników.- siadaj i jedz puki ciepłe.
- Ja podziękuję.- powiedziałam i chwyciłam do ręki jabłko. Blondyn zrobił smutną minę, co mnie trochę rozśmieszyło.
- A ja się tak starałem. Ale i tak to cię nie ominie. – wyszczerzył się.
Ubrałam czarny płaszcz i czarne botki na płaskim podeszwie. Nienawidzę obcasów! Zanim wyszłam, zobaczyłam jeszcze, że po schodach schodzą Liam z Harrym.
- Gdzie idziesz- spytał Payne zaspanym głosem. Styles cały czas uważnie mi się przyglądał, a gdy zobaczył, że go na tym przyłapałam zaczął suszyć zęby w moją stronę.

- Simon czeka. Na razie- pożegnałam się i wyszłam. Na dzisiejszym spotkaniu mamy rozmawiać o moim nowym image’ u. Brzmi poważnie… 

*************************************************************
Noooo cześć ;D Pamiętacie mnie jeszcze? 
1. przepraszam, że tak późno dodaje, ale jutro zaczynam testy próbne i myślałam, że się nie wyrobię. Ale udało się!
2. Dziękuje za nominacje do Libsten Avar. To miłe, ale nie biorę w tym udziału ;p
3. W tym rozdziałe pojawia się Alex. Mogę wam tylko zdradzić, że to nie będzie jednorazowe spotkanie.
4. Jak myślicie, o co chodzi z Chloe? Czekam na wasze pomysły ;*
5. Wieeeeeelkie dzięki za wszystkie meeega motywujące komentarze pod ostatnim rozdziałem, jak i zwiastunem. To dla mnie wiele znaczy <3
6. Strasznie się cieszę z nowych obserwatorów, jak i osób głosujących w ankiecie ;)
Dacie rado dobić do 20 komentarzy?
Jeeeju, ale się rozpisałam. Jak nie ja xD A na sam koniec kilka obrazków: 



Leże i nie wstaję ;D
Buziaki ;* // Mała Wariatka



czwartek, 5 grudnia 2013

Zwiastun ;D

Wykonałam zwiastun do tego bloga: http://warning-you.blogspot.com/p/zwiastun.html
Zapraszam do komentowania i oceniania;D

P.S. Jeżeli ktoś chce, mogę również zrobić zwiastun do jego opowiadania ;*

Buziaki ;* // Mała Wariatka

niedziela, 1 grudnia 2013

Chapter Neun

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
DODAWAJCIE SIĘ DO OBSERWATORÓW ;)

,, Urodziliśmy się za darmo, by w życiu walczyć za wszelką cenę ‘’
Ludzie od zawsze poszukiwali recepty na udane życie. Zastanawiali się, co to jest prawdziwe szczęście i w jaki sposób je osiągnąć. Jak najlepiej żyć? Jak zachowywać się wobec przeciwności losu? No cóż… jedno jest pewne: walcz o swoje marzenia aż do samego końca! Efekty widać jedynie po długotrwałej pracy, a nie po jednorazowym czynie. Zresztą, co ja tam wiem o szczęściu. Nikt mnie nie chciał, każdy zostawił. Byłam sama, jestem sama i pewnie będę sama. Jest też tego plus. Umiem o siebie zadbać i nie potrzebuję od nikogo litości. Gdybym powiedziała, ze nie potrzebuje nikogo, skłamałabym. Człowiek nie jest samotną wyspą i potrzebuje drugiego człowieka do normalnego funkcjonowania. A kogo ja potrzebuję? Mojego przyjaciela Harrego.
Siedziałam na wygodnej skórzanej kanapie o kolorze popielatym, która doskonale komponuje się z całym wnętrzem. Czytałam dokładnie wszystkie warunki umowy, którą za chwilę podpiszę. Muszę przyznać, ze nie jest najgorsza. Wstałam na równe nogi i podeszłam do Simona, który aktualnie siedział przy biurku i wystukiwał coś w swoim komputerze. Tak jak obiecała wczoraj, dziś przyszłam dogadać warunki naszej umowy.
- To co? Podpisz się i możemy robić kolejny krok w twojej sprawie.- uśmiechnął się zachęcająco. Usiadłam na krześle naprzeciwko niego. Położyłam umowę na stół i cały czas patrzyłam mu w oczy z pewnością siebie. To jeden z niewielu momentów, w których jestem pewna swoich decyzji.

