niedziela, 1 grudnia 2013

Chapter Neun

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
DODAWAJCIE SIĘ DO OBSERWATORÓW ;)

,, Urodziliśmy się za darmo, by w życiu walczyć za wszelką cenę ‘’
Ludzie od zawsze poszukiwali recepty na udane życie. Zastanawiali się, co to jest prawdziwe szczęście i w jaki sposób je osiągnąć. Jak najlepiej żyć? Jak zachowywać się wobec przeciwności losu? No cóż… jedno jest pewne: walcz o swoje marzenia aż do samego końca! Efekty widać jedynie po długotrwałej pracy, a nie po jednorazowym czynie. Zresztą, co ja tam wiem o szczęściu. Nikt mnie nie chciał, każdy zostawił. Byłam sama, jestem sama i pewnie będę sama. Jest też tego plus. Umiem o siebie zadbać i nie potrzebuję od nikogo litości. Gdybym powiedziała, ze nie potrzebuje nikogo, skłamałabym. Człowiek nie jest samotną wyspą i potrzebuje drugiego człowieka do normalnego funkcjonowania. A kogo ja potrzebuję? Mojego przyjaciela Harrego.
Siedziałam na wygodnej skórzanej kanapie o kolorze popielatym, która doskonale komponuje się z całym wnętrzem. Czytałam dokładnie wszystkie warunki umowy, którą za chwilę podpiszę. Muszę przyznać, ze nie jest najgorsza. Wstałam na równe nogi i podeszłam do Simona, który aktualnie siedział przy biurku i wystukiwał coś w swoim komputerze. Tak jak obiecała wczoraj, dziś przyszłam dogadać warunki naszej umowy.
- To co? Podpisz się i możemy robić kolejny krok w twojej sprawie.- uśmiechnął się zachęcająco. Usiadłam na krześle naprzeciwko niego. Położyłam umowę na stół i cały czas patrzyłam mu w oczy z pewnością siebie. To jeden z niewielu momentów, w których jestem pewna swoich decyzji.

- Mam kilka małych zastrzeżeń- odezwałam się pewnie na co on pokiwał głową w zdziwieniu, ale ruchem ręki poprosił, abym kontynuowała. – Po pierwsze: ja decyduję kiedy kończę ‘karierę’- wykonałam cudzysłów w powietrzu, bo szczerze wątpiłam w to- Po drugie: wszystkie decyzje o mnie są omawiane ze mną. Zgadza się pan?... To znaczy Simon?
- Powiedzmy- zawahał się – No dobra, ale umowa możesz zerwać pod warunkiem wyrażenia mojej zgody.- po analizowaniu jego słów i treści umowy, zdecydowałam się zrobić coś, co na zawsze zmieni moje życie. I na to właśnie liczę. W mgnieniu oka na kartce znalazł się mój czytelny podpis co znaczy, że już nie ma odwrotu. Wypuściłam ze świstem powietrze i nadal pozostawałam w tej samej pozycji. Cowell w tym czasie wkładał różne papiery do teczek i uśmiechał się. Miło jest widzieć, że jest szczęśliwy. Chociaż go prawie nie znam, to na taki widok mi samej uśmiech wkrada się na twarz.
- To teraz chodź. Przedstawię ci kogoś- powiedział Simon oficjalnym tonem, wstał i ruchem ręki wskazał, abym szła za nim. Szliśmy w ciszy przez długi korytarz, by następnie wsiąść do windy i wysiąść na piętrze wyżej. Weszliśmy do studia numer 4. Średniej wielkości pomieszczenie było w kolorze szaro-niebieskim, przeplatanym kremowymi dodatkami. Nie wiem, czy większe wrażenie robił ogromny panel dźwiękowy w chyba milionem przycisków, czy kabina nagraniowa, która wyglądałam jak przytulny salonik z fortepianem. Po prostu byłam w niebie, jak nie wyżej. Przy panelu siedział mężczyzna ze słuchawkami na uszach. Obrócił się w naszą stronę dopiero, gdy Simon pomachał mu ręką przed oczami. Automatycznie zdjął słuchawki i podszedł do mnie.
- Siema, jestem Tony- uśmiechnął się przyjaźnie i przybił mi piątkę. Miał około 27 lat, lekki zarost na twarzy, a ubrany był w dresy. – Sam dzwoniła, że trochę się spóźni.- powiedział bez emocji Tony, a za to Simon przewrócił oczami ze zdenerwowania.
- Na jakich instrumentach grasz?- spytał mnie Cowell, najprawdopodobniej aby przerwać ciszę. Analizowałam w myślach ile ich było. Pamiętam kiedyś jak jeszcze mieszkałam w domu dziecka, to była tam mnóstwo instrumentów. Zamiast do szkoły, chodziłam do Sali muzycznej i próbowałam grać. Prze kilka miesięcy to był koszmar. Dopiero po jakimś czasie zaczęły mi wychodzić poszczególne dźwięki, a po kilku latach nauczyłam się większość dźwięków. Byłam samoukiem.
- Gram na gitarze akustycznej, gitarze elektrycznej, flecie, trochę na trąbce, na skrzypcach, a i na fortepianie i pianinie. – odpowiedziałam na jednym wdechu. Na twarzach moich towarzyszy pojawiło się zdziwienie, ale też i podziw. Nie lubiłam się chwalić, ba ja tego wprost nienawidziłam!
- Może nam coś zagrasz i zaśpiewasz?- spytał Tony- No wiesz, muszę zobaczyć czy jesteś godna nagrywać z takim profesjonalistą jak ja- wypiął dumnie pierś i razem zaczęliśmy się śmiać. Wstałam i weszłam do kabiny nagraniowej. Zamknęłam dokładnie drzwi, aby dźwięk się nie rozpraszał.  Podeszłam do mojego ulubionego instrumentu, jakim jest fortepian. Przejechałam delikatnie dłonią po nim, zamykając przy tym oczy. Usiadłam przy nim a moje palce wybiły kilka dźwięków. Zaczęłam grać melodię, którą kiedyś ułożyłam. Słowa też napisałam, dlatego w odpowiednim czasie zaczęłam również śpiewać. Moje palce skakały z jednego klawisza na drugi, a struny głosowe lekko drżały przy wydobywaniu wyższych dźwięków. Muszę nad nimi popracować- pomyślałam. Skończyłam z zaciśniętymi oczami, ponieważ podczas śpiewania wszystkie wspomnienia wracają i trudno jest zatrzymać łzy. Odetchnęłam głęboko, uspokajając tym siebie.

- Brawo, brawo, brawo- usłyszałam słowa wypowiedziane przez kobiecy głos, który nie był mi znany. Odwróciłam się i zobaczyłam szczupłą brunetkę, o miłym wyrazie twarzy i niebieskich oczach. – Samantha Leighton, czyli twoja menadżerka.
***
Sam okazała się aniołem, nie kobietą. Cieszę się, ze mam takiego menadżera. Mam menadżera, jak to pięknie brzmi.
- Ona już wie?- zapytała Samantha Simona. To chyba o mnie. Jak odpowiedź mężczyzna pokiwał przecząco głową.
- Czeka cię mała przeprowadzka- zwrócił się do mnie, a ja oniemiałam.- Muszę mieć wszystkie swoje gwiazdki pod kontrolą, więc nie masz wyboru, bo podpisałaś umowę- powiedział ostro, głosem nie znoszącym sprzeciwu. Jak tak dalej pójdzie, stanę przed sądem za pobicie własnego ojca. Przecież mam swoje mieszkanie. Ciasne, ale własne. – Przyjadę po ciebie jutro, więc bądź spakowana.
-A gdzie ja będę mieszkać, przepraszam ?!?- ludzie trzymajcie mnie, bo zaraz wyjdę z siebie i stanę obok.

