,, Tak
naprawdę samotni jesteśmy, kiedy sami od ludzi odchodzimy’’
Gdy ludzie mają czas na
myślenie i refleksje dotyczące swojego życia, często swoimi teoriami wybiegają
poza rzeczywistość. Próbując wytłumaczyć sobie trapiące je sprawy, nie
zastanawiamy się, czy tak naprawdę to jest prawda. Wmawiamy sobie różne rzeczy,
ponieważ chcemy mieć wytłumaczenie. Ludzie nie lubią zostawiać pytań bez
odpowiedzi. I choćby była to najbardziej absurdalna odpowiedź, jakiej byśmy się
nie spodziewali, to cieszymy się z jej uzyskania.
Po usłyszeniu od reżysera
mojego kolejnego teledysku magicznych słów ‘’skończone’’, westchnęłam głośno.
Podziękowałam za milą współprace i spakowałam swoje rzeczy, ponieważ resztą
zajmuję się menadżer. Co prawda z Jake’iem nie pałamy do siebie wielką
przyjaźnią, ale tolerujemy się. Ja śpiewam, on załatwia, a inni liczą i dzielą
zarobione pieniądze. Uroczo, czyż nie?
Założyłam torbę na ramię i wsunęłam okulary przeciwsłoneczne na nos.
Oczywiście, że zdawałam sobie sprawę, że przed budynkiem czekają moi fani i
takie zwykłe okulary nic nie dadzą, ale choć odrobinę chronię oczy przed
błyskami fleszy. Zjechałam windą na sam dół i wychodząc z budynku w
towarzystwie ochroniarza, podpisałam kilka autografów oraz zrobiłam kilka
zdjęć. Z –wyjątkowo szczerym- uśmiechem pomachałam w kierunku zebranych fanów i
wsiadłam do samochodu. Nareszcie mam
prawo jazdy!
Przez te miesiące wiele
zmieniło się w moim życiu. Moja kariera wokalna nabrała naprawdę szybkiego
tępa, co cieszyło Simona, który jak to ujął; ‘’moja krew’’. Kontakty z moim
ojcem- mimo tylu dzielących nas kilometrów- polepszyły się. A kontakty z
innymi? Z Niallem i Louisem rozmawiałam na Skypie około raz w na dwa tygodnie,
czasami częściej. Z tego co wiem to Lou ma skomplikowaną sytuację ze swoją
dziewczyną (podobno są razem, ale bardzo rzadko się widują, przez studia jego
wybranki), a Niall, cóż. Informację o jego życiu miłosnym podał mi ze swoją
nową dziewczynką, jaką jest Alex. Ja się tego spodziewałam! Tommo nazywał ich
Nialex oraz wielokrotnie planował im przyszłość. Widok Xixi rumieniącej się na
wspomnienie blond dzieciaczków, utwierdzał mnie w przekonaniu, że naprawdę jej
zależy na Horanie. Z Chrisem rozmawialiśmy regularnie, co pozwoliło mi się
dowiedzieć, że dostał pracę jako model w jednej z Londyńskich agencji, gdzie
poznał swojego Scott’a, z którym obecnie się spotyka. Z Liamem rozmawiałam
przynajmniej raz w tygodniu i to on był jedynym, który przy dostarczał mi
informacji na temat obecnego stanu zdrowia Zayna. To on jako pierwszy domyślił
się o panującej miedzy nami kiedyś sytuacji.
Od przyłapania nas w kuchni do mojego wyjazdu. Nawet nie powiedziałam mu ani
słowa, a on sam powiązał te fakty, wprawiając mnie w wyrzuty sumienia. Dawał mi
w bardzo dosadny sposób do zrozumienie, że powinnam zostać, albo w tym wypadku
wrócić i walczyć. Zawsze w takich sytuacjach zbywałam go nieistotnymi
wymówkami, bądź wmawiałam, że muszę kończyć. Kolejna ucieczka od problemów.
Ale czy można
uciec od problemów? To tak, jakby uciekać przed deszczem. Nie ważne jak daleko,
nieważne jak szybko uciekniesz, to i tak będziesz mokra. I przy wyjątkowo
gwałtownych opadach nawet na nic zda ci się parasolka. Ale deszcz jest również
dobry. Mimo, że zmokniesz i twoje włosy nie powrócą do poprzedniego stanu, to i
tak jesteś z siebie dumna, że przetrwałaś. Że walczyłaś, i to, że odniosłaś
jakieś straty, to masz poczucie przewagi nad wodą. To oczywiście jest tylko
przenośnia, a ja nadal moknę, gdyż nie umiem przerwać mojej prywatnej ulewy. Stoję
cały czas w miejscu, co chwilę odgarniając mokre włosy z czoła, co jest
zupełnie bez sensu, ponieważ i tak one wracają na swoje poprzednie miejsce.
Najgorzej mój wyjazd
zniósł Harry. Do dnia dzisiejszego się do mnie nie odzywa, choć minęły już dwa
miesiące. Wielokrotnie do niego dzwoniła, pisałam, chłopaki namawiali go do
konfrontacji ze mną, ale te wszystkie działania na nic. Obiecał mi, że nie
zniknie więcej z mojego życia, ja również mu to obiecałam. Oboje złamaliśmy tę
obietnice.