- Mam kilka małych zastrzeżeń- odezwałam się pewnie na co on pokiwał głową w zdziwieniu, ale ruchem ręki poprosił, abym kontynuowała. – Po pierwsze: ja decyduję kiedy kończę ‘karierę’- wykonałam cudzysłów w powietrzu, bo szczerze wątpiłam w to- Po drugie: wszystkie decyzje o mnie są omawiane ze mną. Zgadza się pan?... To znaczy Simon?
- Powiedzmy- zawahał się – No dobra, ale umowa możesz zerwać pod warunkiem wyrażenia mojej zgody.- po analizowaniu jego słów i treści umowy, zdecydowałam się zrobić coś, co na zawsze zmieni moje życie. I na to właśnie liczę. W mgnieniu oka na kartce znalazł się mój czytelny podpis co znaczy, że już nie ma odwrotu. Wypuściłam ze świstem powietrze i nadal pozostawałam w tej samej pozycji. Cowell w tym czasie wkładał różne papiery do teczek i uśmiechał się. Miło jest widzieć, że jest szczęśliwy. Chociaż go prawie nie znam, to na taki widok mi samej uśmiech wkrada się na twarz.
- To teraz chodź. Przedstawię ci kogoś- powiedział Simon oficjalnym tonem, wstał i ruchem ręki wskazał, abym szła za nim. Szliśmy w ciszy przez długi korytarz, by następnie wsiąść do windy i wysiąść na piętrze wyżej. Weszliśmy do studia numer 4. Średniej wielkości pomieszczenie było w kolorze szaro-niebieskim, przeplatanym kremowymi dodatkami. Nie wiem, czy większe wrażenie robił ogromny panel dźwiękowy w chyba milionem przycisków, czy kabina nagraniowa, która wyglądałam jak przytulny salonik z fortepianem. Po prostu byłam w niebie, jak nie wyżej. Przy panelu siedział mężczyzna ze słuchawkami na uszach. Obrócił się w naszą stronę dopiero, gdy Simon pomachał mu ręką przed oczami. Automatycznie zdjął słuchawki i podszedł do mnie.
- Siema, jestem Tony- uśmiechnął się przyjaźnie i przybił mi piątkę. Miał około 27 lat, lekki zarost na twarzy, a ubrany był w dresy. – Sam dzwoniła, że trochę się spóźni.- powiedział bez emocji Tony, a za to Simon przewrócił oczami ze zdenerwowania.
- Na jakich instrumentach grasz?- spytał mnie Cowell, najprawdopodobniej aby przerwać ciszę. Analizowałam w myślach ile ich było. Pamiętam kiedyś jak jeszcze mieszkałam w domu dziecka, to była tam mnóstwo instrumentów. Zamiast do szkoły, chodziłam do Sali muzycznej i próbowałam grać. Prze kilka miesięcy to był koszmar. Dopiero po jakimś czasie zaczęły mi wychodzić poszczególne dźwięki, a po kilku latach nauczyłam się większość dźwięków. Byłam samoukiem.
- Gram na gitarze akustycznej, gitarze elektrycznej, flecie, trochę na trąbce, na skrzypcach, a i na fortepianie i pianinie. – odpowiedziałam na jednym wdechu. Na twarzach moich towarzyszy pojawiło się zdziwienie, ale też i podziw. Nie lubiłam się chwalić, ba ja tego wprost nienawidziłam!
- Może nam coś zagrasz i zaśpiewasz?- spytał Tony- No wiesz, muszę zobaczyć czy jesteś godna nagrywać z takim profesjonalistą jak ja- wypiął dumnie pierś i razem zaczęliśmy się śmiać. Wstałam i weszłam do kabiny nagraniowej. Zamknęłam dokładnie drzwi, aby dźwięk się nie rozpraszał.  Podeszłam do mojego ulubionego instrumentu, jakim jest fortepian. Przejechałam delikatnie dłonią po nim, zamykając przy tym oczy. Usiadłam przy nim a moje palce wybiły kilka dźwięków. Zaczęłam grać melodię, którą kiedyś ułożyłam. Słowa też napisałam, dlatego w odpowiednim czasie zaczęłam również śpiewać. Moje palce skakały z jednego klawisza na drugi, a struny głosowe lekko drżały przy wydobywaniu wyższych dźwięków. Muszę nad nimi popracować- pomyślałam. Skończyłam z zaciśniętymi oczami, ponieważ podczas śpiewania wszystkie wspomnienia wracają i trudno jest zatrzymać łzy. Odetchnęłam głęboko, uspokajając tym siebie.