- W jednej willi z takim jednym zespołem. Wspominałem ci już, że muszę mieć wszystkie swoje gwiazdki pod kontrolą. Może to nie jest dobry pomysł, żebyś mieszkała z piątką chłopaków, ale lepszego nie mam.
- Jak się nazywa ten zespół?- zapytałam drżącym głosem, bo wiem co zaraz usłyszę.
- One Direction.
***
Pół nocy nie spałam przez tego idiotę. On nie może mnie do niczego zmuszać! A tak zapomniałam. Może, bo inteligenta ja podpisała głupią kartkę! Jestem na siebie wściekła. Wstałam leniwie z łóżka i poszłam do łazienki. Popatrzyłam w lustro i się przeraziłam. Wory pod oczami, każdy włos odstaje w inną stronę, a do tego jestem blada jak trup.
- Cudownie- krzyknęłam sarkastycznie, a echo mojego głosu rozniosło się po mieszkaniu. Zdjęłam z siebie za dużą koszulkę i krótkie spodenki, które służyły mi za piżamę, a następnie weszłam pod prysznic. Pozwoliłam, aby ciepła woda rozluźniła moje ciało. Po tym owinęłam ciało ręcznikiem, mokre włosy również, tyle że mniejszym. Nałożyłam na siebie czystą bieliznę i wysuszyłam włosy. Podłączyłam lokówkę do prądu, a w międzyczasie postanowiłam się pomalować. Nałożyłam na twarz podkład, nad oczami zrobiłam kreskę, a rzęsy dokładnie wytuszowała. Usta przejechałam pomadką ochronną. Gdy lokówka się nagrzała, zakręciłam kilka pasemek moich włosów. I tak były falowane, więc nie musiałam się bardzo wysilać. Wyszłam z łazienki i podeszłam do szafy. Standardowy problem- w co mam się ubrać? Normalka. Dużego wyboru nie mam, bo większość rzeczy jest spakowana już do walizki. Założyłam czarne obcisłe rurki, do tego czarny przylegający top na ramiączkach, a na koniec narzuciłam na siebie koszule w zieloną kratkę, która pasuje do koloru pasemek na moich włosach. Spryskałam się perfumami, a na ręce założyłam bransoletki, aby zasłaniały moje blizny. Co ciekawe, albo raczej dziwne: moje blizny strasznie się zmniejszyły. Zaczęły wręcz znikać. Podeszłam do szafki nocnej obok łóżka i kucnęłam przy niej. Otworzyłam ostatnią szufladę i wyjęłam z niej uroczyście zapakowane pudełeczko. Nie otwierałam go od trzech lat. Czas się przełamać- pomyślałam entuzjastycznie. Tak też zrobiłam. Zdjęłam wieczko, a moim oczom ukazał się srebrny łańcuszek z zawieszką w kształcie gwiazdki z napisem Curly. Dostałam go od Niego, na 15 urodziny.
~ wspomnienie ~
Nastoletnia brunetka leżała na łóżku ze słuchawkami w uszach. Mimo, iż był to dzień jej urodzin, nie świętowała ich. Nienawidziła tego dnia. Do jej pokoju wszedł chłopak z burzą loków na głowie i uroczymi wgłębieniami w polikach. Dla niego również nie był to najszczęśliwsze dzień, bo wiedział, że niedługo opuści swoją przyjaciółkę. Ale czy ona była tylko przyjaciółką? Przysiadł na łóżku obok dziewczyn, a ona szybko usiadła przestraszona.
- O, to ty- uśmiechnęła się.
- Mam coś dla ciebie- Harry chciał, aby dziewczyna zapamiętała go jak najlepiej. Wyjął z kieszeni swojej dresowej bluzy, małe pudełeczko estetycznie zawinięte w czerwono-złoty papier. Ostrożne podał je Victorii. Dziewczyna przyjęła je i wypowiedziała bezgłośne dziękuje. Otworzyła je ostrożnie, a jej oczom ukazał się wisiorek z zawieszką w kształcie gwiazdki z napisem Curly. – Wszystkiego najlepszego- krzyknął uradowany chłopak i zaczął przypatrywać się swej towarzyszce.
- Co jest?- spytała zdziwiona zachowaniem chłopaka Vic.
- Czy to siwy włos?- zapytał utrzymując powagę, ale nie na długo, bo po chwili oboje śmieli się z całych sił.
- Nigdy o tobie nie zapomnę- szepnął chłopak kiedy zmęczeni śmiechem opadli na podłogę.
~ koniec wspomnienia ~
Taaa nigdy o tobie nie zapomnę- przedrzeźniałam głos Stylesa. Założyłam na siebie ową biżuterię. Na nogi wsunęłam czarne tryblety i zarzuciłam na siebie czarny płaszcz. Pociągnęłam za sobą walizkę i zamknęłam mieszkanie. Schodziłam męcząc się ze strasznie ciężką walizką, aby znieść ją przed kamieniczkę. Taksówka z Simonem w środku już stała, więc Cowell wyszedł z niej i zapakował mój bagaż do środka. Usiedliśmy razem z tyłu, a nasza podróż trwała w ciszy, przerywana była jedynie dudnieniem deszczu o dach pojazdu. Zamknęłam oczy i wsłuchiwałam się w monotonie uderzania kropelek. Uspokajała. Nawet nie wiem kiedy, ale w końcu pojazd zatrzymał się przed średniej wielkości willą. Nie wyróżniała się zbytnio wokół innych, stojących obok. Simon wystukał przy bramie kod, a ona ustąpiła. Podeszliśmy do drzwi, do których Cowell zapukał, a następnie ujrzeliśmy w nich uśmiechniętego blondyna.
- Siema Simon i o… Victoria! – powitał mnie entuzjastycznie Niall.
- To wy się znacie? Ale skąd?- spytał nas zdziwiony Cowell.
- A przez taki mały incydencik- powiedział chłopak i puścił mi oczko.- wejdźcie. Czyli to ty będziesz z nami mieszkała.
- Niestety- wypowiedziałam posępnie, na tyle cicho, by Horan tego nie usłyszał. Chłopak zaprowadził nas do salonu, gdzie siedzieli na kanapie już Liam, jakiś szatyn z włosami w nieładzie i niebieskimi oczyma i On. Chłopcy wstali i przywitali się ze mną. Liama już znałam, Nialla też, a szatyn przedstawił się jako Louis. Został jeszcze On i ten mulat z taksówki.

- Jestem Harry- Uśmiechnął się przyjaźnie. Omijałam jego wzrok szerokim łukiem, bowiem nie chciałam, aby wyczytał jakiekolwiek moje emocje.
- Victoria- powiedziała nadal unikając jego wzroku.
- My się przypadkiem nie znamy?- zapytał wyraźnie mi się przypatrując.