Zatrzymałam się na podjeździe w moim
nowym domu, choć słowo ‘’dom’’ nie do końca pasuje do tego budynku. Fakt,
budynek był okazały, ale nie biło od niego takiego ciepła, bezpieczeństwa. Była
cicho, pusto i smutno. Wyjęłam kluczyki ze stacyjki i chwyciwszy w siedzenia
obok torebkę, wyszłam z samochodu. Otworzyłam drzwi i weszłam do środka. Od
razu swoje kroki skierowałam do kuchni, gdyż mój brzuch na zewnątrz było bardzo
gorąco, a ja potrzebowałam się czegoś napić. Z lodówki wyjęłam butelkę z sokiem
pomarańczowym, po czym przelałam trochę do szklanki i wzięłam łyka. W
porównaniu do pogody Londyńskiej, w Los Angeles była gorąco i słonecznie. Co
było trochę niepokojące, ponieważ mimo opalania, nadal byłam blada. Oparłam się
o blat kuchenny, gdy w kieszeni zawibrował mi telefon. Pośpiesznie chwyciłam go
do ręki i nacisnęłam zieloną słuchawkę, wcześniej sprawdzając, kto dzwoni.
- Co jest, Xi?- spytałam,
odkładając szklankę.
- Rusz swój kościsty tyłek przed
komputer- rozkazała ze śmiechem blondynka.
- W trybie natychmiastowym- dodał
inny głos, a ja domyślając się, że był to Niall, wywróciłam oczami. Zaśmiała
się i rozłączyłam, wbiegając do swojej sypialni, aby wejść na Skype’a.
Uruchomiłam komputer i
odebrałam połączenie.
- Dłużej się nie dało?- mruknęła
Alex, a ramiona Horana były owinięte wokół jej talii, co wyglądało cholernie
uroczo.
- Nawet minuta nie minęła-
powiedziałam na swoją obronę.
- Doskonale wiesz, że będę się
czepiała wszystkiego, bo nadal jestem zła.
- A jak usłyszysz nowy singiel
przed premierą?- spytałam słodkim głosem, a na mojej twarzy zagościł zwycięski
uśmieszek, gdyż wiedziałam, że takiego ‘’zaszczytu’’ nie odmówi.
- Nadal będę na ciebie zła.-
zastanowiła się- No może troszkę mniej. Niall, pójdziesz po coś do jedzenia?-
wywróciłam oczami na to pytanie, a na moich ustach błąkał się uśmiech. Tak
cholernie tęsknie za nimi wszystkimi. WSZYSTKIMI.
- Ale przed chwilą- Al spiorunowała
go wzrokiem- już idę, idę- wyszedł z pokoju, unosząc ręce w geście kapitulacji.
- To cię niszczy- mruknęła Xixi,
patrząc na mnie tym swoim przenikliwym wzrokiem. Doskonale wiem, że ma rację.
- To skomplikowane- westchnęłam i
przeczesałam palcami proste włosy. Od mojego wyjazdu skróciłam je, przefarbowałam
na ciemniejszy odcień i prostuje.
- Ostatnio tylko powtarzasz te
słowa- prychnęła blondynka, a ja bez problemu z jej twarzy mogę wyczytać
irytację.
- Bo ostatnio wszystko się
komplikuje.
- To ty wszystko komplikujesz!-
Alex nie wytrzymała i podniosła głos. Przewróciłam oczami i uśmiechnęłam się z
nutą cynizmu.- Znowu to robisz!
- Co robię?- zapytałam nieco zbyt
opryskliwie, wojowniczo unosząc podbródek go góry.
- Próbujesz swoim zachowaniem
odpychać innych, ale twoje oczy krzyczą o uwagę.- wytłumaczyła mi, a w jej
wyrazie twarzy kryła się troska.
- Muszę kończyć, Al.- uśmiechnęłam
się blado i pomachałam w stronę ekranu- pozdrów wszystkich.
- Nie da się uciec od proble…- nie
dokończyła, ponieważ się rozłączyła.
Znowu czułam, że emocje mnie przytłoczyły.
Potrzebowałam się na czymś wyżyć, a w dodatku mój żołądek zaalarmował o
posiłek. Zeszłam na dół, a gdy próbowałam zjeść wczorajszy kawałek pizzy, było
mi niedobrze. Napiłam się wody, a potem pobiegłam do łazienki i zwymiotowałam.
Co się dzieje?
Do tego rozdziału polecam puścić sobie to i przeczytać słowa ;)
**************
,, Nigdy
nie jesteśmy tak bezbronni wobec cierpienia jak wtedy, gdy kochamy ‘’
Podeszłam do lustra i ze
skupieniem analizowałam swoje odbicie. Patrzyłam na dziewczynę, której włosy
były przesuszone, a końcówki rozdwojone. Miała fioletowe wory pod oczami,
przekrwione oczy oraz nieco pusty wzrok. Jej usta były spierzchnięte i
opuchnięte od ciągłego przygryzania, a dolna warga lekko drżała. Cera był lekko
szara. Wyglądała jak wrak człowieka.
,, Stań się jedynie obserwatorem
własnego życia,
a unikniesz cierpień ‘’- O. Wilde
Ale jak mam wyglądać po nieprzespanych nocach, omijaniu posiłków i zapracowywaniu
się? Dnie spędzam na próbach, dopracowywaniu układów choreograficznych, a
nawet gdy znajdę czas na jakikolwiek posiłek, to wszystko rośnie mi w buzi.