- Brawo, brawo, brawo- usłyszałam słowa wypowiedziane przez kobiecy głos, który nie był mi znany. Odwróciłam się i zobaczyłam szczupłą brunetkę, o miłym wyrazie twarzy i niebieskich oczach. – Samantha Leighton, czyli twoja menadżerka.
***
Sam okazała się aniołem, nie kobietą. Cieszę się, ze mam takiego menadżera. Mam menadżera, jak to pięknie brzmi.
- Ona już wie?- zapytała Samantha Simona. To chyba o mnie. Jak odpowiedź mężczyzna pokiwał przecząco głową.
- Czeka cię mała przeprowadzka- zwrócił się do mnie, a ja oniemiałam.- Muszę mieć wszystkie swoje gwiazdki pod kontrolą, więc nie masz wyboru, bo podpisałaś umowę- powiedział ostro, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Jak tak dalej pójdzie, stanę przed sądem za pobicie własnego ojca. Przecież mam swoje mieszkanie. Ciasne, ale własne. – Przyjadę po ciebie jutro, więc bądź spakowana.
-A gdzie ja będę mieszkać, przepraszam ?!?- ludzie trzymajcie mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.

- W jednej willi z takim jednym zespołem. Wspominałem ci już, że muszę mieć wszystkie swoje gwiazdki pod kontrolą. Może to nie jest dobry pomysł, żebyś mieszkała z piątką chłopaków, ale lepszego nie mam.
- Jak się nazywa ten zespół?- zapytałam drżącym głosem, bo wiem co zaraz usłyszę.
- One Direction.
***
Pół nocy nie spałam przez tego idiotę. On nie może mnie do niczego zmuszać! A tak zapomniałam. Może, bo inteligenta ja podpisała głupią kartkę! Jestem na siebie wściekła. Wstałam leniwie z łóżka i poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro i się przeraziłam. Wory pod oczami, każdy włos odstaje w inną stronę, a do tego jestem blada jak trup.
- Cudownie- krzyknęłam sarkastycznie, a echo mojego głosu rozniosło się po mieszkaniu. Zdjęłam z siebie za dużą koszulkę i krótkie spodenki, które służyły mi za piżamę, a następnie weszłam pod prysznic. Pozwoliłam, aby ciepła woda rozluźniła moje ciało. Po tym owinęłam ciało ręcznikiem, mokre włosy również, tyle że mniejszym. Nałożyłam na siebie czystą bieliznę i wysuszyłam włosy. Podłączyłam lokówkę do prądu, a w międzyczasie postanowiłam się pomalować. Nałożyłam na twarz podkład, nad oczami zrobiłam kreskę, a rzęsy dokładnie wytuszowała. Usta przejechałam pomadką ochronną. Gdy lokówka się nagrzała, zakręciłam kilka pasemek moich włosów. I tak były falowane, więc nie musiałam się bardzo wysilać. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Standardowy problem- w co mam się ubrać? Normalka. Dużego wyboru nie mam, bo większość rzeczy jest spakowana już do walizki. Założyłam czarne obcisłe rurki, do tego czarny przylegający top na ramiączkach, a na koniec narzuciłam na siebie koszule w zieloną kratkę, która pasuje do koloru pasemek na moich włosach. Spryskałam się perfumami, a na ręce założyłam bransoletki, aby zasłaniały moje blizny. Co ciekawe, albo raczej dziwne: moje blizny strasznie się zmniejszyły. Zaczęły wręcz znikać. Podeszłam do szafki nocnej obok łóżka i kucnęłam przy niej. Otworzyłam ostatnią szufladę i wyjęłam z niej uroczyście zapakowane pudełeczko. Nie otwierałam go od trzech lat. Czas się przełamać- pomyślałam entuzjastycznie. Tak też zrobiłam. Zdjęłam wieczko, a moim oczom ukazał się srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie gwiazdki z napisem Curly. Dostałam go od Niego, na 15 urodziny.
~ wspomnienie ~
Nastoletnia brunetka leżała na łóżku ze słuchawkami w uszach. Mimo, iż był to dzień jej urodzin, nie świętowała ich. Nienawidziła tego dnia. Do jej pokoju wszedł chłopak z burzą loków na głowie i uroczymi wgłębieniami w polikach. Dla niego również nie był to najszczęśliwsze dzień, bo wiedział, że niedługo opuści swoją przyjaciółkę. Ale czy ona była tylko przyjaciółką? Przysiadł na łóżku obok dziewczyn, a ona szybko usiadła przestraszona.
- O, to ty- uśmiechnęła się.
- Mam coś dla ciebie- Harry chciał, aby dziewczyna zapamiętała go jak najlepiej. Wyjął z kieszeni swojej dresowej bluzy, małe pudełeczko estetycznie zawinięte w czerwono-złoty papier. Ostrożne podał je Victorii. Dziewczyna przyjęła je i wypowiedziała bezgłośne dziękuje. Otworzyła je ostrożnie, a jej oczom ukazał się wisiorek z zawieszką w kształcie gwiazdki z napisem Curly. – Wszystkiego najlepszego- krzyknął uradowany chłopak i zaczął przypatrywać się swej towarzyszce.
- Co jest?- spytała zdziwiona zachowaniem chłopaka Vic.
- Czy to siwy włos?- zapytał utrzymując powagę, ale nie na długo, bo po chwili oboje śmieli się z całych sił.
- Nigdy o tobie nie zapomnę- szepnął chłopak kiedy zmęczeni śmiechem opadli na podłogę.
~ koniec wspomnienia ~
Taaa nigdy o tobie nie zapomnę- przedrzeźniałam głos Stylesa. Założyłam na siebie ową biżuterię. Na nogi wsunęłam czarne tryblety i zarzuciłam na siebie czarny płaszcz. Pociągnęłam za sobą walizkę i zamknęłam mieszkanie. Schodziłam męcząc się ze strasznie ciężką walizką, aby znieść ją przed kamieniczkę. Taksówka z Simonem w środku już stała, więc Cowell wyszedł z niej i zapakował mój bagaż do środka. Usiedliśmy razem z tyłu, a nasza podróż trwała w ciszy, przerywana była jedynie dudnieniem deszczu o dach pojazdu. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w monotonie uderzania kropelek. Uspokajała. Nawet nie wiem kiedy, ale w końcu pojazd zatrzymał się przed średniej wielkości willą. Nie wyróżniała się zbytnio wokół innych, stojących obok. Simon wystukał przy bramie kod, a ona ustąpiła. Podeszliśmy do drzwi, do których Cowell zapukał, a następnie ujrzeliśmy w nich uśmiechniętego blondyna.
- Siema Simon i o… Victoria! – powitał mnie entuzjastycznie Niall.
- To wy się znacie? Ale skąd?- spytał nas zdziwiony Cowell.
- A przez taki mały incydencik- powiedział chłopak i puścił mi oczko.- wejdźcie. Czyli to ty będziesz z nami mieszkała.
- Niestety- wypowiedziałam posępnie, na tyle cicho, by Horan tego nie usłyszał. Chłopak zaprowadził nas do salonu, gdzie siedzieli na kanapie już Liam, jakiś szatyn z włosami w nieładzie i niebieskimi oczyma i On. Chłopcy wstali i przywitali się ze mną. Liama już znałam, Nialla też, a szatyn przedstawił się jako Louis. Został jeszcze On i ten mulat z taksówki.