- Ę stary! Może to jest jakaś twoja była?- krzyknął Louis, na co wszyscy z wyjątkiem Simona, który wywrócił oczami, wybuchli śmiechem. Ja śmiałam się najciszej. W tamtej chwili chciałam zniknąć. Nie ważne gdzie, ważne że…

********************************************************
Jutro dodam notatkę, bo dzis już zasypiam na siedząco ;) Dobranoc ;*

sobota, 23 listopada 2013

Chapter Eight

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=UŚMIECH WYWOŁUJESZ+ WENĘ PRZYWOŁUJESZ

,,W życiu bowiem istnieją rzeczy, o które warto walczyć do samego końca’’
Jak poradzić sobie z przegraną? Z tymi wszystkimi negatywnymi emocjami kłębiącymi się w tobie, aby w najmniej odpowiedniej chwili eksplodować? Jak to mówią: Ile ludzi, tyle poglądów. Niektórzy siadają samotnie w kącie i płaczą. Inni szukają pomocy u bliskich, przyjaciół- gorzej jak się nie ma rodziny i przyjaciół, jak w moim przypadku. Do następnej grupy należą ludzie, którzy aby odreagować zapadają w wir pracy i nie mają nawet czasu myśleć o porażkach. Każda metoda jest dobra. Ja natomiast wszystkie swoje emocje- pozytywne, a zawłaszcza te negatywne- przelewam na papier. Do ułożonych słów staram się dopasować melodie, również utworzoną przeze mnie. Tym o to sposobem, mój zeszyt pęka w szwach. Może to nie są jakieś wybitne dzieła, ale dla mnie są okej. Ważne, że odciągają moje myśli od problemów i popełnienia jakiś głupstw.
Somewhere we went wrong / Gdzieś popełniliśmy błąd
We were once so strong / Kiedyś byliśmy tak silni
Our love is like a song / Nasza miłość jest jak piosenka
You can't forget it at all / Nie możesz o tym wszystkim zapomnieć
And at last, all the pictures have been burned / I w końcu wszystkie zdjęcia zostały spalone
All the past is just a lesson that we've learned / Przeszłość to tylko lekcja, której się nauczyliśmy
I won't forget, please don't forget / Nie zapomnę, proszę nie zapomnij
Us / Nas
Pisząc tą piosenkę* zadałam sobie sprawę, że mimo iż przez ponad 3 lata wmawiałam sobie, że jest dobrze, że zapomniałam, to wiem że to nie prawda. Mówią: ,,Stara miłość nie rdzewieje’’ . Sama jestem tego przykładem. Szkoda, ze z naszej dwójki tylko ja… Zamknęłam zeszyt zadowolona z tekstu, który przed chwilą napisałam. Wzięłam do ręki gitarę, którą kupiłam sobie niedawno za zarobione pieniądze. Delikatnie przejechałam palcami po strunach, a te wydały kojące dla moich uszu dźwięki. Chwyciłam mocniej
instrument i przypominałam sobie słowa piosenki. Nie potrzebowałam nic więcej, aby zagrać melodie, która wydawała mi się odpowiednia. Aby jej nie zapomnieć, zapisałam nuty na kartce i powróciłam do wcześniejszej czynności. Na początku melodia była spokojna, ale po jakimś czasie stała się dla mnie monotonna i musiałam dodać jakieś mocniejsze dźwięki. Przydałaby się elektryczna gitara- pomyślałam podczas grania refrenu. Następnie znowu zwolniłam, z powodu braku sił w ręce, ale wydało mi się to na tyle dobre, ze od razu zapisałam resztę nut i zadowolone z końcowego efektu postawiłam gitarę w kąt mojej sypialni, a zeszyt zamknęłam i schowałam pod poduszkę. Dzisiaj mam wolne, jutro i pojutrze zresztą też. Nie, nie zwolniono mnie, po prostu w kawiarni jest remont i mamy kilka dni wolnego. Przez cały czas nie dawała mi spokoju ta sprawa z kartą kredytową, ale nigdy nie miałam odwagi jej rozwiązać. Dziś wyjątkowo postanowiłam się przełamać. Wzięłam do ręki swój telefon i wybrałam numer. Nacisnęłam zieloną słuchawkę. Jeden sygnał… Drugi… Czekałam na trzeci, ale nagle po drugiej stronie usłyszałam ciepły kobiecy głos:
- Słucham.
- Umm… przepraszam, pomyłka.- palnęłam i szybko się rozłączyłam. Nie no Vic, brawa dla ciebie. Jakaś ty odważna! Opadłam zawiedziona swoim zachowaniem na łóżko. Ja się kiedyś wykończę.  Skup się na chwilę dziewczyno! Pamiętnik mamy. Przeczytałam go kilka razy, niemal zapamiętując każde zapisane w nim słowo. Chwila, myśl Victoria. ‘’Jeżeli to czytasz, znaczy że Jenn wykonała to o co ją poprosiłam.’’ I o to mi właśnie chodziło. Kim jest Jenn? Czy to kobieta, do której się dodzwoniłam? Moje życie nie należy do najłatwiejszych, zdecydowanie.
Otworzyłam oczy i przetarłam je dłonią. Musiałam zasnąć. Usiadłam na łóżku i leniwie się przeciągnęłam. Ziewnęłam, zakrywając usta dłonią. Wzięłam do ręki telefon.
9 nieodebranych połączeń od: nieznany
Zdziwiłam się tym co zobaczyłam. I znowu nieznany dzwoni. Nacisnęłam zieloną słuchawkę, a urządzenie przyłożyłam do ucha.
- Halo- odezwałam się pierwsza
- Dzień dobry. Jestem Samantha Moretz. Czy rozmawiam z Panią Victorią West?
- Tak to ja. A o co chodzi?                                                     
- Czy mogłaby pani przyjść jutro na 3pm do s.c musicworld®?
- A w jakiej sprawie? – dopytywałam się. Ta sytuacja była dla mnie dziwna.
- Przepraszam, ale naprawdę nie wiem. To bardzo ważne dla mojego szefa. Dziękuje i miłego dnia życzę- kobieta rozłączyła się zanim zdążyłam zapytać, kto jest jej szefem. Skoro i tak mam wolne to może wybiorę się tam jutro? Pożyjemy zobaczymy.
~ następnego dnia ~
Zdecydowałam, że jednak pójdę. Nic na tym nie stracę, a może nawet i zyskam?
Stanęłam przed wielkim, oszklonym budynkiem w centrum stolicy. Ten widok zapierał dech w piersiach. Weszłam przez obrotowe drzwi- dobrze, że nimi nie trzasnęłam… tak wiem, słabe. Przepraszam. Podeszłam do biurka znajdującego się w holu, za którym siedziałam brunetka w okularach. Włosy miała spięte w koka, a biała koszula kontrastowała się z kolorem jej włosów. W szybkim tempie wystukiwała coś na klawiaturze. Podeszłam bliżej, a ona zwróciłam swój wzrok z komputera na mnie.
- Mogę w czymś pomóc?- zapytała, jak dla mnie zbyt przesłodzonym głosem.
- Miałam tu przyjść o 3pm na spotkanie.- wyjaśniłam.
- Dobrze. Jak się Pani nazywa?- zapytała znów wpatrzona w swój komputer.
- Victoria West- odpowiedziałam zgodnie z prawdą. Kobieta po moich słowach nagle się wyprostowała i zdjęła swoje okulary. Wstała od biurka i podeszła bliżej mnie. Ta jej zmiana zachowania po usłyszenia mojego nazwiska była trochę dziwna.
- Proszę za mną- wykonałam jej polecenie i już po chwili znajdowałam się w windzie z kobietą, która nerwowo wystukiwała rytm swoim obcasem. Wsłuchiwałam się dokładnie w te dźwięki. Musze je zapamiętać, bo są dobre. Winda otworzyła się. Brunetka wyszła, więc podążałam za nią. Szłam dopóki nie zatrzymała się po drewnianymi drzwiami. Zapukała, a następnie nacisnęła na klamkę w wyniku czego drzwi ustąpiły. Za biurkiem ujrzałam mężczyznę. Tego mężczyznę, którego nigdy bym się nie spodziewała w tym miejscu i tym czasie. Sekretarka powiedziała coś do swojego szefa i wyszła. Nie przysłuchiwałam się ich rozmowie. Byłam zbyt zaskoczone widokiem jego osoby. Wskazał ręką na fotel naprzeciwko jego biurka. Zdjęłam płaszcz i po zajęciu miejsca położyłam go sobie na kolanach.

