niedziela, 10 listopada 2013

Chapter Seven

Przypominam o możliwości zadawania pytań bohaterom ;* >KLIK<

,, Człowiek nie jest stworzony do klęski ‘’
~ponad 1 miesiąc później~
Czas płynie nieubłaganie szybko. Czujemy, że życie jest coraz krótsze, a mimo to nie możemy nic zmienić. Niby ‘co ma być to będzie’, ale i tak nie możemy się do końca wyluzować. Martwimy się. Chcemy mieć jak najlepszą przyszłość. Współczuje osobom, które od małego były rozpieszczane, wyręczanie ze wszystkich obowiązków przez innych. Tacy ludzie w późniejszym życie są nieporadni i często tracą pracę- o ile takową znajdą. Wpadają w coraz większe długi, w końcu dobra materialne odbiera się im, a potem co mają zrobić? Tu opinie są sprzeczne. Jedni decydują się skończyć ze sobą i własnym, nędznym życiem. Inni zaś szukają pomocy. Niewiele jest ludzi, którzy się nie poddają, walczą do samego końca. Czytałam kiedyś całkiem niezłą książkę.* Motywującą opowieść o starym człowieku, który utrzymywał się z rybołówstwa i od osiemdziesięciu czterech dni nic nie złowił. Podziwiałam jego postać. Ja po kilku razach bym się poddała, a on próbował dalej. Co ja mówię? Nie tylko próbował, ale także złowił rybę i to największą w swoim życiu, a trochę pewnie ich było. W obecnych czasach łatwiej siedzieć i czekać na cud niż zacząć działać samemu.  
Co się zmieniło w moim życiu przez ten czas? Oprócz tego, że kupiłam malutkie mieszkanko i zaczęłam pracować w kawiarni to chyba nic szczególnego. Ah, zapomniałabym. Niedługo ogłoszą wyniki, kto dostał się do kolejnego etapu X-Factora. Nie zależy mi na wygranej czy sławie. Do szczęścia mi to nie jest potrzebne. Chciałabym bliżej poznać swojego ojca. Dowiedzieć się jaki jest, jakie ma zainteresowania i może jak się uda, to dlaczego zostawił moją rodzicielkę. Co do koperty wraz z jej zawartością, którą kiedyś dostałam to… Nic konkretnego w tej sprawie nie zrobiłam. Wiele razy próbowałam. Miałam nawet zapisany numer tej osoby, ale za każdym razem brakowało mi odwagi, by nacisnąć zieloną słuchawkę. Te rzeczy trzymam w szufladce szafki nocnej w mojej sypialni.
-EJ! Żyjesz?- pomachała mi przed oczami Carter. Zapomniałabym- Carter to chodzący wulkan energii! Ta brązowooka brunetka ciągle nuci pod nosem, a uśmiech nie schodzi jej z twarzy. Pracujemy razem w kawiarni o wdzięcznej nazwie Felicita. Naszym szefem jest miły, starszy pan, a atmosfera pracy nade przyjemna. Powiedziała bym, że jak na razie mi się układa, ale nie zrobię tego! Dlaczego? Bo kiedy wreszcie coś mi wyjdzie, zaraz coś się musi stać i tracę wszystko. Nie chce tego, tak bardzo się boje. Boje się, ze pewnego dnia zabraknie mi siły na naprawę rzeczywistości. – Ty mnie wcale nie słuchasz- zasmuciła się brunetka.
- Przepraszam. Ja po prostu… em zamyśliłam się- odpowiedziałam, a po chwili panna Pierce dalej kontynuowała swoją opowieść o tym, jak trudno jest jej być wolontariuszką w schronisku, bo chciałaby każde bezdomne zwierzę przygarnąć. Mogę śmiało stwierdzić, że ona ma wielkie serce i chęci, by zmieniać świat. Otrząsnęłam się z stanu moich przemyśleń i wstałam z sofy na zapleczu naszego miejsca pracy. To jest nasz kącik, w którym zostawiamy swoje rzeczy, bądź odpoczywamy w czasie przerw. Przewiązałam przez biodra kremowy fartuszek. Był on mały, wykonany w miękkiego materiału i można było na nim dostrzec nazwę lokalu wyszytą złotą nicią. Za kilka minut otwieramy, a zostało jeszcze pościerać stoliki. W ręce wzięłam ściereczkę i zaczęłam wykonywać swoje obowiązki.
***
Podniosłam leniwie powieki i ręką wyłączyłam budzik. To już dzisiaj! Nie mogę się doczekać. Wstaję z łóżka i kieruje się w stronę łazienki. Ściągnęłam w siebie krótkie spodenki i za dużą o kilka rozmiarów koszulkę, czyli rzeczy, które nazywam piżamą. Weszłam pod prysznic i pozwoliłam, aby ciepłe strużki wody zmoczyły moje ciało. Po kilku minutach wyszłam odświeżona i zrelaksowana. Ciało owinęłam puchatym ręcznikiem, a mokre włosy zawinęłam w turban. Podeszłam do małej szafy, stojącej w moim pokoju i wyjęłam z niej ciuchy. Dziś założyłam na siebie bordowe rurki, a do tego czarną, luźną koszulę. Na ręce zawiesiłam bransoletkę, a na szyję naszyjnik. W  łazience wysuszyłam włosy suszarką, i wyprostowałam je. W ekspresowym tempie się pomalowałam i wyszłam na korytarz. Na nogi założyłam czarne botki za kostkę, a na siebie założyłam czarny płaszcz. Zima zbliża się do nas wielkimi krokami, niestety. Już skórzana kurtka i zwykłe trampki nie wystarczają. Zamknęłam mieszkanie, klucze wrzuciłam do torebki i zbiegłam po schodach. Doszłam szybkim krokiem na przystanek, potem wsiadłam do autobusu i zajęłam wolne miejsce koło szyby. Do uszu wsadziłam słuchawki i puściłam jedną z moich ulubionych piosenek. Niektóre covery są lepsze, niż wykonania oryginalne. Po jakimś czasie wysiadłam z autobusu i szłam w kierunku kawiarni. Musiałam trochę przyspieszyć kroku, aby się nie spóźnić. Wchodząc do lokalu usłyszałam charakterystyczny dźwięk dzwoneczka, oznaczający o przybyciu nowej osoby. Płaszcz powiesiłam na wieszaku i tradycyjnie zawiązałam swój fartuszek wokół bioder. Carter jeszcze nie było, co jest dziwne, bo zawsze przychodzi pierwsza i emanuje od niej pozytywna energia. Wykonałam dokładnie wszystkie czynności przed otwarciem lokalu i miałam chwile przerwy. Wyczekiwałam, wręcz nie mogłam się doczekać wiadomości, czy się dostałam.
- Przepraszam za spóźnienie, ale jak szłam zobaczyłam takiego słodkiego chłopczyka i on płakała- nawijała brunetka z taką prędkością, że ledwo wyłapywałam słowa płynące z jej ust – i zrobiło mi się go szkoda, więc szukałam z nim jego mamy, bo się okazało, że biedaczek się zgubił. Potem jak chciałam to zgłosić okazało się, że jego mama go ujrzała. I wszystko skończyło się szczęśliwie.- skończyła swoją opowieść i znów się uśmiechała. To niesamowite, jak tej dziewczynie zmienia się humor. Jeszcze niedawno miała łzy w oczach na wspomnienie chłopca, a teraz się cieszy. Zajęłyśmy się pracą i czas płynął szybko. Obsługiwałam właśnie straszą panią, naszą stałą klientkę, kiedy zadzwonił mój telefon. Przeprosiłam kobietę i poprosiłam Carter, żeby mnie na chwilę zastąpiła. Brązowooka bez zastanowienia się zgodziła, więc weszłam do pokoju dla pracowników i odebrałam połączenie.
-Halo- zaczęłam swoim pytanie.
- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Victorią West?- grzecznie przytaknęłam i czekałam na dalsze informację.- Jestem jednym z pracowników talent show X-Factor. Dzwonie do pani, aby przekazać, że niestety nie dostała się pani. Bardzo mi przykro.- ta jasne, bo ci uwierzę. Doskonale wiedziałam, że nie jest mu przykro, ale mówi jedynie wyuczone formułki. Mi było przykro. To była moja jedyna szansa na poznanie Simona. Teraz wszystko przepadło.
- Dziękuje za informację- odpowiedziałam beznamiętnie i się rozłączyłam. Po moim policzku popłynęła samotna łza. Vic, nie będziesz przecież z takiego błahego powodu płakać! Nawet sama siebie nie przekonałam. Kciukiem starłam słoną ciecz i głośno westchnęłam. Dlaczego tak bardzo mi na tym zależało? Przeżyłam osiemnaście lat bez niego, więc dlaczego teraz jest mi smutno? Może dlatego, ze dokładnie pamiętam, gdy po moim występie wstał i powiedział mi, że jestem najlepsza? A może to świadomość, ze będąc blisko niego, byłabym blisko Harrego. Idiotko, miałaś o nim zapomnieć!- skarciłam się w myślach. Teraz to już nie ważne. Wszystko przepadło. Takie jest życie. Lajf is brutal!