- Jestem Harry- Uśmiechnął się przyjaźnie. Omijałam jego wzrok szerokim łukiem, bowiem nie chciałam, aby wyczytał jakiekolwiek moje emocje.
- Victoria- powiedziała nadal unikając jego wzroku.
- My się przypadkiem nie znamy?- zapytał wyraźnie mi się przypatrując.

- Ę stary! Może to jest jakaś twoja była?- krzyknął Louis, na co wszyscy z wyjątkiem Simona, który wywrócił oczami, wybuchli śmiechem. Ja śmiałam się najciszej. W tamtej chwili chciałam zniknąć. Nie ważne gdzie, ważne że…

********************************************************
Jutro dodam notatkę, bo dzis już zasypiam na siedząco ;) Dobranoc ;*

sobota, 23 listopada 2013

Chapter Eight

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=UŚMIECH WYWOŁUJESZ+ WENĘ PRZYWOŁUJESZ

,,W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca’’
Jak poradzić sobie z przegraną? Z tymi wszystkimi negatywnymi emocjami kłębiącymi się w tobie, aby w najmniej odpowiedniej chwili eksplodować? Jak to mówią: Ile ludzi, tyle poglądów. Niektórzy siadają samotnie w kącie i płaczą. Inni szukają pomocy u bliskich, przyjaciół- gorzej jak się nie ma rodziny i przyjaciół, jak w moim przypadku. Do następnej grupy należą ludzie, którzy aby odreagować zapadają w wir pracy i nie mają nawet czasu myśleć o porażkach. Każda metoda jest dobra. Ja natomiast wszystkie swoje emocje- pozytywne, a zawłaszcza te negatywne- przelewam na papier. Do ułożonych słów staram się dopasować melodie, również utworzoną przeze mnie. Tym o to sposobem, mój zeszyt pęka w szwach. Może to nie są jakieś wybitne dzieła, ale dla mnie są okej. Ważne, że odciągają moje myśli od problemów i popełnienia jakiś głupstw.
Somewhere we went wrong / Gdzieś popełniliśmy błąd
We were once so strong / Kiedyś byliśmy tak silni
Our love is like a song / Nasza miłość jest jak piosenka
You can't forget it at all / Nie możesz o tym wszystkim zapomnieć
And at last, all the pictures have been burned / I w końcu wszystkie zdjęcia zostały spalone
All the past is just a lesson that we've learned / Przeszłość to tylko lekcja, której się nauczyliśmy
I won't forget, please don't forget / Nie zapomnę, proszę nie zapomnij
Us / Nas
Pisząc tą piosenkę* zadałam sobie sprawę, że mimo iż przez ponad 3 lata wmawiałam sobie, że jest dobrze, że zapomniałam, to wiem że to nie prawda. Mówią: ,,Stara miłość nie rdzewieje’’ . Sama jestem tego przykładem. Szkoda, ze z naszej dwójki tylko ja… Zamknęłam zeszyt zadowolona z tekstu, który przed chwilą napisałam. Wzięłam do ręki gitarę, którą kupiłam sobie niedawno za zarobione pieniądze. Delikatnie przejechałam palcami po strunach, a te wydały kojące dla moich uszu dźwięki. Chwyciłam mocniej
instrument i przypominałam sobie słowa piosenki. Nie potrzebowałam nic więcej, aby zagrać melodie, która wydawała mi się odpowiednia. Aby jej nie zapomnieć, zapisałam nuty na kartce i powróciłam do wcześniejszej czynności. Na początku melodia była spokojna, ale po jakimś czasie stała się dla mnie monotonna i musiałam dodać jakieś mocniejsze dźwięki. Przydałaby się elektryczna gitara- pomyślałam podczas grania refrenu. Następnie znowu zwolniłam, z powodu braku sił w ręce, ale wydało mi się to na tyle dobre, ze od razu zapisałam resztę nut i zadowolone z końcowego efektu postawiłam gitarę w kąt mojej sypialni, a zeszyt zamknęłam i schowałam pod poduszkę. Dzisiaj mam wolne, jutro i pojutrze zresztą też. Nie, nie zwolniono mnie, po prostu w kawiarni jest remont i mamy kilka dni wolnego. Przez cały czas nie dawała mi spokoju ta sprawa z kartą kredytową, ale nigdy nie miałam odwagi jej rozwiązać. Dziś wyjątkowo postanowiłam się przełamać. Wzięłam do ręki swój telefon i wybrałam numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Jeden sygnał… Drugi… Czekałam na trzeci, ale nagle po drugiej stronie usłyszałam ciepły kobiecy głos:
- Słucham.
- Umm… przepraszam, pomyłka.- palnęłam i szybko się rozłączyłam. Nie no Vic, brawa dla ciebie. Jakaś ty odważna! Opadłam zawiedziona swoim zachowaniem na łóżko. Ja się kiedyś wykończę.  Skup się na chwilę dziewczyno! Pamiętnik mamy. Przeczytałam go kilka razy, niemal zapamiętując każde zapisane w nim słowo. Chwila, myśl Victoria. ‘’Jeżeli to czytasz, znaczy że Jenn wykonała to o co ją poprosiłam.’’ I o to mi właśnie chodziło. Kim jest Jenn? Czy to kobieta, do której się dodzwoniłam? Moje życie nie należy do najłatwiejszych, zdecydowanie.
Otworzyłam oczy i przetarłam je dłonią. Musiałam zasnąć. Usiadłam na łóżku i leniwie się przeciągnęłam. Ziewnęłam, zakrywając usta dłonią. Wzięłam do ręki telefon.
9 nieodebranych połączeń od: nieznany
Zdziwiłam się tym co zobaczyłam. I znowu nieznany dzwoni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, a urządzenie przyłożyłam do ucha.
- Halo- odezwałam się pierwsza
- Dzień dobry. Jestem Samantha Moretz. Czy rozmawiam z Panią Victorią West?
- Tak to ja. A o co chodzi?                                                     
- Czy mogłaby pani przyjść jutro na 3pm do s.c musicworld®?
- A w jakiej sprawie? – dopytywałam się. Ta sytuacja była dla mnie dziwna.
- Przepraszam, ale naprawdę nie wiem. To bardzo ważne dla mojego szefa. Dziękuje i miłego dnia życzę- kobieta rozłączyła się zanim zdążyłam zapytać, kto jest jej szefem. Skoro i tak mam wolne to może wybiorę się tam jutro? Pożyjemy zobaczymy.
~ następnego dnia ~
Zdecydowałam, że jednak pójdę. Nic na tym nie stracę, a może nawet i zyskam?
Stanęłam przed wielkim, oszklonym budynkiem w centrum stolicy. Ten widok zapierał dech w piersiach. Weszłam przez obrotowe drzwi- dobrze, że nimi nie trzasnęłam… tak wiem, słabe. Przepraszam. Podeszłam do biurka znajdującego się w holu, za którym siedziałam brunetka w okularach. Włosy miała spięte w koka, a biała koszula kontrastowała się z kolorem jej włosów. W szybkim tempie wystukiwała coś na klawiaturze. Podeszłam bliżej, a ona zwróciłam swój wzrok z komputera na mnie.
- Mogę w czymś pomóc?- zapytała, jak dla mnie zbyt przesłodzonym głosem.
- Miałam tu przyjść o 3pm na spotkanie.- wyjaśniłam.
- Dobrze. Jak się Pani nazywa?- zapytała znów wpatrzona w swój komputer.
- Victoria West- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Kobieta po moich słowach nagle się wyprostowała i zdjęła swoje okulary. Wstała od biurka i podeszła bliżej mnie. Ta jej zmiana zachowania po usłyszenia mojego nazwiska była trochę dziwna.
- Proszę za mną- wykonałam jej polecenie i już po chwili znajdowałam się w windzie z kobietą, która nerwowo wystukiwała rytm swoim obcasem. Wsłuchiwałam się dokładnie w te dźwięki. Musze je zapamiętać, bo są dobre. Winda otworzyła się. Brunetka wyszła, więc podążałam za nią. Szłam dopóki nie zatrzymała się po drewnianymi drzwiami. Zapukała, a następnie nacisnęła na klamkę w wyniku czego drzwi ustąpiły. Za biurkiem ujrzałam mężczyznę. Tego mężczyznę, którego nigdy bym się nie spodziewała w tym miejscu i tym czasie. Sekretarka powiedziała coś do swojego szefa i wyszła. Nie przysłuchiwałam się ich rozmowie. Byłam zbyt zaskoczone widokiem jego osoby. Wskazał ręką na fotel naprzeciwko jego biurka. Zdjęłam płaszcz i po zajęciu miejsca położyłam go sobie na kolanach.