- Zastanawiasz się pewnie, dlaczego poprosiłem cię o spotkanie- odezwał się pierwszy patrząc w moje oczy. Nie lubiłam tego. Uważam, że oczy są oknem duszy i można przez nie wszystko wyczytać. Zazwyczaj rozmawiając z ludźmi unikam ich wzroku. Wtedy czuję się pewniej.
 – Mam dla ciebie pewną propozycję. Ja szukam nowej gwiazdy, a ty masz talent. Co ty na to, abyśmy podpisali kontrakt?  - dalej kontynuował, a ja siedziałam osłupiała i wsłuchiwałam się w jego słowa. Dobra, poddaję się. Gdzie tu jest ta ukryta kamera? Wychodźcie i tak o was wiem.
- Co ty na to? Oczywiście wiem, ze musisz przedyskutować to z rodzicami.
- Nie mam rodziców- palnęłam bez zastanowienia. Nie wiem czemu tak zrobiłam. Może ta sytuacja była, aż tak dziwna, ze przestałam racjonalnie myśleć?
- To przykre- spuścił wzrok na swoje buty, a potem go podniósł czekając na moją reakcję.
- Ale prawdziwe- dopowiedziałam beznamiętnie. – A co do pańskiej propozycji, to nie wiem czy to dobry pomysł, panie Cowell.

- Ja nie robię tego z litości- posłał mi pewny siebie uśmiech- planuje na tobie dużo zarobić.- po tym chciałam wybuchnąć śmiechem. Teraz to chyba wiem, po kim jestem taka szczera. – A i nie mów do mnie Pan. Simon wystarczy. Umowa stoi?- wyciągnął do mnie rękę.
- Stoi- uścisnęłam ją.
- To zapraszam jutro ustalić szczegóły umowy. Tu masz mój numer, jakby coś się stało to proszę dzwonić.

- Dobrze i dziękuje. – odpowiedziałam i założyłam na siebie z powrotem czarny płaszcz. Wspominałam, że moje życie jest dziwne? Bo kto normalny podpisuje kontrakt ze swoim ojcem, który nie wiem o twoim istnieniu? No właśnie…

* piosenka Demi Lovato ,, Don't Forget'' 
***************************************************************
Noooo cześć! Pamiętacie mnie jeszcze? Rozdział napisany dzięki mojemu kochanemu braciszkowi, który pożyczył mi swój komputer, bo mój jest w naprawie ;* Trochę mi nie wyszedł. Jest nudny, nie ma w nim chłopaków, ale to tylko wstęp do następnego ;D
Czytających proszę o głosowanie w ankiecie, bo to dla mnie ogromna motywacja. Tak samo jak komentarze, których ilość się zmniejszyła :/
Hahaha. Padłam xD

I jeszcze to, tak na poprawę humorku ;D
(ps. nie mam nic do Taylor Swift, ale to jest niezłe)

Do następnego // Mała Wariatka ;*


niedziela, 10 listopada 2013

Chapter Seven

Przypominam o możliwości zadawania pytań bohaterom ;* >KLIK<

,, Człowiek nie jest stworzony do klęski ‘’
~ponad 1 miesiąc później~
Czas płynie nieubłaganie szybko. Czujemy, że życie jest coraz krótsze, a mimo to nie możemy nic zmienić. Niby ‘co ma być to będzie’, ale i tak nie możemy się do końca wyluzować. Martwimy się. Chcemy mieć jak najlepszą przyszłość. Współczuje osobom, które od małego były rozpieszczane, wyręczanie ze wszystkich obowiązków przez innych. Tacy ludzie w późniejszym życie są nieporadni i często tracą pracę- o ile takową znajdą. Wpadają w coraz większe długi, w końcu dobra materialne odbiera się im, a potem co mają zrobić? Tu opinie są sprzeczne. Jedni decydują się skończyć ze sobą i własnym, nędznym życiem. Inni zaś szukają pomocy. Niewiele jest ludzi, którzy się nie poddają, walczą do samego końca. Czytałam kiedyś całkiem niezłą książkę.* Motywującą opowieść o starym człowieku, który utrzymywał się z rybołówstwa i od osiemdziesięciu czterech dni nic nie złowił. Podziwiałam jego postać. Ja po kilku razach bym się poddała, a on próbował dalej. Co ja mówię? Nie tylko próbował, ale także złowił rybę i to największą w swoim życiu, a trochę pewnie ich było. W obecnych czasach łatwiej siedzieć i czekać na cud niż zacząć działać samemu.  
Co się zmieniło w moim życiu przez ten czas? Oprócz tego, że kupiłam malutkie mieszkanko i zaczęłam pracować w kawiarni to chyba nic szczególnego. Ah, zapomniałabym. Niedługo ogłoszą wyniki, kto dostał się do kolejnego etapu X-Factora. Nie zależy mi na wygranej czy sławie. Do szczęścia mi to nie jest potrzebne. Chciałabym bliżej poznać swojego ojca. Dowiedzieć się jaki jest, jakie ma zainteresowania i może jak się uda, to dlaczego zostawił moją rodzicielkę. Co do koperty wraz z jej zawartością, którą kiedyś dostałam to… Nic konkretnego w tej sprawie nie zrobiłam. Wiele razy próbowałam. Miałam nawet zapisany numer tej osoby, ale za każdym razem brakowało mi odwagi, by nacisnąć zieloną słuchawkę. Te rzeczy trzymam w szufladce szafki nocnej w mojej sypialni.
-EJ! Żyjesz?- pomachała mi przed oczami Carter. Zapomniałabym- Carter to chodzący wulkan energii! Ta brązowooka brunetka ciągle nuci pod nosem, a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Pracujemy razem w kawiarni o wdzięcznej nazwie Felicita. Naszym szefem jest miły, starszy pan, a atmosfera pracy nade przyjemna. Powiedziała bym, że jak na razie mi się układa, ale nie zrobię tego! Dlaczego? Bo kiedy wreszcie coś mi wyjdzie, zaraz coś się musi stać i tracę wszystko. Nie chce tego, tak bardzo się boje. Boje się, ze pewnego dnia zabraknie mi siły na naprawę rzeczywistości. – Ty mnie wcale nie słuchasz- zasmuciła się brunetka.
- Przepraszam. Ja po prostu… em zamyśliłam się- odpowiedziałam, a po chwili panna Pierce dalej kontynuowała swoją opowieść o tym, jak trudno jest jej być wolontariuszką w schronisku, bo chciałaby każde bezdomne zwierzę przygarnąć. Mogę śmiało stwierdzić, że ona ma wielkie serce i chęci, by zmieniać świat. Otrząsnęłam się z stanu moich przemyśleń i wstałam z sofy na zapleczu naszego miejsca pracy. To jest nasz kącik, w którym zostawiamy swoje rzeczy, bądź odpoczywamy w czasie przerw. Przewiązałam przez biodra kremowy fartuszek. Był on mały, wykonany w miękkiego materiału i można było na nim dostrzec nazwę lokalu wyszytą złotą nicią. Za kilka minut otwieramy, a zostało jeszcze pościerać stoliki. W ręce wzięłam ściereczkę i zaczęłam wykonywać swoje obowiązki.
***
Podniosłam leniwie powieki i ręką wyłączyłam budzik. To już dzisiaj! Nie mogę się doczekać. Wstaję z łóżka i kieruje się w stronę łazienki. Ściągnęłam w siebie krótkie spodenki i za dużą o kilka rozmiarów koszulkę, czyli rzeczy, które nazywam piżamą. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, aby ciepłe strużki wody zmoczyły moje ciało. Po kilku minutach wyszłam odświeżona i zrelaksowana. Ciało owinęłam puchatym ręcznikiem, a mokre włosy zawinęłam w turban. Podeszłam do małej szafy, stojącej w moim pokoju i wyjęłam z niej ciuchy. Dziś założyłam na siebie bordowe rurki, a do tego czarną, luźną koszulę. Na ręce zawiesiłam bransoletkę, a na szyję naszyjnik. W  łazience wysuszyłam włosy suszarką, i wyprostowałam je. W ekspresowym tempie się pomalowałam i wyszłam na korytarz. Na nogi założyłam czarne botki za kostkę, a na siebie założyłam czarny płaszcz. Zima zbliża się do nas wielkimi krokami, niestety. Już skórzana kurtka i zwykłe trampki nie wystarczają. Zamknęłam mieszkanie, klucze wrzuciłam do torebki i zbiegłam po schodach. Doszłam szybkim krokiem na przystanek, potem wsiadłam do autobusu i zajęłam wolne miejsce koło szyby. Do uszu wsadziłam słuchawki i puściłam jedną z moich ulubionych piosenek. Niektóre covery są lepsze, niż wykonania oryginalne. Po jakimś czasie wysiadłam z autobusu i szłam w kierunku kawiarni. Musiałam trochę przyspieszyć kroku, aby się nie spóźnić. Wchodząc do lokalu usłyszałam charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, oznaczający o przybyciu nowej osoby. Płaszcz powiesiłam na wieszaku i tradycyjnie zawiązałam swój fartuszek wokół bioder. Carter jeszcze nie było, co jest dziwne, bo zawsze przychodzi pierwsza i emanuje od niej pozytywna energia. Wykonałam dokładnie wszystkie czynności przed otwarciem lokalu i miałam chwile przerwy. Wyczekiwałam, wręcz nie mogłam się doczekać wiadomości, czy się dostałam.
- Przepraszam za spóźnienie, ale jak szłam zobaczyłam takiego słodkiego chłopczyka i on płakała- nawijała brunetka z taką prędkością, że ledwo wyłapywałam słowa płynące z jej ust – i zrobiło mi się go szkoda, więc szukałam z nim jego mamy, bo się okazało, że biedaczek się zgubił. Potem jak chciałam to zgłosić okazało się, że jego mama go ujrzała. I wszystko skończyło się szczęśliwie.- skończyła swoją opowieść i znów się uśmiechała. To niesamowite, jak tej dziewczynie zmienia się humor. Jeszcze niedawno miała łzy w oczach na wspomnienie chłopca, a teraz się cieszy. Zajęłyśmy się pracą i czas płynął szybko. Obsługiwałam właśnie straszą panią, naszą stałą klientkę, kiedy zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam kobietę i poprosiłam Carter, żeby mnie na chwilę zastąpiła. Brązowooka bez zastanowienia się zgodziła, więc weszłam do pokoju dla pracowników i odebrałam połączenie.
-Halo- zaczęłam swoim pytanie.
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Victorią West?- grzecznie przytaknęłam i czekałam na dalsze informację.- Jestem jednym z pracowników talent show X-Factor. Dzwonie do pani, aby przekazać, że niestety nie dostała się pani. Bardzo mi przykro.- ta jasne, bo ci uwierzę. Doskonale wiedziałam, że nie jest mu przykro, ale mówi jedynie wyuczone formułki. Mi było przykro. To była moja jedyna szansa na poznanie Simona. Teraz wszystko przepadło.
- Dziękuje za informację- odpowiedziałam beznamiętnie i się rozłączyłam. Po moim policzku popłynęła samotna łza. Vic, nie będziesz przecież z takiego błahego powodu płakać! Nawet sama siebie nie przekonałam. Kciukiem starłam słoną ciecz i głośno westchnęłam. Dlaczego tak bardzo mi na tym zależało? Przeżyłam osiemnaście lat bez niego, więc dlaczego teraz jest mi smutno? Może dlatego, ze dokładnie pamiętam, gdy po moim występie wstał i powiedział mi, że jestem najlepsza? A może to świadomość, ze będąc blisko niego, byłabym blisko Harrego. Idiotko, miałaś o nim zapomnieć!- skarciłam się w myślach. Teraz to już nie ważne. Wszystko przepadło. Takie jest życie. Lajf is brutal!