Przez taki tryb życia bardzo schudłam, ale także narażam swój organizm na
zmniejszenie odporności czy też wyniszczenie. Ale dlaczego to robię? Dlaczego
nie zrobię sobie przerwy, nie odpocznę? Potrzebuje zajęcia. Gdy mam chwilę,
wszystko o czym tak bardzo chcę zapomnieć wraca. Wraca z każdym najdrobniejszym
szczegółem. Dlatego noce są najgorsze.
Zostaje wtedy sama. Leże sama w swoim mieszkaniu i myślę, wspominam. Zdaje sobie sprawę, że nie powinnam, ale
nie mogę przestać. Mój mózg mimowolnie wytwarza obrazy, których nie chcę
oglądać. Jedynie łzy pomagają.
Zabierają te obrazy, choć tylko na jakiś czas, jest to skuteczne.
,, Co za bzdura, że cierpienie
wzbogaca. Znacznie więcej uczymy się,
kiedy jesteśmy szczęśliwi ‘’- F. Sagan
Mimo, iż minęły już ponad dwa miesiące, ja wciąż
pamiętam dzień swojej przegranej. Dzień, w którym zdałam sobie sprawę, że się
zakochałam. Zakochałam się w chłopaku, który mnie nie pamięta.
Weszłam tam
ostatnia, a widok jaki tam zastałam, rozrywał moje serce na kawałeczki. Na
środku stało łóżko z białą pościelą, na pod nią leżał On. Jego ciemna karnacja
odznaczała się na jasnym tle. Był podłączony do wielu rurek i maszyn, które
irytująco pikały.
- Masz szczęście, że leżysz
połamany, bo mam ochotę ci przypierdolić.- westchnął Harry, podchodząc bliżej
łóżka- Jak można być taki idiotą i …
- Hazz, starczy- upomniał go Louis,
kładąc rękę na ramieniu młodszego przyjaciela.
- Po prostu wszyscy się strasznie o
ciebie martwiliśmy- wyjaśnił Niall, uśmiechając się radośnie.
- Wszystko mnie boli- jęknął
żałośnie Zayn, a na ten dźwięk, każdy kawałeczek mojego rozerwanego na
kawałeczki serca, zabolał.- Co ja tam właściwie robiłem?- jego głos był
zachrypnięty.
- Nie pamiętasz?- zdziwił się Liam,
posyłając mi ukradkowe spojrzenie. Malik w odpowiedzi lekko kiwnął głową
przecząco, następnie krzywiąc się z bólu.
- Kłóciliście się z Vic i…-
próbował mu wytłumaczyć Tomlinson.
- Ze mną- odezwałam się i również
przysunęłam się bliżej szpitalnego łóżka, skąd miałam lepszy widok na Zayna.
Chłopak zmarszczył brwi, w wyniku czego na jego czole pojawiło się kilka
pojedynczych zmarszczek. Uśmiechnęłam się nieśmiało w jego stronę, czego nie
odwzajemnił. Auć. – Słuchaj, wiem, że możesz być zły, ale porozmawiajmy jak
dorośli.
- A kim ty w ogóle jesteś?- zapytał
chłodno, a ja czułam, jak bym dostała właśnie w twarz. Bardzo, bardzo mocno.
- Co? O co ci teraz chodzi?-
zdezorientowana byłam i szukałam na jego twarzy jakiejkolwiek emocji. Nie
znalazłam.
- Mi o co chodzi? Wchodzisz tu,
kimkolwiek w ogóle jesteś.
- Pójdę po lekarza- oznajmił Liam,
zanim wyszedł z pomieszczenia. Czułam na sobie spojrzenia wszystkich zebranych
w tym białym pomieszczeniu. Przeniosłam swój wzrok na aparaturę i wpatrywałam
się w zakrzywione linie, które pokazywały, że stan Zayna jest stabilny.
Odwróciłam się, aby ujrzeć jednego z lekarzy, który zawzięcie dyskutował o
czymś z Li, a następnie podszedł do Malika i poświecił mu małą latareczką w
oczy i zapisał coś w jego karcie.
- Musimy zabrać pana na gruntowne
badania. Zaczniemy od rezonansu magnetycznego, aby się upewnić, ze wszystko w
porządku.
- Wszystko w porządku?! On mnie nie
pamięta, więc jak może być wszystko w porządku?!- warknęłam, a wszyscy ucichli
zbyt zaskoczeni moim wybuchem. – Przepraszam. Muszę na chwilę wyjść.
- Pójdę z sobą- zaoferował się
Harry.
- Sama- dodałam dobitnie i opuściłam pomieszczenie.
Szybkim krokiem
przemierzałam jasny korytarz, a sterylny zapach przyprawiał mnie o mdłości. Skręciłam
w lewo, wchodząc do szpitalnej łazienki i oparłam się o umywalkę. Drżącymi od
emocji dłońmi wyciągnęłam telefon z kieszeni spodni, po czym wybrałam numer.
- Halo, Victoria? Zaraz będę w
szpitalu- Simon zaczął nerwowym tonem i byłam pewna, że przeciera nerwowo
twarz.