* Mowa tu o książce: ,,Stary człowiek i morze''

*************************************************************
 Yo! Przybywam z nowym rozdziałem ;) Mam nadzieję, ze się spodoba. Dodałam Carter do bohaterów, więc zapraszam do zapoznania się z nową postacią. Rozdział trochę smutny, ale to wprowadzenie do kolejnego. Dzięki za komentarze, wejścia, obserwatorów i głosowanie w ankiecie. Weszłam, a tu 57 osób zaznaczyło, ze czyta! Myślałam, ze na zawał padnę :D Niedługo kolejny, a teraz... Smile ;)   /Mała Wariatka





czwartek, 31 października 2013

Chapter Six

Czytających proszę o odpowiedź w ankiecie. Dla was to dwa kliknięcia, a dla mnie ogromna motywacja!


,, Blizny przypominają  nam, że przeszłość była rzeczywistością ‘’

Nie zawsze wszystko idzie po naszej myśli. Za dużo czasu marnujemy na planowanie. Jak to mówią Carpe Diem – czyli chwytaj dzień. Do niedawna moim jedynym planem życiowym było wstać -> przeżyć -> iść spać… Głupie nie? Nie wierzyłam w szczęście, ale to tylko z jednego powodu: zabrakło mi wiary w SIEBIE. Tak, to najczęstszy błąd jaki człowiek może popełnić. Dołujemy się sami myśląc o sobie jedynie w negatywny sposób. Wyolbrzymiamy swoje wady, zapominając o zaletach, które każdy posiada. Postanowiłam sobie jedno: nie będę oglądać się za siebie, bo wpływu na przeszłość nie mamy, a przy okazji ucieka nam teraźniejszość. Zamknęłam kolejny rozdział w swoim życiu, zwany Tęsknota i żal.
Wstałam z łóżka przeciągając się po spaniu. Dzisiejszej nocy nie spałam zbyt dobrze. Cały wczorajszy wieczór zastanawiałam się jak odzyskać komórkę. Jedyne co mi przyszło do głowy to spotkać się z jednym z nich i zrobić wymianę. Niby banalne, ale nie uśmiecha mi się tan pomysł. Narzuciłam na siebie ciemne rurki, a do tego ciemno zielona bluza z kapturem i czarne trampki. Włosy związałam w koka, z którego wystawały pojedyncze kosmyki. Weszłam do łazienki i stanęłam przed lustrem. Zaczęłam robić głupie miny różnego rodzaju, wystawiać język, krzywić się. Te miasto źle na mnie wpływa, zdecydowanie! Ale gdzieś w środku cichutki wewnętrzny głosik podpowiada mi, że to dobrze. Zmieniam się, jestem pewna czego chce dokonać i zrobię to. A ci, którzy we mnie nie wierzą? No cóż, płakać z tego powodu nie będę- już nie! Będę walczyć tak długo, aż sama któregoś dnia nieskromnie przyznam, że wszystko czego chciałam zdobyłam. Kiedy już skończyłam bawić się mimiką twarzy, wykonałam makijaż. Delikatniejszy niż zazwyczaj, ale oczy musiałam mocniej podkreślić. Wyszłam w pomieszczenia, w którym się znajdowałam i usiadłam na łóżku. Wzięłam telefon Liama i do ręki i przez chwile obracałam go w dłoniach. Weszłam w kontakty, a potem w ostatnio używane. Ostatni raz dzwonił do… Harrego. Nie, dzięki. Sprawdzamy dalej Vicky, jakiś Niall. On jeszcze nie zdążył mi podpaść, więc warto spróbować. Nacisnęłam zieloną słuchawkę i przyłożyłam urządzenie do ucha.
- Liam? Jeśli dzwonisz, żebym ci coś przyniósł z kuchni, bo ci się dupy nie chce podnosić z kanapy to odpowiadam, pieprz się Payne.- chłopak nie dał mi dojść do słowa i nawijał jak najęty. W pewnej chwili nie wytrzymałam i krzyknęłam do słuchawki najgłośniej jak się da.
- Ogarnij się człowieku!- po drugiej stronie cisza. I o to mi chodziło. – Słuchaj, wiem że to głupio zabrzmi, ale dałbyś mi Liama do telefonu?- i znowu głucha cisza. Westchnęłam zrezygnowana i już miałam się rozłączyć, kiedy po drugiej stronie usłyszałam inny głos.

- Emm… słucham?- zapytał lekko zakłopotany
- Pamiętasz może, jak nieudolnie na mnie wpadłeś i moja czekolada wylądowała na twojej bluzie? No więc, mam twój telefon, a ty masz mój. – skończyłam swoją kwestie i czekałam na ruch chłopaka.
- Za 30 min pod Starbucksem, nie spóźnij się- odezwał się chłodnym głosem i rozłączył. Tiaa, raczej nie ma ze mną przyjemnych wspomnień. Nie wiedzieć czemu kąciki moich ust powędrowały w góry, tworzący przy tym szeroki uśmiech. Może to wredne, ale odpowiada mi. Wzięłam na kolana laptop i przeglądałam różne strony internetowe. Na koniec zalogowałam się na swoje konto na Facebook’u i Twitterze. Poprzeglądałam posty znajomych i spostrzegłam, która jest godzina. Jak poparzona zamknęłam laptopa i wpadłam do łazienki, aby poprawić makijaż i fryzurę. Założyłam czarną, skórzaną kurtkę i wyszłam z pokoju, zamykając uprzednio drzwi na klucz. Zjechałam windą na dół i szybkim krokiem kierowałam się w stronę umówionego miejsca. Dzisiejsza pogoda? No cóż, szału nie ma. Kropi deszcze i wieje zimny wiatr. Zapięłam kurtkę pod samom szyję, a ręce schowałam do kieszeni. Muszę przyznać, że jestem na tyle inteligentna, aby pomalować się wodoodpornym tuszem do rzęs, bo inaczej nie wiem jak bym teraz wyglądała. Otworzyłam drzwi od lokalu, weszłam do środka i szukałam chłopaka. Z racji, że go nie znalazłam zajęłam wolny stolik znajdujący się przy oknie, w samym rodu kawiarni. Zdjęłam kurtkę i powiesiłam ją na wieszak. Podeszłam do lady i zamówiłam gorącą czekoladę. Mam nadzieję, że chociaż ona mnie rozgrzeje.  Czekając na zamówienie wpatrywałam się w okno. Pełno ludzi tłoczyło się na chodnikach, niektórzy szybko, inni zaś wolniej dreptali nogami. Mimo padającego dosyć mocno deszczu, ludzi było sporo. Zawsze mnie zastanawiało to. Leje- dużo ludzi. Słońce świeci- dużo ludzi. Chyba nigdy tego nie ogarnę. Byłam na tyle zajęta podziwianiem widoku, że nie zauważyłam przysiadających się dwóch chłopaków, a może raczej młodych mężczyzn? Mniejsza. Z pod szarego kaptura jednego z nich wystawały blond włosy, postawione na żel, jak mniemam. Kiedy owy chłopak ściągnął okulary i wpatrywał się we mnie błękitnymi oczyma. Miały w sobie głębie, można by je porównać do oceanu. Spojrzałam naprzeciw siebie i ujrzałam znajomą mi twarz z kilkudniowym zarostem. W tym samym momencie, do stolika podeszłam kelnerka, stawiające przede mną zamówiony wcześniej napój. Przy okazji przyjęła również zamówienie blondyna i Liama. Notowała wszystko uważnie, po czym odeszła w stronę lady. Wzięłam łyk mojego napoju i postawiłam z powrotem filiżankę przed siebie. Nastała niezręczna cisza, która zaczęła mnie irytować.