* Mowa tu o książce: ,,Stary człowiek i morze''

*************************************************************
 Yo! Przybywam z nowym rozdziałem ;) Mam nadzieję, ze się spodoba. Dodałam Carter do bohaterów, więc zapraszam do zapoznania się z nową postacią. Rozdział trochę smutny, ale to wprowadzenie do kolejnego. Dzięki za komentarze, wejścia, obserwatorów i głosowanie w ankiecie. Weszłam, a tu 57 osób zaznaczyło, ze czyta! Myślałam, ze na zawał padnę :D Niedługo kolejny, a teraz... Smile ;)   /Mała Wariatka





czwartek, 31 października 2013

Chapter Six

Czytających proszę o odpowiedź w ankiecie. Dla was to dwa kliknięcia, a dla mnie ogromna motywacja!


,, Blizny przypominają  nam, że przeszłość była rzeczywistością ‘’

Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Za dużo czasu marnujemy na planowanie. Jak to mówią Carpe Diem – czyli chwytaj dzień. Do niedawna moim jedynym planem życiowym było wstać -> przeżyć -> iść spać… Głupie nie? Nie wierzyłam w szczęście, ale to tylko z jednego powodu: zabrakło mi wiary w SIEBIE. Tak, to najczęstszy błąd jaki człowiek może popełnić. Dołujemy się sami myśląc o sobie jedynie w negatywny sposób. Wyolbrzymiamy swoje wady, zapominając o zaletach, które każdy posiada. Postanowiłam sobie jedno: nie będę oglądać się za siebie, bo wpływu na przeszłość nie mamy, a przy okazji ucieka nam teraźniejszość. Zamknęłam kolejny rozdział w swoim życiu, zwany Tęsknota i żal.
Wstałam z łóżka przeciągając się po spaniu. Dzisiejszej nocy nie spałam zbyt dobrze. Cały wczorajszy wieczór zastanawiałam się jak odzyskać komórkę. Jedyne co mi przyszło do głowy to spotkać się z jednym z nich i zrobić wymianę. Niby banalne, ale nie uśmiecha mi się tan pomysł. Narzuciłam na siebie ciemne rurki, a do tego ciemno zielona bluza z kapturem i czarne trampki. Włosy związałam w koka, z którego wystawały pojedyncze kosmyki. Weszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Zaczęłam robić głupie miny różnego rodzaju, wystawiać język, krzywić się. Te miasto źle na mnie wpływa, zdecydowanie! Ale gdzieś w środku cichutki wewnętrzny głosik podpowiada mi, że to dobrze. Zmieniam się, jestem pewna czego chce dokonać i zrobię to. A ci, którzy we mnie nie wierzą? No cóż, płakać z tego powodu nie będę- już nie! Będę walczyć tak długo, aż sama któregoś dnia nieskromnie przyznam, że wszystko czego chciałam zdobyłam. Kiedy już skończyłam bawić się mimiką twarzy, wykonałam makijaż. Delikatniejszy niż zazwyczaj, ale oczy musiałam mocniej podkreślić. Wyszłam w pomieszczenia, w którym się znajdowałam i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon Liama i do ręki i przez chwile obracałam go w dłoniach. Weszłam w kontakty, a potem w ostatnio używane. Ostatni raz dzwonił do… Harrego. Nie, dzięki. Sprawdzamy dalej Vicky, jakiś Niall. On jeszcze nie zdążył mi podpaść, więc warto spróbować. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Liam? Jeśli dzwonisz, żebym ci coś przyniósł z kuchni, bo ci się dupy nie chce podnosić z kanapy to odpowiadam, pieprz się Payne.- chłopak nie dał mi dojść do słowa i nawijał jak najęty. W pewnej chwili nie wytrzymałam i krzyknęłam do słuchawki najgłośniej jak się da.
- Ogarnij się człowieku!- po drugiej stronie cisza. I o to mi chodziło. – Słuchaj, wiem że to głupio zabrzmi, ale dałbyś mi Liama do telefonu?- i znowu głucha cisza. Westchnęłam zrezygnowana i już miałam się rozłączyć, kiedy po drugiej stronie usłyszałam inny głos.