- Zastanawiasz się pewnie, dlaczego poprosiłem cię o spotkanie- odezwał się pierwszy patrząc w moje oczy. Nie lubiłam tego. Uważam, że oczy są oknem duszy i można przez nie wszystko wyczytać. Zazwyczaj rozmawiając z ludźmi unikam ich wzroku. Wtedy czuję się pewniej.
 – Mam dla ciebie pewną propozycję. Ja szukam nowej gwiazdy, a ty masz talent. Co ty na to, abyśmy podpisali kontrakt?  - dalej kontynuował, a ja siedziałam osłupiała i wsłuchiwałam się w jego słowa. Dobra, poddaję się. Gdzie tu jest ta ukryta kamera? Wychodźcie i tak o was wiem.
- Co ty na to? Oczywiście wiem, ze musisz przedyskutować to z rodzicami.
- Nie mam rodziców- palnęłam bez zastanowienia. Nie wiem czemu tak zrobiłam. Może ta sytuacja była, aż tak dziwna, ze przestałam racjonalnie myśleć?
- To przykre- spuścił wzrok na swoje buty, a potem go podniósł czekając na moją reakcję.
- Ale prawdziwe- dopowiedziałam beznamiętnie. – A co do pańskiej propozycji, to nie wiem czy to dobry pomysł, panie Cowell.

- Ja nie robię tego z litości- posłał mi pewny siebie uśmiech- planuje na tobie dużo zarobić.- po tym chciałam wybuchnąć śmiechem. Teraz to chyba wiem, po kim jestem taka szczera. – A i nie mów do mnie Pan. Simon wystarczy. Umowa stoi?- wyciągnął do mnie rękę.
- Stoi- uścisnęłam ją.
- To zapraszam jutro ustalić szczegóły umowy. Tu masz mój numer, jakby coś się stało to proszę dzwonić.

- Dobrze i dziękuje. – odpowiedziałam i założyłam na siebie z powrotem czarny płaszcz. Wspominałam, że moje życie jest dziwne? Bo kto normalny podpisuje kontrakt ze swoim ojcem, który nie wiem o twoim istnieniu? No właśnie…

* piosenka Demi Lovato ,, Don't Forget'' 
***************************************************************
Noooo cześć! Pamiętacie mnie jeszcze? Rozdział napisany dzięki mojemu kochanemu braciszkowi, który pożyczył mi swój komputer, bo mój jest w naprawie ;* Trochę mi nie wyszedł. Jest nudny, nie ma w nim chłopaków, ale to tylko wstęp do następnego ;D
Czytających proszę o głosowanie w ankiecie, bo to dla mnie ogromna motywacja. Tak samo jak komentarze, których ilość się zmniejszyła :/
Hahaha. Padłam xD

I jeszcze to, tak na poprawę humorku ;D
(ps. nie mam nic do Taylor Swift, ale to jest niezłe)