- Ostatnim razem nie mieliśmy okazji się poznać- przerwał cisze Payne, o dziwo przyjaznym tonem. – Liam Payne, a to- wskazał na blondynka- Niall Horan. Ale ty pewnie o tym wiesz. – skończył i uśmiechnął się zawadiacko, a na sam tego widok miałam ochotę się głośno roześmiać. Postanowiłam jednak zachować powagę.
- Victoria West- odwzajemniłam uśmiech.
- No no stary – odezwał się Niall, o ile kojarzę.- nie wspominałeś, że masz takie znajomości- po jego słowach razem z brunetem spojrzeliśmy na niego pytająco.
- Jestem twoim fanem, dasz mi autograf?- kontynuował Horan. Liam patrzył na niego jak na nienormalnego, a ja siedziałam zmieszana, bo nie wiedziałam o co chodzi. – Jesteś Victoria- powtórzył, jakby chcąc się upewnić – oglądaliśmy jej występ w X- Factorze, nie pamiętasz?
- Aaa tak. Przypominam sobie- brunet otworzył szerzej oczy i zaczął dziwnie gestykulować rękoma. – Masz niesamowity głos- pochwalił mnie. Ja jako odpowiedź odburknęłam ciche dzięki. Lubię komplementy, jak każda dziewczyna i nie tylko, ale po nich za bardzo nie wiem jak się zachować, jak na nie zareagować. Chwilę jeszcze prowadziliśmy ‘’ rozmowę’’, a raczej chłopaki coś opowiadali, a ja przytakiwałam.

- OMG!!! Tam siedzi One Direction!!!- ktoś w pomieszczeniu krzyknął i usłyszałam piski. To dziwne, ze człowiek może wydawać dźwięki o takiej częstotliwości.

- To my lecimy do zobaczenia- krzyknął odbiegając od stolika blondyn. Oby nie, oby nie!- modliłam się w duchu. Z racji, iż wcześniej zapłaciłam za zamówiony napój, nałożyłam na siebie kurtkę i schowałam swój telefon do kieszeni spodni. Zgadza się, nareszcie MÓJ telefon! Oby więcej taka przygoda mi się nie przytrafiła. Wracałam do hotelu, w którym aktualnie pomieszkuje. Parę razy wpadłam na kogoś, innym razem ktoś wpadł na mnie. Czułam się jak jakiś worek treningowy. Prawie cały dzień spędziłam w kawiarni, więc wracałam dosyć późno i przyglądałam się świecącym wystawą sklepowym, ulicą oświetlonym przez latarnie. Niekiedy przy drodze mijałam przystrojoną dynie. No tak jutro Halloween. Wjechałam windą na górę i zamknęłam drzwi pokoju, po moim wejściu do niego. Ściągnęłam buty, kurtkę i usłyszałam pukanie do drzwi. Otworzyłam je z przyklejonym uśmiechem, bo po prostu padałam. Byłam strasznie zmęczona, marzyłam jedynie o śnie. Czy to tak dużo?  Najwyraźniej. CO się ze mną dzieje? Zaczęłam sama odpowiadać na pytania zadane również przeze mnie. Niezła schiza, nie ma co. Otworzyłam drzwi, za którymi stał portier z kopertą. Oddał ją w moje ręce i po wypowiedzianym dobranoc, zniknął. Zamknęłam z powrotem drzwi i z kopertą w ręce usiadłam na łóżku. Była ona od pani Margaret. Mogłam się tego spodziewać, bo tylko ona zna mój adres. Właściwie to tylko ona chce wiedzieć, co się ze mną dzieje. Inni mają mnie gdzieś, jak widać ze wzajemnością. Otworzyłam kopertę i wyjęłam z niej drugą kopertę. Przyglądałam się jej zdziwiona, ale i też zmęczona tą sytuacją, jak i całym dniem. Otworzyłam drugą kopertę… to już się robi chore! Tym razem wyjęłam z niej kartkę na której widniał numer telefonu i nazwisko danej osoby. Pod spodem dopisek: Zależy mi na twoim telefonie ;). Kto w tych czasach pisze jeszcze listy? Kiedy z zamiarem odłożenia kartek, z jednej koperty wypadła karta kredytowa. O co do cholery w tym wszystkim  chodzi?!?

********************************************************************
Nadciągam z kolejnym rozdziałem! Łapcie ;)  Wow wyrobiłam się w tydzień, aż sama w to nie wierze. To dzięki waszym wejściom, komentarzom, i kolejnym obserwatorom! <3 Wielkie dzięki kochani <3
CZYTASZ=KOMENTUJESZ=UŚMIECH WYWOŁUJESZ+ WENĘ PRZYWOŁUJESZ

Takie tam Halloween-owe z Dynią ;p


Buziaki ;*** / Mała Wariatka ;D

czwartek, 24 października 2013

Chapter Five

CZYTASZ=KOMENTUJESZ


,, Bo każdy upadek ukształtował mój charakter ‘’
   Niewiele jest osób, które śmiało podążają za swoimi pragnieniami. Najczęściej ludzie boją się porażki, zniechęcają się poprzez okrągłe myślenia: CO BY BYŁO GDYBY? Stale zadają sobie pytania, na które za wszelką cenę chcą znaleźć odpowiedz, co nie zawsze im wychodzi. Żyjąc w taki świecie śmiało mogę stwierdzić, że człowiek najbardziej boi się odrzucenia przez drugiego człowieka. Pragniemy stale odczuwać bliskość drugiej osoby, chcemy jej zrozumienia i pomocy w ciężkich dla nas chwilach. Tak czasami jak sobie siedzę i myślę, to wszystko w życiu jest tymczasowe , więc jeśli coś idzie dobrze trzeba się cieszyć, bo nie będzie trwać to wiecznie. A jeśli coś idzie źle nie martw się, to też nie będzie trwać w nieskończoność. Następnie bardziej zagłębiam się w ten temat i dochodzę do wniosku, że to tylko optymiści próbują nam wmówić takie rzeczy. Prawda jest taka, że wczoraj było chujowo, dzisiaj jest chujowo i jutro też będzie chujowo. Czyżby wreszcie długo oczekiwana stabilizacja?
 Ludzie często znajdują się w stresujących sytuacjach. Nie mogą opanować drżenia rąk i pesymistycznych myśli. Właśnie znalazłam się w takiej sytuacji. Po kilku godzinnym oczekiwanie na swoją kolej byłam spokojna, ale gdy usłyszałam: za 5 minut wchodzisz, nogi ugięły się pode mną ze zdenerwowania. Stałam z mikrofonem w ręce, a wokół mnie krążyło multum ludzi, to z kamerami, to ze światłami czy innymi rzeczami, których nazw nie znam. Ubrana byłam z czarne skórzane rurki, czerwoną koszule w kratkę z rękawami ¾ , do której przyczepiony był pasek tymczasowo oplatający moją talie. Jako iż dziś wyjątkowy dzień, zdecydowałam się na buty na obcasie. Uwierzcie mi, że to jakieś święto, bo dla mnie założenie ich to najgorsza kara. A więc to dzisiejszej stylizacji nałożyłam jeszcze czarne lity, a nadgarstki przykryłam dużą ilością bransoletek. Ostatni raz poprawiłam koszule, poprawiłam w dłoni mikrofon. Wdech- wydech i stabilnym krokiem weszłam na scenę. Przywitały mnie ciche brawa, ale jednak brawa, a to już coś. Podeszłam bliżej i ujrzałam cztery twarze mi się przyglądające. Wśród nich był on. Jak tak patrzę, to nie jesteśmy podobni. Inny kolor oczu, inny kształt twarzy. Jedyne co dostrzegłam to niemal identyczny kolor włosów, zanim ja swoje przefarbowałam oczywiście, a wśród jego wystawało kilka siwych.
- Przedstaw się nam, z kąt i z kim przyjechałaś i co zaśpiewasz- odezwała się jakaś brunetka, z tego co mi się przypomina to chyba Cheryl. Wykonała gest, aby dodać mi odwagi do mówienia.
- Nazywam się Victoria West- po moich słowach Simon zaczął mi się dokładnie przypatrywać, ale po chwili  zrezygnował i wrócił do zapisywania czegoś w swoim notatniku. – Przyjechałam z okolic Nowego Yorku i zaśpiewam piosenkę P!nk – Fuc*in Perfect
- A z kim przyjechałaś? – dopytywał Louis Walsh.
- Sama- odpowiedziałam beznamiętnie. Juror jedynie wzruszył ramionami.
- No to zaczynaj- uśmiechnęła się Cole, a ja usłyszałam pierwsze dźwięki piosenki. Po chwili moje ciało opuściły wszystkie negatywne emocje, strach. Nie liczyło się nic. Byłam tylko ja i muzyka. No i jurorzy i widownia i kilka milionów widzów, ale to pomińmy.