- Propozycja wyjazdu jest nadal
aktualna?- przerwałam mu.
- Tak.- odpowiedział z wahaniem.
- Powiedz im, że się zgadzam. Kiedy
i gdzie wyjeżdżam?
- Za dwa dni będziesz miała samolot
do Los Angeles. Godzina 6 p.m.
- Będę gotowa. Dziękuję- zakończyłam
połączenie i westchnęłam głęboko.
,,
Ten, kto ucieka nie jest tchórzem. Tchórz boi się nawet ucieczki ‘’-nieznany
Po raz
kolejny uciekam od problemów, zamiast je rozwiązać. I wiem, że po raz kolejny
mogę tego żałować.
***********************************
Witam wszystkich, którzy ze mną zostali aż do tego momentu, bo bez was ten blog w ogóle by nie istniał! Jesteście wspaniali ;)
Oto prolog, zajrzyjcie do zakładki bohaterowie, gdzie nastąpiły zmiany.
Dziękuje za wszystkie wejścia, obserwatorów, komentarze.
Dziś przychodzę do was w poszukiwaniu 1-2 osób do prowadzenia bloga xd
Otóż ostatnio wpadłam na pomysł, aby założyć bloga o filmach. (Co typu polecane)
Chodzi o to, aby tak jakby zrecenzować filmy ;)
Istnieje już kilka tego typu blogów, ale o książkach i sama z nich chętnie biorę pomysły, a ja jako zagorzała kinomanka chciałabym założyć o filmach ? Pisze się ktoś na to?
Sama nie dam rady, a głęboko wierzę, że wśród najlepszych czytelników na świecie znajdzie się ktoś, kto również uwielbia oglądać filmy i chciałby się podzielić z innymi.
Nie zwracajcie za bardzo uwagi na nieskładność zdań i wiele razy użyte słowo ''film'' :D
Szukam osoby z którą łatwo się dogadać, a także która nie wycofa się po kilku dniach
<nwm po co tu ten gif>
Jest ktoś zainteresowany taką współpracą?
Jak coś, to piszcie w komentarzach lub na TT - @mjut007
Proszę, jeśli przeczytałeś, to skomentuj! To dla mnie meeeeeega ważne, bo chcę wiedzieć, ile osób to czytało.
,, Bywa
nieraz, że stajemy w obliczu prawd, dla których brakuje słów ‘’
Co jest przyczyną naszego
strachu? Dlaczego się boimy? Wpływa na to wiele czynników, ale jednym z
ważniejszych jest przeszłość. Wiele sytuacji miało swoje odniesienie już kiedyś
i w najmniej odpowiednich momentach przypominamy sobie o nich. Dlaczego
niektórzy boją się wysokości? Najprawdopodobniej dlatego, że spadli kiedyś z
odległości kilku metrów od ziemi. Dlaczego boimy się owadów, które gryzą?
Ponieważ przypominamy sobie, że kiedyś już zostaliśmy ugryzieni i niebyło to
coś pozytywnego. A więc dlaczego boimy się podejmować ważne decyzję? Bo kiedyś wybraliśmy źle. Dlaczego boimy
się zaufać ludziom i dopuścić do siebie uczucie? Ponieważ kiedyś już to zrobiliśmy i nie
wyszło to za dobrze dla naszej psychiki.
Wyciągnęłam klucze z
torebki i wsadziłam je w zamek. Otworzyłam drzwi, weszłam do środka i zaczęłam
rozglądać się po pomieszczeniu. Moje
pierwsze, samodzielne mieszkanie. Westchnęłam, kładąc klucze na stoliku w
korytarzu i weszłam głębiej. Nie było mnie tu już kilka dobrych miesięcy, więc
zdążyła się nagromadzić spora warstwa kurzu. Właściwie to nie wiem, dlaczego tu
przyszłam. Nie chciałam zostać w domu z chłopakami, pod ostrzałem spojrzeń
Zayna. To nie tak, że jestem zła, czy żałuje. Nie. Jestem po prostu zagubiona
we własnych myślach i uczuciach. Gdy przypomnę sobie wspólnie spędzone chwile z
Malikiem, gdzieś pomiędzy wplątują się chwile z Harrym, a co za tym idzie
wspomnienia, jak się czułam, gdy wyjechał. Podeszłam do okna i otworzyłam je,
chcąc wpuścić trochę świeżego powietrza. Przysiadłam na parapecie i pozostałam
chwilę w swoim letargu.
,, Mowa jest zewnętrznym myśleniem,
myślenie- wewnętrzną mową ‘’- A. Rivarol
***
Ściągnęłam trampki i weszłam
do salonu, gdzie Harry i Louis grali na konsoli w Fifę, a Niall robił za
kibica. Przysiadłam obok blondyna, przejeżdżając dłonią po czole.
- Wszystko okej?- zapytał mnie
Harry, a ja posłałam mu delikatny uśmiech i pokiwałam twierdzącą głową. Zwężył
oczy, przyglądając mi się dokładniej, a potem odwrócił się w stronę Horana.
- Twoja kolej- rzucił mu konsolę,
wstał z miejsca i wyciągnął rękę w moją stronę.- Zaraz przyjdziemy.- oznajmił
chłopakom i wyszliśmy na zewnątrz, uprzednio ubierając buty i zabierając klucze
od auta Hazzy.