Do następnego // Mała Wariatka ;*


niedziela, 10 listopada 2013

Chapter Seven

Przypominam o możliwości zadawania pytań bohaterom ;* >KLIK<

,, Człowiek nie jest stworzony do klęski ‘’
~ponad 1 miesiąc później~
Czas płynie nieubłaganie szybko. Czujemy, że życie jest coraz krótsze, a mimo to nie możemy nic zmienić. Niby ‘co ma być to będzie’, ale i tak nie możemy się do końca wyluzować. Martwimy się. Chcemy mieć jak najlepszą przyszłość. Współczuje osobom, które od małego były rozpieszczane, wyręczanie ze wszystkich obowiązków przez innych. Tacy ludzie w późniejszym życie są nieporadni i często tracą pracę- o ile takową znajdą. Wpadają w coraz większe długi, w końcu dobra materialne odbiera się im, a potem co mają zrobić? Tu opinie są sprzeczne. Jedni decydują się skończyć ze sobą i własnym, nędznym życiem. Inni zaś szukają pomocy. Niewiele jest ludzi, którzy się nie poddają, walczą do samego końca. Czytałam kiedyś całkiem niezłą książkę.* Motywującą opowieść o starym człowieku, który utrzymywał się z rybołówstwa i od osiemdziesięciu czterech dni nic nie złowił. Podziwiałam jego postać. Ja po kilku razach bym się poddała, a on próbował dalej. Co ja mówię? Nie tylko próbował, ale także złowił rybę i to największą w swoim życiu, a trochę pewnie ich było. W obecnych czasach łatwiej siedzieć i czekać na cud niż zacząć działać samemu.  
Co się zmieniło w moim życiu przez ten czas? Oprócz tego, że kupiłam malutkie mieszkanko i zaczęłam pracować w kawiarni to chyba nic szczególnego. Ah, zapomniałabym. Niedługo ogłoszą wyniki, kto dostał się do kolejnego etapu X-Factora. Nie zależy mi na wygranej czy sławie. Do szczęścia mi to nie jest potrzebne. Chciałabym bliżej poznać swojego ojca. Dowiedzieć się jaki jest, jakie ma zainteresowania i może jak się uda, to dlaczego zostawił moją rodzicielkę. Co do koperty wraz z jej zawartością, którą kiedyś dostałam to… Nic konkretnego w tej sprawie nie zrobiłam. Wiele razy próbowałam. Miałam nawet zapisany numer tej osoby, ale za każdym razem brakowało mi odwagi, by nacisnąć zieloną słuchawkę. Te rzeczy trzymam w szufladce szafki nocnej w mojej sypialni.
-EJ! Żyjesz?- pomachała mi przed oczami Carter. Zapomniałabym- Carter to chodzący wulkan energii! Ta brązowooka brunetka ciągle nuci pod nosem, a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Pracujemy razem w kawiarni o wdzięcznej nazwie Felicita. Naszym szefem jest miły, starszy pan, a atmosfera pracy nade przyjemna. Powiedziała bym, że jak na razie mi się układa, ale nie zrobię tego! Dlaczego? Bo kiedy wreszcie coś mi wyjdzie, zaraz coś się musi stać i tracę wszystko. Nie chce tego, tak bardzo się boje. Boje się, ze pewnego dnia zabraknie mi siły na naprawę rzeczywistości. – Ty mnie wcale nie słuchasz- zasmuciła się brunetka.
- Przepraszam. Ja po prostu… em zamyśliłam się- odpowiedziałam, a po chwili panna Pierce dalej kontynuowała swoją opowieść o tym, jak trudno jest jej być wolontariuszką w schronisku, bo chciałaby każde bezdomne zwierzę przygarnąć. Mogę śmiało stwierdzić, że ona ma wielkie serce i chęci, by zmieniać świat. Otrząsnęłam się z stanu moich przemyśleń i wstałam z sofy na zapleczu naszego miejsca pracy. To jest nasz kącik, w którym zostawiamy swoje rzeczy, bądź odpoczywamy w czasie przerw. Przewiązałam przez biodra kremowy fartuszek. Był on mały, wykonany w miękkiego materiału i można było na nim dostrzec nazwę lokalu wyszytą złotą nicią. Za kilka minut otwieramy, a zostało jeszcze pościerać stoliki. W ręce wzięłam ściereczkę i zaczęłam wykonywać swoje obowiązki.