- Emm… słucham?- zapytał lekko zakłopotany
- Pamiętasz może, jak nieudolnie na mnie wpadłeś i moja czekolada wylądowała na twojej bluzie? No więc, mam twój telefon, a ty masz mój. – skończyłam swoją kwestie i czekałam na ruch chłopaka.
- Za 30 min pod Starbucksem, nie spóźnij się- odezwał się chłodnym głosem i rozłączył. Tiaa, raczej nie ma ze mną przyjemnych wspomnień. Nie wiedzieć czemu kąciki moich ust powędrowały w góry, tworzący przy tym szeroki uśmiech. Może to wredne, ale odpowiada mi. Wzięłam na kolana laptop i przeglądałam różne strony internetowe. Na koniec zalogowałam się na swoje konto na Facebook’u i Twitterze. Poprzeglądałam posty znajomych i spostrzegłam, która jest godzina. Jak poparzona zamknęłam laptopa i wpadłam do łazienki, aby poprawić makijaż i fryzurę. Założyłam czarną, skórzaną kurtkę i wyszłam z pokoju, zamykając uprzednio drzwi na klucz. Zjechałam windą na dół i szybkim krokiem kierowałam się w stronę umówionego miejsca. Dzisiejsza pogoda? No cóż, szału nie ma. Kropi deszcze i wieje zimny wiatr. Zapięłam kurtkę pod samom szyję, a ręce schowałam do kieszeni. Muszę przyznać, że jestem na tyle inteligentna, aby pomalować się wodoodpornym tuszem do rzęs, bo inaczej nie wiem jak bym teraz wyglądała. Otworzyłam drzwi od lokalu, weszłam do środka i szukałam chłopaka. Z racji, że go nie znalazłam zajęłam wolny stolik znajdujący się przy oknie, w samym rodu kawiarni. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszak. Podeszłam do lady i zamówiłam gorącą czekoladę. Mam nadzieję, że chociaż ona mnie rozgrzeje.  Czekając na zamówienie wpatrywałam się w okno. Pełno ludzi tłoczyło się na chodnikach, niektórzy szybko, inni zaś wolniej dreptali nogami. Mimo padającego dosyć mocno deszczu, ludzi było sporo. Zawsze mnie zastanawiało to. Leje- dużo ludzi. Słońce świeci- dużo ludzi. Chyba nigdy tego nie ogarnę. Byłam na tyle zajęta podziwianiem widoku, że nie zauważyłam przysiadających się dwóch chłopaków, a może raczej młodych mężczyzn? Mniejsza. Z pod szarego kaptura jednego z nich wystawały blond włosy, postawione na żel, jak mniemam. Kiedy owy chłopak ściągnął okulary i wpatrywał się we mnie błękitnymi oczyma. Miały w sobie głębie, można by je porównać do oceanu. Spojrzałam naprzeciw siebie i ujrzałam znajomą mi twarz z kilkudniowym zarostem. W tym samym momencie, do stolika podeszłam kelnerka, stawiające przede mną zamówiony wcześniej napój. Przy okazji przyjęła również zamówienie blondyna i Liama. Notowała wszystko uważnie, po czym odeszła w stronę lady. Wzięłam łyk mojego napoju i postawiłam z powrotem filiżankę przed siebie. Nastała niezręczna cisza, która zaczęła mnie irytować.

- Ostatnim razem nie mieliśmy okazji się poznać- przerwał cisze Payne, o dziwo przyjaznym tonem. – Liam Payne, a to- wskazał na blondynka- Niall Horan. Ale ty pewnie o tym wiesz. – skończył i uśmiechnął się zawadiacko, a na sam tego widok miałam ochotę się głośno roześmiać. Postanowiłam jednak zachować powagę.
- Victoria West- odwzajemniłam uśmiech.
- No no stary – odezwał się Niall, o ile kojarzę.- nie wspominałeś, że masz takie znajomości- po jego słowach razem z brunetem spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Jestem twoim fanem, dasz mi autograf?- kontynuował Horan. Liam patrzył na niego jak na nienormalnego, a ja siedziałam zmieszana, bo nie wiedziałam o co chodzi. – Jesteś Victoria- powtórzył, jakby chcąc się upewnić – oglądaliśmy jej występ w X- Factorze, nie pamiętasz?
- Aaa tak. Przypominam sobie- brunet otworzył szerzej oczy i zaczął dziwnie gestykulować rękoma. – Masz niesamowity głos- pochwalił mnie. Ja jako odpowiedź odburknęłam ciche dzięki. Lubię komplementy, jak każda dziewczyna i nie tylko, ale po nich za bardzo nie wiem jak się zachować, jak na nie zareagować. Chwilę jeszcze prowadziliśmy ‘’ rozmowę’’, a raczej chłopaki coś opowiadali, a ja przytakiwałam.

- OMG!!! Tam siedzi One Direction!!!- ktoś w pomieszczeniu krzyknął i usłyszałam piski. To dziwne, ze człowiek może wydawać dźwięki o takiej częstotliwości.

- To my lecimy do zobaczenia- krzyknął odbiegając od stolika blondyn. Oby nie, oby nie!- modliłam się w duchu. Z racji, iż wcześniej zapłaciłam za zamówiony napój, nałożyłam na siebie kurtkę i schowałam swój telefon do kieszeni spodni. Zgadza się, nareszcie MÓJ telefon! Oby więcej taka przygoda mi się nie przytrafiła. Wracałam do hotelu, w którym aktualnie pomieszkuje. Parę razy wpadłam na kogoś, innym razem ktoś wpadł na mnie. Czułam się jak jakiś worek treningowy. Prawie cały dzień spędziłam w kawiarni, więc wracałam dosyć późno i przyglądałam się świecącym wystawą sklepowym, ulicą oświetlonym przez latarnie. Niekiedy przy drodze mijałam przystrojoną dynie. No tak jutro Halloween. Wjechałam windą na górę i zamknęłam drzwi pokoju, po moim wejściu do niego. Ściągnęłam buty, kurtkę i usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je z przyklejonym uśmiechem, bo po prostu padałam. Byłam strasznie zmęczona, marzyłam jedynie o śnie. Czy to tak dużo?  Najwyraźniej. CO się ze mną dzieje? Zaczęłam sama odpowiadać na pytania zadane również przeze mnie. Niezła schiza, nie ma co. Otworzyłam drzwi, za którymi stał portier z kopertą. Oddał ją w moje ręce i po wypowiedzianym dobranoc, zniknął. Zamknęłam z powrotem drzwi i z kopertą w ręce usiadłam na łóżku. Była ona od pani Margaret. Mogłam się tego spodziewać, bo tylko ona zna mój adres. Właściwie to tylko ona chce wiedzieć, co się ze mną dzieje. Inni mają mnie gdzieś, jak widać ze wzajemnością. Otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej drugą kopertę. Przyglądałam się jej zdziwiona, ale i też zmęczona tą sytuacją, jak i całym dniem. Otworzyłam drugą kopertę… to już się robi chore! Tym razem wyjęłam z niej kartkę na której widniał numer telefonu i nazwisko danej osoby. Pod spodem dopisek: Zależy mi na twoim telefonie ;). Kto w tych czasach pisze jeszcze listy? Kiedy z zamiarem odłożenia kartek, z jednej koperty wypadła karta kredytowa. O co do cholery w tym wszystkim  chodzi?!?