- Gdzie jedziemy?- spytałam,
otwierając drzwi od czarnego samochodu.
- Na wycieczkę- odpowiedział mój
towarzysz, wzruszając lekko ramionami.
- Vic!- obróciłam się, słysząc
nawoływanie mojego imienia. Zayn szybkim krokiem zmierzał w moją stronę. Miał
zaciśniętą szczękę, przez co jego kości przyprószone zarostem były bardziej
widoczne.
- Spieszymy się- powiedział Harry i
wsiadł do swojego auta.
- Musimy porozmawiać, nie sądzisz?-
wypowiedział dokładnie każde słowo z osobna, a ja się wzdrygnęłam na jego
chłodny ton. Popatrzyłam w jego oczy, a ich widok mnie zasmucił. Nie było nawet
śladu po tak lubianym przeze mnie czekoladowym odcieniu. Jego wzrok był zimny i
mogłoby się wydawać, że zamglony. Był zły, widziałam to i nawet zbytnio się nie
dziwiłam, w końcu unikałam go od kilku dni. Byłam pieprzonym tchórzem.
- Jestem teraz zajęta- kiwnęłam
głową na Harry’ego, który wystukiwał jakąś melodię o kierownice.
- Oczywiście, już nie przeszkadzam-
uniósł dłonie w geście kapitulacji i uśmiechnął się kpiąco.- Daj znać, kiedy
znajdziesz dla MNIE chwilę. Miłej zabawy!- wycedził przez zęby z udawanym
uśmiechem. Nie wiem dlaczego, ale miałam ochotę pobiec za nim i go zatrzymać.
Nie zrobiłam tego. Jedynie wsunęłam się do samochodu, zapięłam pasy i czekałam,
aż wyruszymy.
,, Najtrudniej zrozumieć tych,
którzy nadają na fałszywych falach ‘’- A. Różanek
- Jedziemy?- warknęłam w stronę nic
nie winnego Stylesa, następnie całą drogę wpatrując się w szybę.
Wyjechaliśmy poza Londyn,
na wzgórze. Wiem jedynie, że nigdy nie widziałam czegoś tak pięknego. Z tej
perspektywy praktycznie widać cały Londyn, a widać aż zapiera dech w piersiach.
- Po co tu przyjechaliśmy?-
zapytałam, dalej uparcie wpatrując się w widok, który rozciągał się przede mną.
Oparłam się maskę samochodu Hazzy, a on po chwili dołączył do mnie.
- Wcale nie jest okej- bardziej
stwierdził, niż zapytał.- Coś się w was zmieniło.
- O czym ty mówisz?- zadałam
pytanie, zdezorientowana marszcząc czoło.
- O tobie i Zaynie. Udajecie, że
wszystko jest okej, ale tak nie jest. Oboje zdajecie sobie z tego sprawę, ale
nic z tym nie robicie.- resztę czasu milczeliśmy, ale nie było to ani dziwne,
ani krępujące. Można by powiedzieć, że Harry dał mi możliwość przemyślenia
sobie pewnych rzeczy. Musze porozmawiać z
Zaynem i wyjaśnić sobie z nim kilka rzeczy.
***
Wzięłam głęboki wdech
i zapukałam do drzwi od pokoju Malika. Wdech,
wydech. Przeczesałam ręką włosy, ciągnąc delikatnie za ich końcówki,
ponieważ taki gest zawsze mnie uspokajał.
Zawsze, tylko nie teraz. Drzwi się uchyliły, a ja ujrzałam bruneta.
- Masz dla mnie chwilkę?- zapytałam
niepokojąco wysokim głosem, a następnie weszłam do pomieszczenia, ponieważ
mulat otworzył szerzej drzwi. – To o czym chciałeś pogadać?- powiedziałam,
starając się ukazać lekkość w głosie. Oparłam się o komodę i splotłam swoje
dłonie ze sobą. Uśmiechnęłam się zachęcająco.
- Jesteś pewna, że Harry nie będzie
miał nic przeciwko?- zaironizował.
- Przestań- przewróciłam oczami,
krzyżując ręce pod piersiami. Chłopak przeszedł kawałek, w między czasie
podburzając swoje włosy. – Chyba nie jesteś zazdrosny, co?- dodałam żartobliwym
tonem.
- A powinienem?- zacisnął usta w
wąską linie, a sama jego postawa sprawiała, że czułam pewnego rodzaju chłód.
- Co?- teraz to się już zgłupiałam.
Czułam się niemal jak małe dziecko, które zgubiło swoją mamę w supermarkecie.
Atmosfera w pokoju momentalnie zgęstniała tak, że można byłoby ją kroić nożem.
- Spędzasz z nim dużo czasu-
powiedział, wzruszając ramionami.
- To mój przyjaciel- lekko
podniosłam głos i oderwałam dłonie od szafki, o którą się opierałam. Malik
prychnął na moje słowa, aż we mnie zawrzało- A właściwie nie powinno cię to w
ogóle obchodzić!- już krzyknęłam, wyrzucając ręce w górę.
- Ale obchodzi!- Zayn również
krzyknął, robiąc krok w moją stronę. Czułam, jak złość we mnie buzuje i jeszcze
chwila, a znajdzie swoje ujście. Mogłabym się teraz porównać do tykającej
bomby, której ktoś podpalił lont.