Made a wrong turn, once or twice /  Wybrałam złą drogę, raz czy dwa
Dug my way out, blood and fire /  Lecz wywalczyłam ją krwią i ogniem
Bad decisions, that's alright /   Złe decyzje, w porządku
Welcome to my silly life /  Witaj w moim głupim życiu

Mistreated, misplaced, misunderstood  /  Poniżana, zagubiona, niezrozumiana
Miss 'No way, it's all good', it didn't slow me down /  Panna: "Nic się nie stało, wszystko jest w porządku", nie złamało mnie to
Mistaken, always second guessing, underestimated /  Myląca się, zawsze drugie podejście, niedoceniana
Look, I'm still around /  Spójrz, wciąż tutaj jestem

Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel /  Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect /  Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel like you're nothing /  Pięknie, pięknie proszę, jeśli kiedykolwiek poczujesz się jakbyś był niczym
You're fuckin' perfect to me /  Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny

You're so mean when you talk about yourself; you were wrong /  Jesteś tak podły, gdy mówisz o sobie, jesteś w błędzie
Change the voices in your head; make them like you instead /  Zmień głosy w twojej głowie, spraw, by zamiast tego cię polubiły

So complicated, look happy, you'll make it /  Tak skomplikowane, spójrz, szczęściarzu, możesz to zrobić
Filled with so much hatred, such a tired game / Wypełniony tak wielką nienawiścią, co za męcząca gra
It's enough; I've done all I can think of / Dość tego, zrobiłam wszystko, co przyszło mi do głowy
Chased down all my demons, I've seen you do the same / Przegoniłam wszystkie moje demony, widzę, że robisz to samo

Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel / Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect / Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel like you're nothing / Pięknie, pięknie proszę jeśli kiedykolwiek poczujesz się, jakbyś był niczym
You're fuckin' perfect to me / Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny

The whole world's scared so I /   Cały świat bał się, więc ja
swallow the fear / pozbyłam się lęku
The only thing I should be drinking is an / Jedyną rzeczą, którą powinnam pić,
ice cold beer / jest lodowato zimne piwo
So cool in lie, / Tak dobrzy w kłamaniu i
and we try try try , /  staramy się, staramy, staramy,
but we try too hard and / ale staramy się za bardzo i
it's a waste of my time /  marnujemy mój czas
Don't looking for the critics, / Skończyłam szukać krytyków,
cause they're everywhere / bo oni są wszędzie
They don't like my jeans; / Nie lubią moich dżinsów,
they don't get my hair / nie podoba im się moja fryzura
Exchange ourselves, / Dziwni my -
and we do it all the time / i robimy to przez cały czas
Why do we do that? / Dlaczego to robimy?
Why do I do that?  / Dlaczego to robimy?
Why do I do that? / Dlaczego to robimy?

Pretty, pretty, pretty / Pięknie, pięknie, pięknie
Pretty, pretty please, don't you ever, ever feel / Pięknie, pięknie proszę, nie czuj się kiedykolwiek
Like you're less than fuckin' perfect / Jakbyś był mniej niż zajebiście perfekcyjny
Pretty, pretty please, if you ever, ever fee /l Pięknie, pięknie proszę jeśli kiedykolwiek poczujesz się, jakbyś był niczym
Like you're nothing, you're fuckin' perfect to me / Dla mnie jesteś zajebiście perfekcyjny
You're perfect, you're perfect / Jesteś idealny, jesteś idealny
Pretty, pretty please, if you ever, ever feel /  Bardzo, bardzo proszę, jeśli kiedykolwiek, kiedykolwiek poczujesz
Like you're nothin' you are perfect to me / Jakbyś był niczym, dla mnie jesteś idealny

Skończyłam drżącym głosem wykonywać utwór. Lubiłam go, a nawet bardzo. Był taki prawdziwy, pisany sercem. To nie tak, jak niektóre osoby tworzą ‘nie do końca dobrą’ muzykę, ale mają miliony odtworzeni w internecie, bo w teledysku odsłonią więcej. Dlatego, według mnie prawdziwą artystką można nazwać P!nk. Zacisnęłam usta w wąską linie, czekając na werdykt jurorów. To dla mnie jak być, albo nie być. Chciałabym się dostać i poznać bliżej Simona, który jak pokazują papiery jest moim biologicznym ojcem. Prowadzący program mówił coś, potem Cheryl, za nią Walsh. Nie liczyły się dla mnie zbytnio ich słowa. Najbardziej mi zależało na choć jednym pozytywnym słowie od niego.
- Nie zgadzam się z moimi partnerami- powiedział niemal grobowym tonem, a po moim ciele przebiegł nieprzyjemny dreszcz, a wewnętrzny głos podpowiadał, żebym uciekała jak najdalej. Jak na mnie przystało, oczywiście olałam go i byłam ciekawa co jeszcze usłyszę z ust teraźniejszego mówcy. – Oni uważają, że jesteś jedną z lepszych wokalistek tej edycji. Ja wiem, że jesteś najlepsza- wstał i zaczął głośno klaskać, a publiczność znajdująca się na Sali poszła w jego ślady. Moje oczy miały w tej chwili mniej więcej rozmiar piłeczek golfowych, co nie jest normalne. Lekko zawstydzona spuściłam głowę. Pozostali jurorzy również w niemałym szoku wstali. Po jakimś czasie się ogarnęli i zagłosowali. Nie wiem jak to opisać, ale byłam przeszczęśliwa, kiedy dostałam cztery głosy na ‘’tak’’. Podziękowałam i weszłam z powrotem za kulisy. W głowie rozbrzmiewały mi słowa Cowella: ,,Jesteś najlepsza’’.
***
Aby uczcić mój malutki sukces, wybrałam się do Starbucks’a. Zamówiłam orzechowe latte i jakeś małe ciastko z kremem. Usiadłam przy stoliku w rogu sali i czekałam na zamówienie. Nie musiałam długo czekać, bo po chwili dosyć szczupła, rudowłosa dziewczyna przyniosła zamówione przeze mnie rzeczy i wracając pozbierała ze stolika obok brudne naczynia. Ustawiła je starannie na tacy i odwracając się wpadła na chłopaka z burzą loków na głowie. Raczej to on wpadł na nią. Huk, jaki wywołało tłuczone szkło przykuło uwagę chyba wszystkich znajdujących się w lokalu. Rudowłosa pobledła i zaczęła w trybie natychmiastowym przepraszać zielonookiego bruneta, który jak gdyby nigdy nic rzucił coś typu: ,,Dopilnuje, żebyś straciła tę pracę’’ i wyszedł. Gdy wszystkie szkła z ziemi zostały dokładnie posprzątane, dziewczyna została wezwana do gabinetu swojego szefa. Co za cham! Nie dość, ze to on wpadł na niczemu niewinną dziewczynę, to ona ma stracić prace? Te społeczeństwo schodzi na psy. Z racji tego, że przesiedziałam w kawiarni ponad godzinę, przy wyjściu zamówiłam jeszcze shake’a czekoladowego. Uwielbiam czekoladę i wszystko co z nią związane. Nie należałam do osób, które wszystko co zjadły to przeliczały na kalorie. Pasowała mi moja sylwetka i dziękuję za takie dobre geny, dzięki którym mam dobrą przemianę materii i nie tyje. Wychodząc owionął mnie chłodny wiatr, a na ciele pojawiła się gęsia skórka. Spojrzałam na ekran telefonu, żeby dowiedzieć się, która godzina i w tym samym momencie zderzyłam się z kimś, kto również zagapiony był w swoją komórkę. Obydwa telefonu upadły na ziemie, aż cud że szybka cała. Wyprostowałam się i ujrzałam przed sobą krótko ściętego bruneta w kurtce jeansowej, spod której wystawało kawałek czerwonej bluzy z kapturem. Na ciuchach chłopaka dostrzegłam swój napój i przykro mi się zrobiło. Jak jeszcze przypomniałam sobie, że nasze telefonu leża na ziemi… Irytowała mnie ta cała sytuacja. Schyliłam się i ujrzałam dwa identyczne komórki. Dwa czarne iPhone, niczym się od siebie nie różniące, nie wiedząc nic podniosłam leżący najbliżej mojej nogi i schowałam do kieszeni swojej kurtki.
- Uważaj jak chodzisz- warknęłam w stronę chłopaka.
-Ja? To ty masz na sobie coś przypominające gówno z mlekiem?- zripostował a ja byłam pod wrażenie. Oczywiście nie dałam mu tej satysfakcji.
- A wiesz, że do twarzy ci z nim? Idealnie się ze sobą to komponuje- wykonałam ruchy rękami pokazujące to na twarz chłopaka, to na plamę na bluzie.
- Czyli uważasz, że jestem przystojny? No no- pokiwał głową w zadumaniu, a ja udawałam, że chce mi się rzygać.
- Chyba raczej śmieszny- zaśmiałam się wrednie.
- I przystojny i zabawny? Coraz lepiej- brunet posłał mi chytry uśmieszek.
- Ani przystojny ani zabawny. Śmieszny w sensie hahaha- moja twarz przybrała grymas zniecierpliwienia, więc wyminęłam chłopaka, do którego po chwili podbiegł drugi chłopak. Ten miał na sobie czerwone rurki i czarną skórę na białej bluzce w paski.
- Liam, chodź już !- tylko tyle usłyszałam, bo moje myśli ogarnął obraz chłopaka w lokach. Ten uśmiech, te dołeczki, ta zieleń w oczach. Wiedziałam, że go skądś kojarzę. Po powtórzeniu faktów moje oczy się zaszkliły i przypomniał mi się Harry. Ten sam, którego próbuje zapomnieć przez ostatnie trzy lata. Zmienił się. Już nie jest tym wiecznie uśmiechniętym nastolatkiem, a zadufanym w sobie egoistą bez empatii. Prawie wbiegłam przez hol do windy, i jechałam nią na piętro, na którym mieszkam. Szybkim ruchem przekręciłam zamek w drzwiach, a te ustąpiły i znalazłam się w pokoju, który tymczasowo zamieszkuje. Muszę w końcu kupić jakieś mieszkanie. Poczułam wibracje w kieszeni, więc wyjęłam telefon i przejechałam palcem po ekranie.
- Halo?- Zapytałam
- No w końcu się dodzwoniłem- ktoś po drugiej stronie odetchnął z ulgą- Liam, gdzie wy jesteście?
- Yyy jaki Liam?- spytałam zmieszana całą tą sytuacją- Kim ty w ogóle jesteś?
- Zayn Malik. Boski wokalista zespołu One Direction i obiekt westchnień milionów kobiet, jak nie więcej- po jego słowach miałam ochotę przybić piątkę… swojej głowie.
- Wystarczyło imię. Nie znam żadnego Liama, to jakaś pomyłka.- Rozłączyłam się zanim ten ktoś zdążył odpowiedzieć.