***
Podniosłam leniwie powieki i ręką wyłączyłam budzik. To już dzisiaj! Nie mogę się doczekać. Wstaję z łóżka i kieruje się w stronę łazienki. Ściągnęłam w siebie krótkie spodenki i za dużą o kilka rozmiarów koszulkę, czyli rzeczy, które nazywam piżamą. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, aby ciepłe strużki wody zmoczyły moje ciało. Po kilku minutach wyszłam odświeżona i zrelaksowana. Ciało owinęłam puchatym ręcznikiem, a mokre włosy zawinęłam w turban. Podeszłam do małej szafy, stojącej w moim pokoju i wyjęłam z niej ciuchy. Dziś założyłam na siebie bordowe rurki, a do tego czarną, luźną koszulę. Na ręce zawiesiłam bransoletkę, a na szyję naszyjnik. W  łazience wysuszyłam włosy suszarką, i wyprostowałam je. W ekspresowym tempie się pomalowałam i wyszłam na korytarz. Na nogi założyłam czarne botki za kostkę, a na siebie założyłam czarny płaszcz. Zima zbliża się do nas wielkimi krokami, niestety. Już skórzana kurtka i zwykłe trampki nie wystarczają. Zamknęłam mieszkanie, klucze wrzuciłam do torebki i zbiegłam po schodach. Doszłam szybkim krokiem na przystanek, potem wsiadłam do autobusu i zajęłam wolne miejsce koło szyby. Do uszu wsadziłam słuchawki i puściłam jedną z moich ulubionych piosenek. Niektóre covery są lepsze, niż wykonania oryginalne. Po jakimś czasie wysiadłam z autobusu i szłam w kierunku kawiarni. Musiałam trochę przyspieszyć kroku, aby się nie spóźnić. Wchodząc do lokalu usłyszałam charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, oznaczający o przybyciu nowej osoby. Płaszcz powiesiłam na wieszaku i tradycyjnie zawiązałam swój fartuszek wokół bioder. Carter jeszcze nie było, co jest dziwne, bo zawsze przychodzi pierwsza i emanuje od niej pozytywna energia. Wykonałam dokładnie wszystkie czynności przed otwarciem lokalu i miałam chwile przerwy. Wyczekiwałam, wręcz nie mogłam się doczekać wiadomości, czy się dostałam.
- Przepraszam za spóźnienie, ale jak szłam zobaczyłam takiego słodkiego chłopczyka i on płakała- nawijała brunetka z taką prędkością, że ledwo wyłapywałam słowa płynące z jej ust – i zrobiło mi się go szkoda, więc szukałam z nim jego mamy, bo się okazało, że biedaczek się zgubił. Potem jak chciałam to zgłosić okazało się, że jego mama go ujrzała. I wszystko skończyło się szczęśliwie.- skończyła swoją opowieść i znów się uśmiechała. To niesamowite, jak tej dziewczynie zmienia się humor. Jeszcze niedawno miała łzy w oczach na wspomnienie chłopca, a teraz się cieszy. Zajęłyśmy się pracą i czas płynął szybko. Obsługiwałam właśnie straszą panią, naszą stałą klientkę, kiedy zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam kobietę i poprosiłam Carter, żeby mnie na chwilę zastąpiła. Brązowooka bez zastanowienia się zgodziła, więc weszłam do pokoju dla pracowników i odebrałam połączenie.
-Halo- zaczęłam swoim pytanie.
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Victorią West?- grzecznie przytaknęłam i czekałam na dalsze informację.- Jestem jednym z pracowników talent show X-Factor. Dzwonie do pani, aby przekazać, że niestety nie dostała się pani. Bardzo mi przykro.- ta jasne, bo ci uwierzę. Doskonale wiedziałam, że nie jest mu przykro, ale mówi jedynie wyuczone formułki. Mi było przykro. To była moja jedyna szansa na poznanie Simona. Teraz wszystko przepadło.
- Dziękuje za informację- odpowiedziałam beznamiętnie i się rozłączyłam. Po moim policzku popłynęła samotna łza. Vic, nie będziesz przecież z takiego błahego powodu płakać! Nawet sama siebie nie przekonałam. Kciukiem starłam słoną ciecz i głośno westchnęłam. Dlaczego tak bardzo mi na tym zależało? Przeżyłam osiemnaście lat bez niego, więc dlaczego teraz jest mi smutno? Może dlatego, ze dokładnie pamiętam, gdy po moim występie wstał i powiedział mi, że jestem najlepsza? A może to świadomość, ze będąc blisko niego, byłabym blisko Harrego. Idiotko, miałaś o nim zapomnieć!- skarciłam się w myślach. Teraz to już nie ważne. Wszystko przepadło. Takie jest życie. Lajf is brutal!

* Mowa tu o książce: ,,Stary człowiek i morze''

*************************************************************
 Yo! Przybywam z nowym rozdziałem ;) Mam nadzieję, ze się spodoba. Dodałam Carter do bohaterów, więc zapraszam do zapoznania się z nową postacią. Rozdział trochę smutny, ale to wprowadzenie do kolejnego. Dzięki za komentarze, wejścia, obserwatorów i głosowanie w ankiecie. Weszłam, a tu 57 osób zaznaczyło, ze czyta! Myślałam, ze na zawał padnę :D Niedługo kolejny, a teraz... Smile ;)   /Mała Wariatka