- Niby dlaczego?!- uniosłam brwi ku
górze i tym razem ja prychnęłam.
- Bo Cię, kurwa, kocham!- zamarłam
w miejscu, ponownie przetwarzając słowa chłopaka. – Bo mi na tobie cholernie
zależy- dodał już znacznie ciszej, jakby bojąc się mojej reakcji.
Natychmiastowo cała złość ze mnie wyparowała, a ja nadal stałam w miejscu,
jedynie miarowo oddychając.
,, Zazdrość to cień miłości. Im
większa miłość, tym większy cień ‘’-M. Samozwaniec.
- Nic o mnie nie wiesz-
wypowiedziałam te słowa cichym tonem, uparcie wpatrując się w moje ponownie
splecione ze sobą palce.
- Mylisz się- odparł pewnie i
zrobił krok w moją stronę. – Wiem, że nienawidzisz, kiedy ktoś ci rozkazuje, że
uwielbiasz zielony kolor. Lubisz gotować i biegać. Że piszesz piosenki,
wkładając w nie swoje uczucia. Wiem również, że byłaś wredna, żeby nie
dopuszczać do siebie ludzi, bo boisz się
zranienia. Widzę, że zagryzasz albo zaciskasz wargi, kiedy się denerwujesz.
I wiesz co jeszcze wiem? Wiem, że ja również nie jestem tobie obojętny, ale boisz się do tego przyznać. Nie
oszukujmy się, masz sporo wad, ale nie przeszkadza mi to. Kocham każdą z osobna
zaletę i każdą wadę, a wiesz dlaczego?- nie dostał swojej odpowiedzi- BO KOCHAM CIEBIE! I cieszę się, że już
to wiesz.
,, Miłość
jest dziką siłą. Kiedy próbujemy ją okiełznać, pożera nas. Kiedy próbujemy ją
uwięzić, czyni z nas niewolników. Kiedy próbujemy ją zrozumieć, miesza nam w
głowach ‘’- P. Coelho
- Powiedz coś- poprosił, a grymas
na jego twarzy zdradzał, że czuł się niepewnie. Wpatrywałam się w ścianą za
nim, aż w końcu przeniosłam wzrok na jego osobę.
- Co byś chciał usłyszeć?-
gardziłam sobą i tonem, jakim wypowiedziałam to zdanie. Był zdystansowany i bez
wyrazu.
- Cokolwiek- westchnął. Moje serce
rozrywało się na malutkie kawałeczki, gdy widziałam ból w jego oczach, wywołany
przez moje zachowanie. Ból, który łudząco przypominał ten z przeszłości, kiedy
zostałam sama. Przełknęłam głośno ślinę, chcąc pozbyć się kluchy w moim gardle,
która nie wiadomo kiedy się utworzyła.
- Potrzebuję czasu- wymamrotałam,
mentalnie dając sobie mocno w policzek.
Przeklinałam w myślach
siebie i moje zachowanie. Swój wzrok utkwiłam w tęczówkach Zayna, które z
powrotem miały barwę ciemnej czekolady, którą tak bardzo kochałam. Uniosłam delikatnie kąciki ust na ten widok. Podeszłam do
chłopaka i mocno wtuliłam się w jego klatkę piersiową, czego on kompletnie się
nie spodziewał, ponieważ na początku jego mięśnie się napięły, ale po chwili
się rozluźnił i ręką zaczął gładzić moje plecy. Odsunęłam się od niego i nie
patrząc mu w oczy- nie zniosłabym więcej tego widoku- wyszłam w jego pokoju i
zamknęłam za sobą drzwi. Oparłam się o drewnianą powłokę i zacisnęłam mocno
powieki, czując uporczywe szczypanie. Podskoczyłam w miejscu, usłyszawszy
dźwięk tłuczonego szkła zza drzwi. Pobiegłam do swojej sypialni, odszukałam
komórkę i wybrałam numer.
- Przyjedź po mnie, proszę- mój
głos się załamał.
- Będę za 20 minut- usłyszałam w
odpowiedzi, na co pokiwałam głową, choć wiedziałam, że mój rozmówca i tak tego
nie zobaczy.
***
Leżałam wtulona w Chrisa,
mocząc mu koszulkę swoimi łzami. Przyjaciel gładził mnie po głowie, co jakiś
czas bawiąc się kosmykami moich włosów. Mój wcześniejszy płacz powoli zamieniał
się w szloch i drgawki przechodziły po moim ciele.
- Wszystko będzie dobrze, mała-
Chris złożył pocałunek na moim czole. Nie powiedziałam mu, co się stało, a on
sam nie dopytywał, za co byłam mu ogromnie wdzięczna. Podniosłam się do pozycji
siedzącej. Przetarłam oczy rękawem bluzy, przez co pewnie bardziej rozmazałam
swój makijaż, ale wygląd teraz był ostatnim, o czym myślałam.
- Miałeś kiedyś tak, że zależało ci
na dwóch osobach na raz?- zapytałam i pociągnęłam nosem.
- Ja nie, ale matka powiedziała mi
kiedyś w dzień swojego rozwodu z ojcem, że można kochać dwie osoby, ale tylko w jednej
być zakochaną.