********************************************************************
Nadciągam z kolejnym rozdziałem! Łapcie ;)  Wow wyrobiłam się w tydzień, aż sama w to nie wierze. To dzięki waszym wejściom, komentarzom, i kolejnym obserwatorom! <3 Wielkie dzięki kochani <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=UŚMIECH WYWOŁUJESZ+ WENĘ PRZYWOŁUJESZ

Takie tam Halloween-owe z Dynią ;p


Buziaki ;*** / Mała Wariatka ;D

czwartek, 24 października 2013

Chapter Five

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


,, Bo każdy upadek ukształtował mój charakter ‘’
   Niewiele jest osób, które śmiało podążają za swoimi pragnieniami. Najczęściej ludzie boją się porażki, zniechęcają się poprzez okrągłe myślenia: CO BY BYŁO GDYBY? Stale zadają sobie pytania, na które za wszelką cenę chcą znaleźć odpowiedz, co nie zawsze im wychodzi. Żyjąc w taki świecie śmiało mogę stwierdzić, że człowiek najbardziej boi się odrzucenia przez drugiego człowieka. Pragniemy stale odczuwać bliskość drugiej osoby, chcemy jej zrozumienia i pomocy w ciężkich dla nas chwilach. Tak czasami jak sobie siedzę i myślę, to wszystko w życiu jest tymczasowe , więc jeśli coś idzie dobrze trzeba się cieszyć, bo nie będzie trwać to wiecznie. A jeśli coś idzie źle nie martw się, to też nie będzie trwać w nieskończoność. Następnie bardziej zagłębiam się w ten temat i dochodzę do wniosku, że to tylko optymiści próbują nam wmówić takie rzeczy. Prawda jest taka, że wczoraj było chujowo, dzisiaj jest chujowo i jutro też będzie chujowo. Czyżby wreszcie długo oczekiwana stabilizacja?
 Ludzie często znajdują się w stresujących sytuacjach. Nie mogą opanować drżenia rąk i pesymistycznych myśli. Właśnie znalazłam się w takiej sytuacji. Po kilku godzinnym oczekiwanie na swoją kolej byłam spokojna, ale gdy usłyszałam: za 5 minut wchodzisz, nogi ugięły się pode mną ze zdenerwowania. Stałam z mikrofonem w ręce, a wokół mnie krążyło multum ludzi, to z kamerami, to ze światłami czy innymi rzeczami, których nazw nie znam. Ubrana byłam z czarne skórzane rurki, czerwoną koszule w kratkę z rękawami ¾ , do której przyczepiony był pasek tymczasowo oplatający moją talie. Jako iż dziś wyjątkowy dzień, zdecydowałam się na buty na obcasie. Uwierzcie mi, że to jakieś święto, bo dla mnie założenie ich to najgorsza kara. A więc to dzisiejszej stylizacji nałożyłam jeszcze czarne lity, a nadgarstki przykryłam dużą ilością bransoletek. Ostatni raz poprawiłam koszule, poprawiłam w dłoni mikrofon. Wdech- wydech i stabilnym krokiem weszłam na scenę. Przywitały mnie ciche brawa, ale jednak brawa, a to już coś. Podeszłam bliżej i ujrzałam cztery twarze mi się przyglądające. Wśród nich był on. Jak tak patrzę, to nie jesteśmy podobni. Inny kolor oczu, inny kształt twarzy. Jedyne co dostrzegłam to niemal identyczny kolor włosów, zanim ja swoje przefarbowałam oczywiście, a wśród jego wystawało kilka siwych.
- Przedstaw się nam, z kąt i z kim przyjechałaś i co zaśpiewasz- odezwała się jakaś brunetka, z tego co mi się przypomina to chyba Cheryl. Wykonała gest, aby dodać mi odwagi do mówienia.
- Nazywam się Victoria West- po moich słowach Simon zaczął mi się dokładnie przypatrywać, ale po chwili  zrezygnował i wrócił do zapisywania czegoś w swoim notatniku. – Przyjechałam z okolic Nowego Yorku i zaśpiewam piosenkę P!nk – Fuc*in Perfect
- A z kim przyjechałaś? – dopytywał Louis Walsh.
- Sama- odpowiedziałam beznamiętnie. Juror jedynie wzruszył ramionami.
- No to zaczynaj- uśmiechnęła się Cole, a ja usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki. Po chwili moje ciało opuściły wszystkie negatywne emocje, strach. Nie liczyło się nic. Byłam tylko ja i muzyka. No i jurorzy i widownia i kilka milionów widzów, ale to pomińmy.


Made a wrong turn, once or twice /  Wybrałam złą drogę, raz czy dwa
Dug my way out, blood and fire /  Lecz wywalczyłam ją krwią i ogniem
Bad decisions, that's alright /   Złe decyzje, w porządku
Welcome to my silly life /  Witaj w moim głupim życiu

Mistreated, misplaced, misunderstood  /  Poniżana, zagubiona, niezrozumiana
Miss 'No way, it's all good', it didn't slow me down /  Panna: "Nic się nie stało, wszystko jest w porządku", nie złamało mnie to
Mistaken, always second guessing, underestimated /  Myląca się, zawsze drugie podejście, niedoceniana
Look, I'm still around /  Spójrz, wciąż tutaj jestem

Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel /  Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect /  Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel like you're nothing /  Pięknie, pięknie proszę, jeśli kiedykolwiek poczujesz się jakbyś był niczym
You're fuckin' perfect to me /  Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny

You're so mean when you talk about yourself; you were wrong /  Jesteś tak podły, gdy mówisz o sobie, jesteś w błędzie
Change the voices in your head; make them like you instead /  Zmień głosy w twojej głowie, spraw, by zamiast tego cię polubiły

So complicated, look happy, you'll make it /  Tak skomplikowane, spójrz, szczęściarzu, możesz to zrobić
Filled with so much hatred, such a tired game / Wypełniony tak wielką nienawiścią, co za męcząca gra
It's enough; I've done all I can think of / Dość tego, zrobiłam wszystko, co przyszło mi do głowy
Chased down all my demons, I've seen you do the same / Przegoniłam wszystkie moje demony, widzę, że robisz to samo

Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel / Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect / Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel like you're nothing / Pięknie, pięknie proszę jeśli kiedykolwiek poczujesz się, jakbyś był niczym
You're fuckin' perfect to me / Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny

The whole world's scared so I /   Cały świat bał się, więc ja
swallow the fear / pozbyłam się lęku
The only thing I should be drinking is an / Jedyną rzeczą, którą powinnam pić,
ice cold beer / jest lodowato zimne piwo
So cool in lie, / Tak dobrzy w kłamaniu i
and we try try try , /  staramy się, staramy, staramy,
but we try too hard and / ale staramy się za bardzo i
it's a waste of my time /  marnujemy mój czas
Don't looking for the critics, / Skończyłam szukać krytyków,
cause they're everywhere / bo oni są wszędzie
They don't like my jeans; / Nie lubią moich dżinsów,
they don't get my hair / nie podoba im się moja fryzura
Exchange ourselves, / Dziwni my -
and we do it all the time / i robimy to przez cały czas
Why do we do that? / Dlaczego to robimy?
Why do I do that?  / Dlaczego to robimy?
Why do I do that? / Dlaczego to robimy?