Liam, Liam, Liam… Tak to ten z plamą z mojego shake’a. One Direction? To ten zespół Harrego, a Zayn? To musi być ten debil z taksówki. Oczywiście, bo kto ma takie szczęście jak ja? NIKT! Weszłam w zdjęcia znajdujące się na telefonie. Pełno brunetki w kręconych włosach, tego zespoliku, i ludzi, jakby zdjęcia z jakiegoś koncertu. Jedno jest pewne: Muszę odzyskać swój telefon!
*******************************************************************
Oddaje kolejny rozdział w wasze ręce! Przepraszam, ze tak długo nie dodawałam, ale codziennie wracam o 16 do domu, a w środy i soboty jestem wolontariuszką w schronisku ;)   Postaram się kolejny napisać na za tydzień, trzymajcie za mnie kciuki :D


CZYTASZ=KOMENTUJESZ

Mam prośbę, aby każdy kto czyta odpowiedział na pytanie w ankiecie! Dla was to dwa kliknięcia  a dla mnie motywacja ;) Całuje :*

sobota, 28 września 2013

Chapter Four


 

,, Do niektórych ludzi należy uzbroić się w cierpliwość, wyrozumiałość, a czasem w dobrą patelnię ’’

      Mieliście kiedyś uczucie, że wasze życie to jedna wielka monotonia? Codziennie wykonywane te same czynności, które stały się już rutyną? Siedzicie i macie wrażenie, ze życie ucieka wam bezpowrotnie, a wy nawet nie wiecie jak to zmienić. Przyzwyczailiście się do tego, zaakceptowaliście to. Często mam tak samo, a właściwie miałam. Jestem człowiekiem szybko się nudzącym i uwielbiam zmiany, zwłaszcza te na lepsze co od kilku lat zdarza się bardzo sporadycznie. Wstawałam rano, jadłam śniadanie, męczyłam się w szkole, po obiedzie praca i wykończona marzyłam tylko o śnie. Teraz czuję się wolna, chodź powinnam jeszcze chodzić do szkoły to mam to kompletnie gdzieś.

       Znudzona czekam na taksówkę, która jakoś niespecjalnie się spieszy do mnie. To musi być ciekawy widok: Dziewczyna ubrana w mrocznym stylu, tupie nogami i nie przejmuje się, że ludzie przechodzący obok mierzą ją wzrokiem jak jakąś nienormalną. Wreszcie nadjechał wyczekiwany pojazd, więc wsiadłam do niego uprzednio wkładając bagaże. Już miałam zamykać drzwi, kiedy wleciał do niej jakiś chłopak w kapturze i okularach słonecznych. Tak ta ja jestem ta dziwna, bo lubię czerń a chłopak w kapturze i okularach słonecznych- chociaż nawet słońca na niebie nie widać- jest normalny? I jeszcze bezczelnie wpycha się do zajętej taksówki krzycząc: Niech pan rusza! Kierowca posłuchał ‘pasażera na gapę’ i odjechał z piskiem opon.

- Gdzie jechać- spytał kierowca zerkając w lusterku to na mnie to na tego drugiego.

- Na … - chłopak chciał odpowiedzieć, ale mu przerwałam

- Do centrum proszę- powiedziałam kierowcy i rzuciłam wredny uśmieszek temu obok. Chłopak zdjął kaptur i przeczesał dłonią swoje średniej długości ciemno brązowe włosy, a jego oczy były ślicznie czekoladowe, co dostrzegłam po zdjęciu przez niego okularów. Mierzył mnie wzrokiem przez co czułam się nieswojo, więc odwróciłam głowę w kierunku szyby i podziwiałam miasto. Siedziałam tak, dopóki nie spostrzegłam się, że stoimy w miejscu. Wyjęłam z torby portfel i chciałam przekazać kierowcy należną mu sumę pieniędzy, ale chłopka uprzedził mnie ruchem swojej ręki oznaczającym, że on zapłaci. Posłałam mu zdziwione spojrzenie, ale nie miałam siły się kłócić, więc chwyciłam bagaże w dłonie i wysiadłam z taksówki.

- Tak w ogóle to jestem Zayn- krzyknął brunet

-  Tak w ogóle to mam to gdzieś- odpowiedziałam

- Daj spokój, więcej i tak się nie zobaczymy księżniczko- rzucił od niechcenie, a we mnie aż zawrzało na jego ton głosu.

- Mam nadzieje- syknęłam sfrustrowana i zamknęłam drzwi pojazdu. Chodziłam po mieście ciągnąc za sobą walizkę, aż doszłam do małego hoteliku. Nie był wyjątkowo piękny, wyjątkowy. Nie potrzebowałam luksusów tylko dachu nad głową do czasu, aż nie znajdę sobie jakiegoś mieszkania. Podeszłam do recepcji i wynajęłam jednoosobowy pokój. Wtargałam swój bagaż po schodach, bo hotel nie posiadał windy, co było minusem, zwłaszcza że mam pokój na trzecim piętrze. Otworzyłam drzwi kluczem i weszłam do małego pomieszczenia, gdzie dominowały kolor szary z elementami czerwieni. Na środku stało jednoosobowe łóżko, obok niego szafeczka nocna, a dalej za nią dosyć sporych wielkości szafa. Podeszłam do okna i podniosłam żaluzję do góry, aby podziwiać widok. Zawiodłam się, gdyż spodziewałam się czegoś lepszego niż metrowej szczeliny pomiędzy innym budynkiem, a tym. Widok na mur zawsze spoko. Weszłam do łazienki i wzięłam odprężający prysznic. Podeszłam do walizki i wyjęłam z niej za dużą koszulkę z motywem zespołu The Beatles i spodenki. Na suche już ciało założyłam przygotowane rzeczy i położyłam się do łóżka. Nie dość, że lot mnie zmęczył to jeszcze ta zmiana czasu. W Londynie jest 7 p. m, a w Bufallo było by dopiero 2p. m . Nawet nie wiem kiedy odpłynęłam do krainy Morfeusza.