- Ona kocha twojego ojca-
stwierdziłam, na co Hawker przytaknął.
- Ale nie jest w nim zakochana. Idź
weź prysznic, ręcznik masz na półce i dziś śpisz tutaj.- uśmiechnęłam się blado
i wykonałam to, co powiedział mój przyjaciel.
Kiedy powiedziałam
Chrisowi, że nie chcę spać sama, zaproponował mi nockę w swoim pokoju.
- Dobranoc- pożegnał się, a ja
mruknęłam coś niezrozumiałego w odpowiedzi. Ułożyłam się wygodnie na boku i
podciągnęłam kołdrę pod samą szyję. Zamknęłam oczy i powoli zasypiałam, gdy
ktoś szturchnął w moje ramię.
- Co?- zadałam pytanie sennie.
- Liam do ciebie dzwoni-
odpowiedział, a ja przewróciłam oczami.
- Halo?- nacisnęłam zieloną
słuchawkę i przyłożyłam komórkę do ucha.
- Musisz koniecznie przyjechać do
szpitala- oznajmił, a ja zastygłam w bezruchu.
- Co? Li, co się dzieje?- moja
senność wyparowała, została zastąpiona zdenerwowaniem. Wstałam z łóżka i
oczekiwałam na odpowiedź.
- Zayn, on…- zaczerpnęłam
gwałtownie oddech na dźwięk imienia bruneta.
- On co, Liam? Co z nim!?-
warknęłam do słuchawki i przeczesałam ręką włosy.
- On miał wypadek, samochód go
potrącił i jest w szpitalu-mówił coś jeszcze, ale nic kompletnie nie słyszałam.
Moje serce biło tak szybko i głośno, że prawie rozrywało mi klatkę piersiową. –
Victoria, słyszysz mnie?
- Który to szpital?- ocknęłam się i
zaczęłam w popłochu ubierać na siebie spodnie. Liam podał mi adres, a ja
obiecałam, że zaraz będę.
***
Mimo powagi
sytuacji, cieszyłam się, że nie było wielkich korków na ulicy. W końcu było po
2 a.m. Wierciłam się na swoim siedzeniu,
a każda sekunda wydawała mi się godziną.
- Uspokój się- upomniał mnie Chris,
a ja spiorunowałam go spojrzeniem. Mógłby,
do cholery, jechać szybciej. Dotarliśmy pod budynek szpitala kilka minut
później, a ja wręcz z niego wyskoczyłam. Podbiegłam do recepcji i zasypałam
kobietę tam siedzącą pytaniami.
- Vicky!- odwróciłam się i
zobaczyłam Louisa, który kiwnął na mnie głową. Podeszłam do niego i w ciszy
przemierzaliśmy dalszą drogę. Z każdym krokiem coraz bardziej irytowałam się
długością tego korytarza. W końcu doszliśmy do miejsca, w którym na krzesełkach
siedzieli Harry i Niall, a Liam kawałek dalej rozmawiał z lekarzem.
- Co z nim?- zapytałam drżącym od
emocji głosem. Wszyscy siedzieli ze spuszczonymi głowami i nie odpowiedzieli na
moje pytanie. Świetnie! Obróciłam się
w stronę Liama, który właśnie do nas podszedł, skończywszy rozmowę z lekarzem.
- Jak można być takim idiotą-
westchnął Niall, przecierając twarz ze zmęczenia.
- Niall!- Harry posłał
przyjacielowi srogie spojrzenie- Co powiedział lekarz?
- Jak na razie niewiele, muszą
czekać, aż poziom alkoholu w jego krwi się zmniejszy.
- Czy ktoś mi, kurwa, może wyjaśnić,
co takiego się stało?- warknęłam, zaciskając zęby.
- Po tym jak pojechałaś, Zayn
gdzieś wyszedł wściekły, a po kilku godzinach otrzymaliśmy telefon, że
przewieziono go do szpitala. Był pijany i wyskoczył jakiemuś mężczyźnie przed
auto i tamten go potrącił.
- Co? Jak on…? Jego stan jest
stabilny, prawda?- wolałam się upewnić.
- Na razie tak, ale podejrzewają
silny wstrząs mózgu.- dokończył Payne.
***
Siedziałam już ponad osiem godzin w szpitalu, a nie otrzymałam żadnej konkretnej
informacji o stanie Zayna. Każdy lekarz czy pielęgniarka zbywają nas ‘’należy
czekać, przykro nam’’ z wymuszonym współczuciem. Siedząc w tym miejscu, śmiało
mogę stwierdzić, że lekarze są najlepszymi aktorami, jakich kiedykolwiek widziałam.
Udają, że współczują, że jest im przykro i są spokojni, kiedy powinni robić
wszystko, żeby ocalić pacjenta. Świat
jest pełny fałszywości.
Harry pochrapywał
lekko na krześle, obok mnie, a jego loki opadły mu na czoło. Wystawiłam rękę w
jego stronę i zaczesałam mu je do tyłu. Gdy spał, wyglądał jak mały chłopczyk,
co mnie odrobine rozczuliło.
- Państwo są rodziną Zayna Malika?-
podszedł do nas lekarz, czytając z karty dane pacjenta.
- Nie, przyjaciółmi.- odpowiedział Louis,
który wstał, aby być na równi z doktorem.