Pretty, pretty, pretty / Pięknie, pięknie, pięknie
Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel / Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect / Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever fee /l Pięknie, pięknie proszę jeśli kiedykolwiek poczujesz się, jakbyś był niczym
Like you're nothing, you're fuckin' perfect to me / Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny
You're perfect, you're perfect / Jesteś idealny, jesteś idealny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel /  Bardzo, bardzo proszę, jeśli kiedykolwiek, kiedykolwiek poczujesz
Like you're nothin' you are perfect to me / Jakbyś był niczym, dla mnie jesteś idealny

Skończyłam drżącym głosem wykonywać utwór. Lubiłam go, a nawet bardzo. Był taki prawdziwy, pisany sercem. To nie tak, jak niektóre osoby tworzą ‘nie do końca dobrą’ muzykę, ale mają miliony odtworzeni w internecie, bo w teledysku odsłonią więcej. Dlatego, według mnie prawdziwą artystką można nazwać P!nk. Zacisnęłam usta w wąską linie, czekając na werdykt jurorów. To dla mnie jak być, albo nie być. Chciałabym się dostać i poznać bliżej Simona, który jak pokazują papiery jest moim biologicznym ojcem. Prowadzący program mówił coś, potem Cheryl, za nią Walsh. Nie liczyły się dla mnie zbytnio ich słowa. Najbardziej mi zależało na choć jednym pozytywnym słowie od niego.
- Nie zgadzam się z moimi partnerami- powiedział niemal grobowym tonem, a po moim ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a wewnętrzny głos podpowiadał, żebym uciekała jak najdalej. Jak na mnie przystało, oczywiście olałam go i byłam ciekawa co jeszcze usłyszę z ust teraźniejszego mówcy. – Oni uważają, że jesteś jedną z lepszych wokalistek tej edycji. Ja wiem, że jesteś najlepsza- wstał i zaczął głośno klaskać, a publiczność znajdująca się na Sali poszła w jego ślady. Moje oczy miały w tej chwili mniej więcej rozmiar piłeczek golfowych, co nie jest normalne. Lekko zawstydzona spuściłam głowę. Pozostali jurorzy również w niemałym szoku wstali. Po jakimś czasie się ogarnęli i zagłosowali. Nie wiem jak to opisać, ale byłam przeszczęśliwa, kiedy dostałam cztery głosy na ‘’tak’’. Podziękowałam i weszłam z powrotem za kulisy. W głowie rozbrzmiewały mi słowa Cowella: ,,Jesteś najlepsza’’.
***
Aby uczcić mój malutki sukces, wybrałam się do Starbucks’a. Zamówiłam orzechowe latte i jakeś małe ciastko z kremem. Usiadłam przy stoliku w rogu sali i czekałam na zamówienie. Nie musiałam długo czekać, bo po chwili dosyć szczupła, rudowłosa dziewczyna przyniosła zamówione przeze mnie rzeczy i wracając pozbierała ze stolika obok brudne naczynia. Ustawiła je starannie na tacy i odwracając się wpadła na chłopaka z burzą loków na głowie. Raczej to on wpadł na nią. Huk, jaki wywołało tłuczone szkło przykuło uwagę chyba wszystkich znajdujących się w lokalu. Rudowłosa pobledła i zaczęła w trybie natychmiastowym przepraszać zielonookiego bruneta, który jak gdyby nigdy nic rzucił coś typu: ,,Dopilnuje, żebyś straciła tę pracę’’ i wyszedł. Gdy wszystkie szkła z ziemi zostały dokładnie posprzątane, dziewczyna została wezwana do gabinetu swojego szefa. Co za cham! Nie dość, ze to on wpadł na niczemu niewinną dziewczynę, to ona ma stracić prace? Te społeczeństwo schodzi na psy. Z racji tego, że przesiedziałam w kawiarni ponad godzinę, przy wyjściu zamówiłam jeszcze shake’a czekoladowego. Uwielbiam czekoladę i wszystko co z nią związane. Nie należałam do osób, które wszystko co zjadły to przeliczały na kalorie. Pasowała mi moja sylwetka i dziękuję za takie dobre geny, dzięki którym mam dobrą przemianę materii i nie tyje. Wychodząc owionął mnie chłodny wiatr, a na ciele pojawiła się gęsia skórka. Spojrzałam na ekran telefonu, żeby dowiedzieć się, która godzina i w tym samym momencie zderzyłam się z kimś, kto również zagapiony był w swoją komórkę. Obydwa telefonu upadły na ziemie, aż cud że szybka cała. Wyprostowałam się i ujrzałam przed sobą krótko ściętego bruneta w kurtce jeansowej, spod której wystawało kawałek czerwonej bluzy z kapturem. Na ciuchach chłopaka dostrzegłam swój napój i przykro mi się zrobiło. Jak jeszcze przypomniałam sobie, że nasze telefonu leża na ziemi… Irytowała mnie ta cała sytuacja. Schyliłam się i ujrzałam dwa identyczne komórki. Dwa czarne iPhone, niczym się od siebie nie różniące, nie wiedząc nic podniosłam leżący najbliżej mojej nogi i schowałam do kieszeni swojej kurtki.
- Uważaj jak chodzisz- warknęłam w stronę chłopaka.
-Ja? To ty masz na sobie coś przypominające gówno z mlekiem?- zripostował a ja byłam pod wrażenie. Oczywiście nie dałam mu tej satysfakcji.
- A wiesz, że do twarzy ci z nim? Idealnie się ze sobą to komponuje- wykonałam ruchy rękami pokazujące to na twarz chłopaka, to na plamę na bluzie.
- Czyli uważasz, że jestem przystojny? No no- pokiwał głową w zadumaniu, a ja udawałam, że chce mi się rzygać.
- Chyba raczej śmieszny- zaśmiałam się wrednie.
- I przystojny i zabawny? Coraz lepiej- brunet posłał mi chytry uśmieszek.
- Ani przystojny ani zabawny. Śmieszny w sensie hahaha- moja twarz przybrała grymas zniecierpliwienia, więc wyminęłam chłopaka, do którego po chwili podbiegł drugi chłopak. Ten miał na sobie czerwone rurki i czarną skórę na białej bluzce w paski.
- Liam, chodź już !- tylko tyle usłyszałam, bo moje myśli ogarnął obraz chłopaka w lokach. Ten uśmiech, te dołeczki, ta zieleń w oczach. Wiedziałam, że go skądś kojarzę. Po powtórzeniu faktów moje oczy się zaszkliły i przypomniał mi się Harry. Ten sam, którego próbuje zapomnieć przez ostatnie trzy lata. Zmienił się. Już nie jest tym wiecznie uśmiechniętym nastolatkiem, a zadufanym w sobie egoistą bez empatii. Prawie wbiegłam przez hol do windy, i jechałam nią na piętro, na którym mieszkam. Szybkim ruchem przekręciłam zamek w drzwiach, a te ustąpiły i znalazłam się w pokoju, który tymczasowo zamieszkuje. Muszę w końcu kupić jakieś mieszkanie. Poczułam wibracje w kieszeni, więc wyjęłam telefon i przejechałam palcem po ekranie.
- Halo?- Zapytałam
- No w końcu się dodzwoniłem- ktoś po drugiej stronie odetchnął z ulgą- Liam, gdzie wy jesteście?
- Yyy jaki Liam?- spytałam zmieszana całą tą sytuacją- Kim ty w ogóle jesteś?
- Zayn Malik. Boski wokalista zespołu One Direction i obiekt westchnień milionów kobiet, jak nie więcej- po jego słowach miałam ochotę przybić piątkę… swojej głowie.
- Wystarczyło imię. Nie znam żadnego Liama, to jakaś pomyłka.- Rozłączyłam się zanim ten ktoś zdążył odpowiedzieć.


Liam, Liam, Liam… Tak to ten z plamą z mojego shake’a. One Direction? To ten zespół Harrego, a Zayn? To musi być ten debil z taksówki. Oczywiście, bo kto ma takie szczęście jak ja? NIKT! Weszłam w zdjęcia znajdujące się na telefonie. Pełno brunetki w kręconych włosach, tego zespoliku, i ludzi, jakby zdjęcia z jakiegoś koncertu. Jedno jest pewne: Muszę odzyskać swój telefon!
*******************************************************************
Oddaje kolejny rozdział w wasze ręce! Przepraszam, ze tak długo nie dodawałam, ale codziennie wracam o 16 do domu, a w środy i soboty jestem wolontariuszką w schronisku ;)   Postaram się kolejny napisać na za tydzień, trzymajcie za mnie kciuki :D


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Mam prośbę, aby każdy kto czyta odpowiedział na pytanie w ankiecie! Dla was to dwa kliknięcia  a dla mnie motywacja ;) Całuje :*