* * *

-Harry, nie chcę żebyś odszedł. Nie zostawiaj mnie- popatrzyłam na chłopaka ze łzami w oczach. Jego też się szkliły, widziałam jak jest mu ciężko.

- Nigdy cię nie zostawię- pogładził mnie po policzku- obiecuję – przybliżał swoją twarz do mojej, aż nasze czoła się ze sobą zetknęły i patrzyliśmy sobie w oczy –Kocham cię – wyszeptał i złożył najdelikatniejszy, a zarazem jeden z najbardziej namiętnych pocałunków jakie składał na moich ustach.

- Ja ciebie też- to było coś więcej niż dziecięca przyjaźń. Jako piętnastolatka byłam zakochana do granic możliwości w przyjacielu od zawsze na zawsze. Wyszedł, a ja nie wytrzymałam i pozwoliłam słonej cieczy wypłynąć.

   Obudziłam się z płaczem. Zapytacie dlaczego, skoro to takie słodkie, i w ogóle. Zgadzam się z wami. To było przepiękne, jedna z najpiękniejszych chwil w moim dotychczasowym życiu. Dlatego to takie ciężkie, kiedy osoba która dała ci najpiękniejsze wspomnienie, sama się nim stała. Wybuchłam histerycznym płaczem, który bez skutku próbowałam stłumić poduszką. Obiecałam sobie, ze nie będę płakać, że będę silna, ale nie daje rady. Świadomość, ze znajduje się w mieście gdzie On obecnie mieszka i mój ojciec, którego chcę bliżej poznać, jest też blisko z Nim nie pomaga. Wręcz przeciwnie, wykańcza mnie fizycznie i psychicznie. Weszłam do łazienki i wygrzebałam z swojej kosmetyczki moją starą przyjaciółkę- żyletkę. Kiedyś się cięłam. Nie mogę powiedzieć, ze to przez Niego, bo to nie prawda. To przeze mnie, przez moją słabość. Na co dzień udaję silną, a tak naprawdę nie daje rady i próbuje odreagować. Zerwałam tą ‘przyjaźń’ – i znów sarkazm- kiedy trafiłam do szpitala. Obiecałam pani Margaret, ze przestanę i przestałam. Ale teraz już nie mogę. Przyglądałam się starym ranom na moim nadgarstku, które zazwyczaj zakrywałam bransoletkami. Czy warto na nowo to zaczynać, brnąć w to? Doskonale wiem, że nie warto, mimo tego znów mam chęć zacząć. To jest silniejsze ode mnie. Przejechałam lekko żyletką po nadgarstku, ale wystarczająco by mogły się na ni pojawić krople krwi. Czułam ulgę. Nic mnie już nie hamowało, więc powtórzyłam czynność tym razem mocniej. Zamierzałam się do kolejnej próby, ale ktoś dzwonił na moją komórkę, więc zawinęłam bandażem krwawiące rany i pobiegłam do sypialni. Na wyświetlaczu widniał napis PANI MARGARET . Przejechałam palcem po ekranie i przyłożyłam telefon bliżej ucha.

- Victoria?- usłyszałam zmartwiony głos byłej opiekunki- Miałaś zadzwonić jak tylko dolecisz. Martwiłam się o ciebie- mówiła z wyczuwalną w jej głosie pretensją, ale też jakby ulgą.

- Przepraszam. Byłam zmęczona, więc szybko zasnęłam.

- No już dobrze, moje dziecko. Ale pamiętaj, że moje drzwi są zawsze dla ciebie otwarte. Zawsze możesz wrócić

- Wiem i dziękuje. Przepraszam, ale musze kończyć. Niedługo zadzwonię- nie chciałam kontynuować tej przesłodzonej rozmowy, więc rozłączyłam się i opadłam bezwładnie na łóżko. Muszę wziąć się w garść, nie przyjechałam tu żeby się nad sobą użalać. Zmotywowana ubrałam się w czarny top, na który założyłam również czarną prześwitującą koszule i standardowo wciągnęłam ją w czarną spódnice przed kolano. Do tego nałożyłam rajstopy pod kolor skóry i kozaczki przed kostkę. Doczepiłam granatowe pasemka do włosów, a rany na nadgarstkach przykryłam bransoletkami. Wykonałam makijaż, nie za mocny, ale też nie za słaby. Telefon wsadziłam do kieszeni mojej czarnej kurtki skórzanej i po zamknięciu drzwi wyszłam pozwiedzać Londyn. Chodziłam, zwiedzałam, mijałam ludzi- tak mijały mi godziny. W końcu jestem tylko człowiekiem, więc zgłodniałam i szukałam jakiegoś baru, restauracji. Przechodziłam właśnie obok chińskiej restauracji, więc weszłam i zamówiłam kurczaka na ostro z warzywami i makaronem. Czekałam na zamówienie, a w międzyczasie oglądałam popisy wokalne ludzi, bo weszłam akurat odbywał się tu konkurs karaoke.

- Czy jest ktoś odważny na tej sali, kto chciałby się zmierzyć z dotychczasową zwyciężczynią?- prowadzący konkurs szukał kolejnych. Na scenie obok niego stałam szczupła brunetka z zadartym nosem szczerząca się. Widać było po niej, że wydaje się jej, że jest lepsza od innych. W mojej głowie rodził się plan, by wejść na scenę i pokonać ją. Co ja bym dała by zobaczyć jej zniesmaczoną minę. Ah. Moja wizja była na tyle satysfakcjonująca, że wstałam z krzesła i podeszłam do Dj-a . Zapisałam swoje imię i nazwisko w karcie zgłoszeń i teraz tylko wystarczyło czekać na wywołanie.
( jakość filmu nie powala, ale tylko taki znalazłam )

- Mamy tu jedną odważną- zaśmiał się- zapraszam na scenę naszą Mandy i Victorię.- tłum ludzi zaczął bić brawa co mnie trochę stremowało. Muszę się do tego przyzwyczaić, skoro jutro chcę wystąpić przed kilkoma milionami ludzi, jak nie więcej. Odebrałam swój mikrofon i wsłuchiwałam się w pierwsze dźwięki muzyki. Chwile potem, gdy razem zaczęłyśmy śpiewać czułam się jak ryba w wodzie i wiedziałam, że chciałabym to robić częściej. Po skończonym występie znowu rozbrzmiały się brawa, tylko z tą różnicą, że głośniejsze i czasami słychać było wykrzykiwane nasze imiona.

- Wooow- zawył prowadzący do mikrofonu- co to się działo? Podobało się?- i znowu głośne krzyki i brawa, co było naprawdę bardzo miłe. – Ogłaszam remis!- i tu nastąpiło moje rozczarowanie i chyba nie tylko moje, bo na twarzy mojej konkurentki też wyczytałam niezadowolenie.
***************************************************************
Oto nadchodzę z kolejnym rozdziałem! Taaa-daaam ;) Wyszedł dłuższy niż planowałam, ale to tylko dzięki komentarzom pod poprzednim. Dziękuje, wszystkie wejścia, komentarze i obserwatorów- skacze wręcz ze szczęścia :D 
KOLEJNY NIEBAWEM ;***  ZADAWAJCIE PYTANIA BOHATEROM LUB MI ;)
<3 TEN ROZDZIAŁ DEDYKUJE WSZYSTKIM KOMENTUJĄCYM <3

niedziela, 15 września 2013

Chapter Three


,, Nie chodź ścieżką, własną depcz ’’