- Bardzo mi przykro, ale informację
mogę udzielić jedynie rodzinie i…- zaczął mówić formalnym tonem, który jednak
się zmienił, gdy Tommo podał mu zwitek pieniędzy. Lekarz wydawał się być
niewzruszony tym czynem, gdy wkładał pieniądze do kieszeni. Wywróciłam oczami
na głupotę tego człowieka. Przeraża mnie ten świat, gdzie gdy masz kasę, możesz
wszystko.- Pan Malik miał szczęście, że alkohol krążył w jego żyłach, co zniwelowało
odrobinę szkody. Co nie oznacza, że nic mu nie jest. Pan Malik ma połamane kilka żeber, silny wstrząs mózgu i może mieć zaniki
pamięci. Przez pewien czas będzie miał problemy z podstawowymi czynnościami;
jak na przykład oddychanie, ale
wszystko powinno przejść bez głębszych powikłań. Głęboko w to wierzę.
- Czy my możemy go zobaczyć?- Liam
pojawił się obok lekarza z proszącą miną, w czasie gdy ja budziłam Hazzę.
- No dobrze, ale tylko na chwilę. Może
być trochę ospały po lekach, jakich mu podaliśmy.- kiwnęliśmy głowami na znak,
że rozumiemy i dziękując, udaliśmy się w kierunku sali, w której leżał Zayn.
Weszłam tam ostatnia, a widok jaki tam
zastałam, rozrywał moje serce na kawałeczki. Na środku stało łóżko z białą
pościelą, na pod nią leżał On. Jego ciemna karnacja odznaczała się na jasnym
tle. Był podłączony do wielu rurek i maszyn, które irytująco pikały.
- Masz szczęście, że leżysz
połamany, bo mam ochotę ci przypierdolić.- westchnął Harry, podchodząc bliżej
łóżka- Jak można być taki idiotą i …
- Hazz, starczy- upomniał go Louis,
kładąc rękę na ramieniu młodszego przyjaciela.
- Po prostu wszyscy się strasznie o
ciebie martwiliśmy- wyjaśnił Niall, uśmiechając się radośnie.
- Wszystko mnie boli- jęknął żałośnie
Zayn, a na ten dźwięk, każdy kawałeczek mojego rozerwanego serca,
zabolał.- Co ja tam właściwie robiłem?- jego głos był zachrypnięty.
- Nie pamiętasz?- zdziwił się Liam,
posyłając mi ukradkowe spojrzenie. Malik w odpowiedzi lekko kiwnął głową
przecząco, następnie krzywiąc się z bólu.
- Kłóciliście się z Vic i…-
próbował mu wytłumaczyć Tomlinson. - Z kim?
- Ze mną- odezwałam się i również
przysunęłam się bliżej szpitalnego łóżka, skąd miałam lepszy widok na Zayna.
Chłopak zmarszczył brwi, w wyniku czego na jego czole pojawiło się kilka pojedynczych
zmarszczek. Uśmiechnęłam się nieśmiało w jego stronę, czego nie odwzajemnił. Auć. – Słuchaj, wiem, że możesz być zły,
ale porozmawiajmy jak dorośli.
- A
kim ty w ogóle jesteś?- zapytał chłodno, a ja czułam, jak bym dostała właśnie w
twarz. Bardzo, bardzo mocno.
- Co? O co ci teraz chodzi?-
zdezorientowana byłam i szukałam na jego twarzy jakiejkolwiek emocji. Nie
znalazłam.
- Mi o co chodzi? Wchodzisz tu,
kimkolwiek w ogóle jesteś.
A po tych słowach nie czułam
już nic. Wydawało mi się, jakbym ogrodziła się niewidzialną barierą, przez
którą nie czuje nic. A może to z powodu serca, które uleciało wraz z pamięcią
Zayna. A co było w tej sytuacji najgorsze? Dopiero w tamtym momencie zdałam
sobie sprawę z bardzo ważnej rzeczy.
Kochałam Harry’ego, ale to w Zaynie
byłam zakochana.
Kochani, a o to epilog części pierwszej. Przyznam, że pisząc pod koniec się popłakałam :'(
Nie wiem, czy tego się spodziewaliście, czy was zawiodłam, dlatego proszękażdego ( tak, ciebie!) aby skomentował. Piszcie co wam się podobał, co wam się nie podobało. Po prostu podzielcie się ze mną swoją opinią.
Zwiastun drugiej części :
A teraz trochę statystyki:
* Liczba wejść: 90605
* Liczba obserwatorów: 122
* Liczba rozdziałów: 30 +prolog i epilog
* Liczba komentarzy: 952 (w tym spam) -dane z 21.06 godz 016:00 xd
* Jak bardzo was kocham i wam dziękuje: baaaaaaaaaaaaardzooooooooo!
Nawet nie wiecie jak sie cieszę i z jakim zacieszem to piszę. Mam wrazenie, że zwykłem ''DZIEKUJĘ'' nie wystarczy ;)
Jeśli szanujesz mój czas i zaangażowanie przy pisaniu tej historii, to zostaw choc najmniejszy komentarz. Zywkła buźka, kropka, cokolwiek, aby wiedziała, że ktoś to czyta, czytał ;)
Na prolog części drugiej zapraszam 1 lipca o 20:00 !