Rozczarowanie. Zapewne każdy z was doświadczył już tego uczucia. Co za tym idzie? Żal, czasami złość, że nie możemy nic na to poradzić. Jak to mówią raz na wozie, a raz pod wozem. Nie ma sprawiedliwości. Ja cały czas jestem pod wozem. Całe moje życie to jedna, wielka pomyłka. Sierota, która dostaje pieniądze od anonima. Jak tak o tym myślę to chce mi się śmiać. Ciekawość- to jedno z uczuć, które mi aktualnie towarzyszy. Ta osoba znała moją matkę i wiedziała o Harrym. Tak jakby była blisko mnie, a jednocześnie daleko. Kim ona jest? Przerażała mnie ta nieświadomość. A co jak to jakaś psychopatka, która chce zdobyć moje zaufanie, a potem w najmniej odpowiednim momencie mnie wykończyć? Wzdrygnęłam się a moje ciało przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Trzymałam na kolanach kolejną paczkę od owej osoby, ciekawość nie pozwalała mi dłużej czekać, więc zabrałam się do otwarcia pudełeczka. Dziś mniejsze nić ostatnio. Kolejna koperta z pieniędzmi,  czyli kolejne 1500 dolarów. Dziś dwie koperty, czy powinnam się bać? Otworzyłam kremową kopertę i wyjmuje z niej malutki srebrny kluczyk i kartkę zgiętą na pół. Klucz, klucz, od czego on może być? Myśl Vic, myśl- motywowałam się w myślach. Mam! Ostatnim razem dostałam pamiętnik bez klucza, teraz klucz. Brawo Vica. Nie jest jeszcze tak źle ze mną. Wyjęłam z pod poduszki zeszyt z zameczkiem i jednym zwinnym ruchem otwieram go. On należał do mojej matki. Zaczęłam czytać pierwszą stronę:

Dla ciebie kochanie <3

Jeżeli to czytasz, znaczy że Jenn wykonała to o co ją poprosiłam. Nawet nie wiesz, jak bardzo bym chciała być teraz przy tobie, przy mojej małej córeczce. Kochałam cię najbardziej na świecie i to się nigdy nie zmieni. Wiem, ze dasz sobie radę, naprawdę w to wierze. Przepraszam, za to że zostawiłam cię samom, nie miałam wyjścia, dlatego chciałabym to naprawić.

Kocham cię księżniczko, nie daj się!

Mama pisała dla mnie pamiętnik? Moje oczy się zaszkliły, ale ku memu zdziwieniu nie płakałam. Wręcz przeciwnie, byłam szczęśliwa. Od dłuższego czasu miałam ochotę się śmiać. Chciałam czytać dalej, ale przypomniałam sobie o karteczce. Wzięłam ją do ręki i rozłożyłam tak, aby móc zapoznać się z jej informacją. To nie była zwykła kartka, to był mój akt urodzenia. Ale skąd? Przecież mówiono mi, ze szpital go zgubił. Analizowałam każde słowo z kawałku papieru.

Matka: Jessica West

Ojciec: Simon Cowell

Zaraz zaraz. Ulotka, imię otoczone pętlą. To nie chodziło o Harrego i jego zespół, tylko o mojego ojca. Dopiero teraz potok łez spłynął po moich policzkach zostawiając szare linie od makijażu. Dobrze, że byłam zamknięta w łazience. Fajnie, fajnie mój ojciec to bogaty producent i żyje sobie spokojnie, nie wiedząc, że ma córkę. Nie wie, ze kiedyś ta mała dziewczynka śniła każdej nocy o nim, zabierającym ją z tego piekła, zapewniając kochający dom. Ależ byłam naiwna. Prychnęłam przez łzy co lekko mnie uspokoiło. Zacisnęłam usta w wąską linie, wstałam i wykonałam nową warstwę makijażu. Na moim nowym telefonie weszłam w Internet i szukałam jak najwięcej informacji o nowej edycji Brytyjskiego X Factora, gdzie jurorem jest mój ‘ukochany tatuś’.  Za 3 dni jest casting w Londynie, a ja mieszkam w okolicach Nowego Jorku. Co to dla mnie w dwa dni znaleźć się na innym kontynencie. Wyczuwacie ten sarkazm? To dobrze. Mam 3000 dolarów od tej kobiety i swoje 5000 zarobione przez trzy lata pracy jako kelnerka. Ja się męczyłam roznosząc kawę i ciastka, a moje kochane przyjaciółeczki- i znowu sarkazm, ja już chyba jestem od niego uzależniona- zarabiały pieniądze w inny sposób. Oszczędzę wam szczegółów, bo sama nie rozumiem jak można zarabiać swoim ciałem.

***

Siedzę na swoim łóżku kończąc pakować walizkę. Postanowiłam, że wylatuj ę jutro o 4:30 i poszukam sobie jakiegoś taniego mieszkanka. Pani Margaret gdy się o tym dowiedziała, błagała mnie abym jeszcze raz  to dokładniej przemyślała. Wiem, że ma rację, bo porywam się z motyką na księżyc, ale to nie moja wina, że chce coś w życiu zmienić. Kto nie gra ten nie wygra.

***

Pasażerowie lotu Bufallo-Londyn proszeni są o skierowanie się do wejścia 416- usłyszałam piskliwy głosik dobiegający z głośnika, więc wstałam z miejsca i udałam się na odprawę. Nie było jakiś większych komplikacji i po 20 minutach siedziałam na miejscu. Wsadziłam słuchawki w uszy i puściałam głośno muzykę. Wsłuchiwałam się dokładnie w każde słowo, analizując jego przekaz. Samolot wzniósł się w górę, po czym pożałowałam swojej decyzji. Chce wysiąść, wrócić cokolwiek. Boje się, ja Victoria West boję się. Tylko strach mi pozostał, bo co stanę przed nim i co powiem? Może: cześć jestem twoją córką, mogę z tobą zamieszkać? Brawa dla mnie, czyli królowej nieprzemyślanych decyzji. Strach paraliżował mnie od środka i nie pozwalał racjonalnie myśleć. Ręce mi się trzęsły i głęboko oddychałam, jakbym zaraz miała się udławić powietrzem. Ponownie wsłuchałam się w piosenkę i doprowadziłam się do normalności. A może zaśpiewam coś, postaram przejść jak najdalej i przy okazji poznać Simona? To chyba najlepsze rozwiązanie. Z tą myślą zasnęłam.

 - Panienko, proszę wstawać. Zaraz lądujemy.- otworzyła oczy i ujrzałam szczerzącą się do mnie stewardesę, która po chwili odeszła do innych pasażerów. Leniwe przetarłam zaspane oczy i przeczesałam dłonią włosy. Wylądowaliśmy. Wzięłam bagaż podręczny i podążałam za tłumem do wyjścia. Odebrałam swoją walizkę i zamówiłam taksówkę.
********************************************************************************
I co o tym sądzicie? Czekam na opinie w postaci komentarza, choćby jedno słowo ;) Kolejny postaram się dodać w przeciągu kilku dni, choć nie jestem pewna ilu. Wiecie, szkoła i takie tam :D
CZYTASZ=SKOMENTUJ
IM WIĘCEJ KOMENTARZY= SZYBCIEJ ROZDZIAŁ

środa, 4 września 2013

Chapter Two


 

,, Czasami trzeba przepłukać oczy łzami, aby lepiej widzieć ‘’

Sen to specyficzne przeżycie. Dla jednych to tylko odpoczynek po męczącym dniu, ale dla innych to inny  świat, idealny świat. Swoje sny można kontrolować za pomącą uczuć, marzeń, ale też i wspomnień. Niektórych nawiedzają koszmary, budzą się oni w środku nocy zlani potem, a czasami nawet z krzykiem. Ja natomiast uwielbiam spać. Ludzie oceniają takie osoby jak ja ‘leniuchami’, a tak naprawdę nie rozumieją, że my nie chcemy się budzić ze względu na rzeczywistość. Mamy dość cierpienia, wiec przenosimy się do swoich osobistych światów, gdzie nikt nie ma prawa wchodzić, niszczyć niczego oraz wymagać od nas niemożliwego.  Właśnie spokojnie siedziałam sobie pod drzewem w świerkowym lesie, wsłuchiwałam się w odgłosy natury, gdy do moich uszu doszły dźwięki ingerujące w mój spokój. Słyszałam je coraz wyraźniej, a przed oczami znikąd pojawiła się mgła tak gęsta, że nic nie widziałam, nawet mojego ukochanego lasu. Budziłam się.

- Best Song Ever, it was  best song ever. – w radio leciała piosenka, a Ally i Megan skakały po łóżku podśpiewując pod nosem.
- Wyłączcie to ścierwo! – syknęłam z irytacją w głosie i poduszkami zakryłam sobie uszy. Moje współlokatorki speszone zeskoczyły z łóżka i pośpiesznie wyłączyły muzykę. Żal mi się ich trochę zrobiło, bo wiem jak bardzo się mnie boją, ale nie mogę nikomu pokazać mojej słabej strony. Usiadłam zaspana na łóżko, a do pokoju weszła pani Margaret z paczką w ręce.


- Dzień dobry, jak poranek?- tryskała optymizmem opiekunka. Podeszła do dziewczyn i ucałowała je czule w czoło. Później podeszła do mnie i powtórzyła wcześniejszą czynność. Przewróciłam tylko oczami, choć nie ukrywam, że uwielbiam gdy pokazuje nam, że jej naprawdę zależy. Porozmawiała chwilę z współlokatorkami, po czym wygoniła je na śniadanie. Przysiadła na łóżko obok mnie i położyła mi na kolana ową paczkę.

- Wszystkiego najlepszego Victorio! – uśmiechała się promiennie.

- Mówiłam, że nie chce żadnych prezentów- oddałam paczkę z powrotem kobiecie, która przyglądała mi się z czułością. – Przepraszam, ale muszę się spakować- próbowałam jej dać do zrozumienia, aby sobie poszła najgrzeczniej jak tylko umiem. Największą wadą pani Megg była chora upartość.

- To wcale nie ode mnie, przyszło pocztą zaadresowane do ciebie. Otwórz- zachęcała mnie. Poczta do mnie? Dziwne, bardzo dziwne. Scyzorykiem wcześniej wziętym z szafki nocnej przecięłam karton wzdłuż, następnie otworzyłam pudełko i zaczęłam wyjmować z niego przedmioty. Wzięłam w dłonie notatnik obity skórzaną osłoną w kolorze cappuccino, zamknięty na kluczyk. Próbowałam scyzorykiem otworzyć zameczek, jednak moje próby poszły na marne. Zdziwiona i lekko podirytowana położyłam zeszyt na poduszkę i wyjęłam kolejną rzecz. Ty razem było to zdjęcie. Śliczna kobieta w niebieskiej sukience przytulająca swój ciążowy brzuszek. Na ten widok moje oczy automatycznie się zaszkliły, a po policzku popłynęłam samotna łza.

- Mama- szepnęłam sama do siebie, wręcz niesłyszalnie. To chyba jedyne nasze wspólne zdjęcie. Położyłam je sobie na kolana i zajęłam się wyjmowanie kolejnej rzeczy z kartonu.  Trzymałam teraz w ręce średniej wielkości kopertę, dosyć grubą. Zwinnym ruchem ją otworzyłam  i wyjęłam zapisaną kartkę. Rozłożyłam niepewnie i zaczęłam czytać:

Moje imię nic ci nie powie, nie znasz mnie, za to ja wiem o tobie więcej niż myślisz. Powinna ci wystarczyć informacja, że byłam blisko z twoją matką, kochałam ją i kocham ciebie. Przed odejściem Jessica powierzyła mi zadanie, przekazać ci to w dniu osiągniecia przez ciebie pełnoletności. Wiem, że nie rozumiesz tej sytuacji, przykro mi może kiedyś ci to wytłumaczę. Wykorzystaj te pieniądze mądrze, matka nie chciałaby żebyś głodowała. Niedługo prześlę resztę.

Do następnego razu, xoxo

Pieniądze? O co tu w ogóle chodzi? Coraz więcej myśli kłębiło się w mojej głowie, a na język cisnęły pytania, na które tak bardzo bym chciała znać odpowiedź. Otworzyłam szerzej kopertę i wyjęłam banknoty zawiązane ze sobą gumką. Zdumiona przeliczyłam, 1500 dolarów. Schowałam pieniądze do koperty i ułożyłam obok zdjęcia. Ostatnią rzeczą którą wygrzebałam z kartonu, było małe pudełeczko owinięte w czerwony papier ozdobny z karteczką: A to ode mnie. Rozerwałam papier nie zważając na szkody w jego wyglądzie. Zdjęłam wieczko, a moim oczom ukazał się czarny iPhone 4s. Podniosłam go i ujrzałam, ze pod nim leżała zgięta na pół ulotka informująca o nowej edycji Brytyjskiego X-Factora.  Rozwinęłam ją i od razu w oczy rzuciło mi się nazwisko otoczone kolorową pętlą: Simon Cowell. Za dużo wszystkiego, zdecydowanie za dużo. Schowałam wszystko oprócz telefonu do mojej szafeczki nocnej i zamknęłam ją na kluczyk. Z tych wszystkich ‘wrażeń’ zapomniałam o pani Margaret, która siedziała na jednym z pozostałych łóżek i przyglądała się całej tej sytuacji. Speszona wyszła i zostałam sama. Weszłam do łazienki i nałożyłam maskę, tj. mocny makijaż i obojętny wyraz twarzy. Ubrałam jeszcze czarne poszczepione rajstopy, ciemno zieloną bluzeczkę z dekoltem, która wciągnęłam w czarną spódnice. Do tego jeszcze czarne oficerki. Włosy delikatnie rozczesałam i wtarłam w nie trochę pianki, aby ulepszyć moje fale. Gotowa wyszłam i poszłam do sali komputerowej, w której wyjątkowo nie było dużo osób. Zajęłam miejsce przed komputerem i w Internecie wyszukałam informacje na temat tego Simona. Jedno zdanie przykuło moją uwagę. Współtwórca zespołu One Direction. Jeden zespół tyle wspomnień. Zastanawiacie się pewnie dlaczego, a więc składa się on z pięciu chłopaków: Liama, Louisa, Nialla, Zayna i Jego. Tak mojego Harrego. Na wspomnienie o moim dawnym
przyjacielu traciłam samokontrole i nie mogła powstrzymać łez cisnących się do oczu. Po chwili poczułam coś wilgotnego spływającego po moim policzku, później znów i znów. Płakała. Wiem, ze czasami trzeba przemyć sobie oczy, żeby lepiej widzieć <czyt. popłakać sobie > , ale nie chcę patrzeć jak mój Styles kręci się wokół nowych przyjaciół zapominając o mnie. To takie dziwne, że ja nie mogę o nim zapomnieć, pozbyć się przeszłości, a on zachowuję się jak gdyby nigdy nic się nigdy nie zdarzyło. Ile ja bym dała, żeby mieć jego podejście do życia. Koniec tego! Ogarnij się – karciłam się w myślach. Muszę zając się sobą, poszukać pracy i jakiegoś mieszkania. Mam tydzień, aby się wynieść, takie są zasady trzeba się dostosować.

JAKIŚ CZAS PÓŹNIEJ

Idę na kolejne spotkanie o prace, już chyba dziesiąte. Masakra. Zostałam poproszona do gabinetu dyrektora jednej z firm przez szczuplutką blondynkę w ciasnej mini eksponującej jej walory. Pewnie dzięki takiemu ubiorowi ma tą pracę. Usiadłam na skórzanej kanapie i przyglądałam się wnętrzu pomieszczenia. Nie zauważyłam nawet kiedy wszedł do niego, usiadł za wielkim dębowy biurkiem i trzymał w ręku kartkę.

- Dziękuje, nie jestem zainteresowany. O to twoje CV- wręczył mi ową kartkę.

- Mogę spytać dlaczego?- spytałam najgrzeczniej jak potrafię choć wewnątrz mnie gotowało się ze złości i miałam wrażenie, że zaraz wybuchnę. Wdech, wydech, uspokój się- uspokajałam się myślami.

- Nie odpowiada mi Twój wygląd, do widzenia.- odpowiedziała oschłym tonem mężczyzna.  Wzięłam od niego kartkę i wychodząc z gabinetu dopowiedziałam


- Nie pamiętam, abyśmy przeszli na Ty, nara - prychnęłam i zamknęłam za sobą drzwi. Zgniotłam kartkę, wyrzuciłam ją wściekła i kopnęłam w krzesła całą siłą. Jebany cham! Nie dziwie się, ze nie mam tej pracy, w końcu nie wyglądam jak dziwka i nie dam się poniżać. Wróciłam do placówki, zwanej domem, wykonałam wieczorną toaletę i położyłam się spać.
*********************************************
I jak wrażenia po drugim rozdziale? Podoba się? Bardzo mi zależy na waszej opinie, dlatego proszę KOMENTUJCIE! Kolejny rozdział najprawdopodobniej w weekend ;) Do następnego ;D
CZYTASZ =KOMENTUJESZ
Zaglądajcie też na mojego drugiego bloga  http://1d-for-ever.blogspot.com/
Całusy :*